Oskar Pryczyniec, rolnik ze wsi Smoląg w gminie Bobowo w województwie pomorskim, mówi w rozmowie: “Rzuciliśmy wszystko. Wstałem rano po nocce i powiedziałem: mam tego dosyć i wyprowadzamy się na wieś”.
Dziś jego rolki na profilu “Farma Oskara” na TikToku i Facebooku oglądają tysiące osób. I nie zawsze są to filmy „ładne”. Czasem są chaotyczne, ostre, z emocjami i, jak sam przyznaje, z naturalnym językiem, który nie zawsze nadaje się do gazetowego druku.
– To jest wszystko naturalne. Kręcone od ręki, bez przygotowania.
Z miasta na wieś. Tak zaczęła się jego droga do rolnictwa
Zanim pojawiła się wieś, były kluby, gastronomia i scena muzyczna. Co więcej, scena muzyczna z artystami z całego świata i gwiazdami z Polski.
– Pracowałem całe życie w klubach, byłem DJ-em. Mam swój lokal w Gdańsku. W gastronomii jestem od 20 lat – opowiada Oskar.
Ale pandemia i zmęczenie miastem zrobiły swoje. Decyzja była impulsywna, wręcz filmowa.
– Wstałem po nocce i powiedziałem do narzeczonej: Wyprowadzamy się na wieś. Tego dnia znalazłem gospodarstwo. Trzy godziny później byliśmy na miejscu. Tydzień później składaliśmy wniosek o kredyt – opowiada.
To nie była przeprowadzka, to była całkowita zmiana życia.
Smoląg, początki i pierwsze zderzenie ze wsią
Nowe życie nie zaczęło się w próżni. To była mała wieś Smoląg w gminie Bobowo na Pomorzu, około 100 mieszkańców, z czego realnie żyje mniej niż połowa.
– To najmniejsze społeczeństwo w powiecie. Trzech aktywnie gospodarujących rolników. Ja jestem tym trzecim – mówi.
Oskar opowiada, iż młodzi opuszczają wsie, kierując w stronę miasta. Gospodarstwa sukcesywnie znikają z mapy Polski.
– Zaraz nie będzie rolników w Polsce. A co za tym idzie? Będziemy żywić się żywnością pochodzenia niewiadomego. Kiedy wreszcie się obudzimy? – pyta.
Dodaje też bez złudzeń, iż jego początki na wsi nie były łatwe, a reakcja mieszkańców była pełna dystansu.
– Na początku patrzyli na nas jak na kosmitów. Tatuaże, długie włosy, miasto. Ale jak zobaczyli, iż naprawdę pracuję w polu, to się zmieniło.
Z czasem zmieniło się jednak coś więcej niż sama akceptacja.
– Jak przyjechałem, siano kosztowało 200 zł. Jak zobaczyli, iż jestem swój – 80 zł – mówi żartobliwie.
Konie, agroturystyka i rolnictwo budowane od 1 ha
Konie, agroturystyka i gospodarstwo
Dziś gospodarstwo to nie tylko ziemia. To przede wszystkim konie, 10 sztuk, i rozwijająca się agroturystyka.
– Z koni i agroturystyki żyjemy. Kury i kozy są bardziej dla dzieci i gości – mówi.
W tle jest też pasja: podkuwanie koni i praca z nimi. Oskar uzupełnił również wykształcenie rolnicze, by w pełni móc poczuć się członkiem społeczności i swobodnie prowadzić gospodarstwo zgodnie z wymaganiami formalnymi i zawodowymi.
– Jestem podkuwaczem. Żona jest trenerem jazdy konnej. To jest nasze życie – opowiada.
Agroturystyka została już choćby nagrodzona, ale, jak podkreśla, nie wszystko pokazuje w internecie.
– Nie promuję tego miejsca na profilu. Nie chcę robić z tego reklamy. Wolę pokazywać wieś i rolnictwo, a nie biznes – zaznacza.
„Młody rolnik”? Zderzenie z systemem i mit dopłat
Mocny wątek całej rozmowy dotyczy systemu dopłat i tego, jak zderza się on z rzeczywistością.
Oskar nie ma złudzeń. O premie dla młodego rolnika występował w ubiegłym roku. Nie udało się.
– Program młody rolnik? Totalna kpina. Zostałem całkowicie wykluczony – mówi.
Dlaczego?
– Bo mam gospodarstwo dłużej niż 24 miesiące i działalność rolniczą. A ja dopiero to buduję od podstaw – dodaje.
I dodaje gorzko.
– Mam ziemię, rozwijam gospodarstwo, ale nie spełniam definicji młodego rolnika. Czyli kto nim jest? Tylko ten, kto przejmuje hektar po ojcu? – pyta.
W jego ocenie system premiuje dziedziczenie, a nie realne rozpoczynanie działalności.
