Współczesna architektura rynków finansowych uległa drastycznej transformacji na przestrzeni ostatnich dekad, ale choćby i ostatnich lat, a jej skalę i konsekwencje dopiero zaczynamy w pełni rozumieć. Jeszcze dziś, w świadomości zbiorowej, Wall Street kojarzy się nierzadko z miejscem, gdzie kapitał buduje się latami, a strategie inwestycyjne opierają się na przemyślanej analizie wartości przedsiębiorstw, makroekonomii i długoterminowych trendach geopolitycznych i gospodarczych. I choć ten obraz czasami przez cały czas bywa aktualny, to powoli odchodzi jednak “do lamusa”, ustępując miejsca mechanizmom, w których horyzont czasowy nie jest mierzony w latach czy miesiącach, ale w godzinach i minutach.
W samym centrum tej rewolucji, która przez wielu analityków i weteranów parkietu nazywana jest najgorętszym, a zarazem najgroźniejszym trendem finansowym ostatnich lat, znajdują się instrumenty pochodne o akronimie “0DTE”. Skrót ten oznacza „Zero Days to Expiration”, czyli opcje wygasające w dniu zawarcia transakcji. To właśnie te instrumenty sprawiają, iż giełda papierów wartościowych coraz częściej przypomina kasyno dla profesjonalistów, gdzie fortuny powstają i znikają w mgnieniu oka.
0DTE i współczesny krajobraz giełdowy
Aby zrozumieć fenomen opcji 0DTE, należy najpierw przyjrzeć się ewolucji rynku instrumentów pochodnych. Przez dekady standardem na amerykańskim rynku opcji był cykl miesięczny. Inwestorzy i spekulanci zawierali zakłady na to, gdzie znajdzie się cena danego aktywa w trzeci piątek miesiąca. Taki system pozwalał na budowanie strategii zabezpieczających portfele lub spekulację z zachowaniem pewnego bufora bezpieczeństwa czasowego. Z biegiem lat giełdy, w poszukiwaniu płynności i nowych przychodów z prowizji, wprowadziły opcje tygodniowe, co już znacząco przyspieszyło obrót. Jednak prawdziwy przełom nastąpił w momencie, gdy Chicago Board Options Exchange oraz inne parkiety zdecydowały się na udostępnienie opcji wygasających w każdy dzień roboczy tygodnia dla indeksu S&P 500. Decyzja ta, techniczna w swojej naturze, otworzyła “Puszkę Pandory”. Nagle inwestorzy otrzymali narzędzie pozwalające na obstawianie ruchów rynkowych, które mają się wydarzyć „tu i teraz”, bez konieczności płacenia premii za czas, który w tradycyjnych opcjach jest znaczącym kosztem. Opcje 0DTE to instrumenty, których życie jest efemeryczne – rodzą się rano wraz z dźwiękiem dzwonka otwierającego sesję na Wall Street, a umierają o godzinie szesnastej czasu nowojorskiego. W tym krótkim oknie czasowym stanowią jednak nierozerwalnie o dzisiejszym krajobrazie rynków finansowych.
Popularność tych instrumentów jest oszałamiająca i bezprecedensowa. Według danych CBOE, wolumen obrotu opcjami 0DTE stanowi w tej chwili ponad połowę całego wolumenu opcji na indeks S&P 500. Oznacza to, iż co druga transakcja opcyjna na najważniejszym indeksie świata dotyczy instrumentu, który przestanie istnieć za kilka godzin. Taka koncentracja kapitału w ultra-krótkoterminowych instrumentach zmienia samą naturę rynku. Inwestowanie ustępuje miejsca “hazardowi”, ale jest to hazard specyficzny, ubrany w garnitur złożonych modeli matematycznych. Nazywanie tego zjawiska „kasynem dla profesjonalistów” nie jest jedynie barwną metaforą, ale precyzyjnym opisem rzeczywistości. W przeciwieństwie do inwestora detalicznego, który w przeważającej większości kupuje akcje z nadzieją na ich wzrost w przyszłości, traderzy 0DTE operują w środowisku czystego prawdopodobieństwa i zmienności. Dla nich nie ma znaczenia kondycja gospodarki, zyski spółek czy stopa bezrobocia, o ile te dane nie zostaną opublikowane w ciągu najbliższej godziny. Liczy się tylko przepływ zleceń, impet ceny i techniczne poziomy wsparcia lub oporu.