– Rząd mówi o wsparciu młodych rolników, ale w praktyce to program dla rodzinnych przejęć gospodarstw – ocenia Oskar.
„Dopłaty to nie pieniądze do życia”
Oskar opowiada też o zderzeniu miejskiego wyobrażenia o dopłatach z rzeczywistością, które dotyczyło również jego osoby.
– Ludzie z miasta myślą, iż dopłaty to są pieniądze do życia. A to nieprawda – mówi.
Jego zdaniem to system, który w praktyce wyrównuje koszty, a nie daje przewagi.
– Te dopłaty idą na nawozy i środki produkcji, które zdrożały pięciokrotnie. To nie jest żadne bogactwo – wyjaśnia.
– Jak mieszkałem w mieście, myślałem, iż koń robi obornik i to wystarczy. A to jest zupełnie inna rzeczywistość – dodaje.
Od 1 ha do 5 własnych i 30 w dzierżawie
Gospodarstwo Oskara i jego żony rośnie stopniowo.
– Na początku było siedlisko i hektar. Teraz mamy niecałe 5 hektarów, a 30 jest dzierżawione – relacjonuje.
Sprzęt też powstawał etapami, często używany, remontowany samodzielnie.
– Kupiłem starą sześćdziesiątkę. Wyremontowaliśmy ją sami. Wszystko robię własnymi siłami – opowiada.
Nie ma tu wielkiego kapitału inwestycyjnego, jest kredyt, praca i ryzyko.
– To są kredyty, miliony inwestycji. Bez tego nie da się ruszyć – mówi.
Miasto, wieś i rolnictwo bez filtra
Wieś kontra miasto: dwa światy, jeden problem
Oskar nie romantyzuje ani miasta, ani wsi.
– W jednym i drugim brakuje ludzi do pracy. W rolnictwie i w gastronomii – podkreśla.
Porównuje też mentalność.
– W mieście ludzie myślą, iż rolnik nic nie robi i dostaje pieniądze. Na wsi ludzie myślą, iż w mieście jest lekko. A prawda jest taka, iż wszędzie jest ciężko.
Najbardziej uderza jednak jego obserwacja społeczna, o której sam się przekonał.
– Rolnictwo to najbardziej znienawidzony zawód świata. Ludzie widzą ciągnik, który wjeżdża z pola na drogę i od razu jest frustracja – mówi.
Jego obecność w mediach społecznościowych nie jest przypadkowa. To świadoma strategia, choć bardzo surowa.
Pod nazwą „Farma Oskara” prowadzi profile na Facebooku, TikToku i Instagramie. Pokazuje tam bez upiększeń codzienność gospodarstwa – od sianokosów i pracy w polu, przez opiekę nad końmi, po awarie maszyn i problemy, z którymi mierzą się dziś rolnicy.
– Pokazuję wpadki. Setki moich wpadek. Utopiony ciągnik, złamane maszyny, błędy. Inni rolnicy się za to obrażają, ale to jest prawdziwe życie – opowiada.
I właśnie to przynosi zasięgi.
– Kontrowersje dają zasięgi. A ja pokazuję rolnictwo z innej strony – dodaje.
Rolnik, sołtys i pytanie o przyszłość wsi
Z czasem Oskar stał się częścią lokalnej społeczności, a co więcej, choćby jej liderem.
– Zostałem sołtysem. Pierwszy raz w historii ktoś napływowy wygrał tak szybko – mówi.
Dla wielu mieszkańców to było zaskoczenie, ale też sygnał zmiany pokoleniowej.
– Jak zobaczyli, iż pracuję i nie robię imprez, to mnie zaakceptowali – żartuje.
Na koniec rozmowy zostaje temat najtrudniejszy: przyszłość.
– Będzie problem z paszą. Susza na torfowych łąkach jest ogromna – mówi Oskar.
I jeszcze bardziej pesymistyczna prognoza.
– Moim zdaniem małe gospodarstwa będą znikać. Zostaną tylko duże – ocenia.
Według niego rolnictwo w Polsce zmierza w stronę koncentracji.
– 3% społeczeństwa produkuje żywność. To spadnie do 1% – prognozuje.
Na koniec rozmowy Oskar dodaje, iż jego życie to totalna mieszanka między barem, a kowadłem. Raz w siodle, innym razem w traktorze.
– A do miasta nigdy bym już nie wrócił – kończy opowieść.

5 godzin temu

![Ceny paliw w środę i prognoza na czwartek: Orlen obniża dzisiaj hurt, ale geopolityka znów straszy [PROGNOZA]](https://agroprofil.pl/cms/wp-content/uploads/2023/09/paliwo.jpg)





![Brakuje byków, Niemcy już podnoszą stawki. Jakie są ceny skupu bydła w Polsce? [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/06/09/h_603623_1280.webp)