Od czasu wprowadzenia w 2022 roku, handel opcjami 0DTE na indeks SPX wzrósł ponad pięciokrotnie, a średni dzienny wolumen (ADV) skoczył z poziomu 388 tys. kontraktów w I kwartale 2022 r. do 1,98 mln kontraktów w I kwartale 2025 r. (Wykres 1). Opcje 0DTE stanowią w tej chwili ponad 50% całkowitego wolumenu na indeksie SPX, generując dzienny obrót o wartości nominalnej przekraczającej 1 bilion dolarów (Wykres 2). Źródło: go.cboe.comJak działają 0DTE?
Mechanizm działania opcji jednodniowych jest fascynujący, głównie ze względu na sposób, w jaki wpływa on na wycenę premii opcyjnej. W świecie derywatów wartość opcji składa się z wartości wewnętrznej oraz wartości czasowej. W przypadku opcji 0DTE wartość czasowa degraduje się w tempie wykładniczym. Zjawisko to, opisywane przez grecki parametr Theta, oznacza, iż z każdą minutą opcja traci na wartości, jeżeli cena instrumentu bazowego nie porusza się w pożądanym kierunku. To wymusza na uczestnikach rynku podejmowanie błyskawicznych decyzji. Nie ma tu miejsca na zawahanie czy przeczekanie gorszego momentu.
Ta asymetria wypłaty działa jak magnes na spekulantów poszukujących szybkiego wzbogacenia, ale również na instytucje finansowe szukające taniego zabezpieczenia przed nagłymi wstrząsami.
Jednak największe niebezpieczeństwo i zarazem największa siła sprawcza opcji 0DTE leży nie w portfelach spekulantów, ale w rękach animatorów rynku, czyli tak zwanych Market Makerów. To właśnie ich rola sprawia, iż giełda potrafi zmienić kierunek o 180 stopni w ciągu godziny. Animatorzy rynku to instytucje, które zapewniają płynność i są drugą stroną każdej transakcji. jeżeli inwestor kupuje opcję kupna, Market Maker mu ją sprzedaje. Aby nie ponosić nieograniczonego ryzyka, animator musi natychmiast zabezpieczyć swoją pozycję na rynku kasowym, kupując lub sprzedając kontrakty terminowe lub akcje wchodzące w skład indeksu. W przypadku tradycyjnych opcji długoterminowych, parametry ryzyka zmieniają się powoli, dając animatorom czas na reakcję. W świecie 0DTE wszystko dzieje się w trybie natychmiastowym. Kluczowym pojęciem jest tu Gamma, czyli parametr określający, jak gwałtownie zmienia się wrażliwość opcji na ruch ceny instrumentu bazowego. Opcje wygasające tego samego dnia mają gigantyczną Gammę. Oznacza to, iż nawet niewielki ruch indeksu S&P 500 wymusza na animatorach rynku kupno lub sprzedaż miliardów dolarów w akcjach w ciągu sekund, aby utrzymać neutralność swoich portfeli.
Ten mechanizm sprzężenia zwrotnego tworzy sytuacje, które dla zewnętrznego obserwatora mogą wydawać się nielogiczne. Wyobraźmy sobie sesję, podczas której rynek spada. Inwestorzy masowo kupują opcje sprzedaży (put) wygasające tego samego dnia, aby zarobić na spadkach lub zabezpieczyć portfele. Animatorzy rynku, sprzedając te opcje, muszą zabezpieczyć się poprzez sprzedaż kontraktów na indeks. To powoduje dalszy spadek cen, co z kolei zwiększa wartość opcji put i zmusza animatorów do dalszej sprzedaży. Powstaje samonapędzająca się spirala wyprzedaży. Jednak w pewnym momencie, gdy opcje te zostaną zamknięte lub rynek osiągnie poziom nasycenia, następuje gwałtowne odwrócenie tego procesu. Animatorzy muszą odkupić wcześniej sprzedane aktywa, co katapultuje indeks w górę. Właśnie dlatego obserwujemy sesje, które zaczynają się głęboką czerwienią, by w godzinach popołudniowych zakończyć się euforycznymi wzrostami, lub odwrotnie. Kierunek rynku nie wynika z nowych informacji gospodarczych, ale z technicznej konieczności balansowania ksiąg przez największe banki inwestycyjne i inne instytucje finansowe. To właśnie jest owa zmiana o 180 stopni, która jest wizytówką ery 0DTE.
Ryzyka rynku zdominowanego przez 0DTE
Krytycy tego nowego porządku wskazują na ogromne ryzyko systemowe. Porównują oni obecną sytuację do zbierania monet przed rozpędzonym walcem drogowym. Dopóki rynek porusza się w przewidywalnych zakresach, strategie oparte na 0DTE, często polegające na sprzedaży opcji w celu inkasowania premii, przynoszą regularne, wysokie zyski. Jednak historia rynków finansowych uczy nas, iż okresy spokoju są tylko ciszą przed burzą. Obawy dotyczą scenariusza, w którym nagłe, niespodziewane wydarzenie geopolityczne lub makroekonomiczne (lub inny “Czarny Łabędź”) wywoła ruch cenowy przekraczający standardowe modele ryzyka. W takiej sytuacji płynność na rynku może momentalnie wyparować. Animatorzy rynku, przytłoczeni koniecznością zabezpieczenia gigantycznej ekspozycji w opcjach 0DTE, mogą nie być w stanie opanować chaosu, co doprowadziłoby do tak zwanego „Flash Crash’u”, a więc błyskawicznego załamania giełdy, które mogłoby zdestabilizować system finansowy.
Mieliśmy przedsmak tego zjawiska podczas „Volmageddonu” z 5 lutego 2018 roku. Był to dzień, który brutalnie przerwał wieloletni okres rynkowego spokoju i stał się podręcznikowym przykładem tego, jak nowoczesne inżynierie finansowe mogą obrócić się przeciwko ich twórcom. W tamtym okresie najmodniejszą strategią na Wall Street była tak zwana „krótka zmienność”, polegająca na zakładaniu się, iż na rynkach przez cały czas będzie panował spokój, tzn. zmienność rynku nie wzrośnie w zakładanym przez inwestorów terminie. Inwestorzy masowo lokowali kapitał w produkty strukturyzowane, takie jak niesławny fundusz XIV, które zyskiwały na wartości, gdy “indeks strachu” VIX spadał. Przez lata była to strategia generująca niemal darmowe zyski, skutecznie usypiająca czujność całego sektora finansowego. Jednak owego feralnego lutowego dnia, indeks S&P 500 zanotował korektę, co wywołało naturalny, choć początkowo niewielki wzrost zmienności. W tym momencie zadziałały jednak automatyczne mechanizmy zaszyte w funduszach: aby dostosować swoje portfele do nowych warunków, algorytmy musiały natychmiast odkupić kontrakty na zmienność. To z kolei podbiło cenę VIX jeszcze wyżej, zmuszając automaty do kolejnych, jeszcze większych zakupów. Powstała niszczycielska pętla sprzężenia zwrotnego, która w ciągu zaledwie kilku godzin doprowadziła do całkowitej implozji popularnych funduszy, wyparowania miliardów dolarów kapitału inwestorów i ponad stuprocentowego skoku indeksu strachu w trakcie jednej sesji.
Skokowy wzrost indeksu VIX podczas “Volmaggedonu” 5 lutego 2018 roku. Źródło: tradingview.comDziś obawy są o tyle większe, iż o ile w 2018 roku problem dotyczył relatywnie niszowego rynku kontraktów na zmienność, o tyle obecna mania 0DTE rozgrywa się bezpośrednio na najważniejszym indeksie świata, co w przypadku wystąpienia podobnej spirali paniki mogłoby wywołać skutki o znacznie szerszym, globalnym zasięgu.
Kto korzysta z opcji 0DTE?
Często popełnianym błędem w analizie fenomenu 0DTE jest przypisywanie go wyłącznie „ulicy”, czyli drobnym inwestorom indywidualnym. Owszem, udział detalu jest znaczący, jednak to instytucje finansowe, fundusze hedgingowe i algorytmy High Frequency Trading (HFT) są głównymi aktorami tego spektaklu, i to pomimo tego, iż z reguły to transakcje “ulicy” przeważają wolumenowo. Dla dużych graczy opcje 0DTE stały się narzędziem do ultra-precyzyjnego zarządzania ekspozycją. Zamiast utrzymywać kosztowne zabezpieczenia przez tygodnie, fundusze mogą teraz wchodzić i wychodzić z pozycji zabezpieczających w ciągu minut, reagując na bieżąco na wydarzenia sesyjne. To sprawia, iż rynek staje się niezwykle efektywny w mikroskali, ale jednocześnie niezwykle kruchy w makroskali. Paradoksalnie, instrumenty te, które w teorii służą do zarządzania ryzykiem, w praktyce stały się głównym źródłem nowej kategorii ryzyka – ryzyka płynności intraday.
Struktura wolumenu opcji 0DTE na indeks S&P500. Źródło: go.cboe.comWarto również zwrócić uwagę na psychologiczny aspekt handlu opcjami jednodniowymi. Mechanizm ten doskonale wpisuje się w kulturę natychmiastowej gratyfikacji, która dominuje w dzisiejszym świecie cyfrowym. Tradycyjne inwestowanie czy trading wymagają cierpliwości, dyscypliny i umiejętności odroczenia nagrody w czasie. Trading 0DTE oferuje natychmiastową informację zwrotną. W ciągu kilku minut wiesz, czy miałeś rację, czy się pomyliłeś. Zysk lub strata materializują się na koncie w czasie rzeczywistym, wyzwalając potężne dawki dopaminy. To sprawia, iż handel ten jest niezwykle uzależniający, a granica między profesjonalnym tradingiem, a kompulsywnym hazardem zaciera się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Dla wielu uczestników rynku, szczególnie tych z mniejszym doświadczeniem, opcje 0DTE stają się pułapką, w której złudzenie kontroli i łatwych pieniędzy prowadzi do szybkiej utraty kapitału. Nie zmienia to jednak faktu, iż dla profesjonalistów rozumiejących matematykę stojącą za tymi instrumentami, stanowią one potężne narzędzie do generowania stóp zwrotu niemożliwych do osiągnięcia na tradycyjnym rynku akcji.
0DTE, a struktura rynków giełdowych
Architektura rynku pod wpływem 0DTE zmienia również sposób, w jaki interpretujemy klasyczne wskaźniki rynkowe. Indeks strachu VIX, który przez lata był barometrem nastrojów inwestorów, traci na znaczeniu. VIX obliczany jest na podstawie opcji wygasających za około 30 dni. Tymczasem większość akcji rozgrywa się w opcjach, które wygasają dzisiaj. W efekcie możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której na rynku panuje ekstremalna panika i zmienność wewnątrz sesyjna, a wskaźnik VIX pozostaje na relatywnie niskim poziomie, fałszywie sugerując spokój. To „ukryte ryzyko” jest szczególnie niebezpieczne dla inwestorów pasywnych, którzy mogą nie zdawać sobie sprawy, jak bardzo wzburzone jest morze, po którym płyną, patrząc tylko na powierzchnię wody, a nie na prądy głębinowe wywoływane przez wolumeny 0DTE. Analitycy coraz częściej postulują konieczność stworzenia nowych miar ryzyka, które uwzględniałyby tę nową, jednodniową rzeczywistość, aby dać prawdziwy obraz napięcia panującego na parkiecie.
Kolejnym aspektem wartym poruszenia jest wpływ 0DTE na same spółki wchodzące w skład indeksów. Choć opcje te dotyczą głównie indeksu S&P 500 czy NASDAQ-100, ich wpływ rozlewa się na poszczególne akcje. Kiedy animatorzy rynku muszą gwałtownie kupować lub sprzedawać kontrakty futures, aby zabezpieczyć swoje pozycje w opcjach, arbitrażyści natychmiast przenoszą ten ruch na rynek kasowy akcji. W ten sposób spółki takie jak Apple, Microsoft czy Nvidia mogą doświadczać gwałtownych ruchów cenowych, które nie mają absolutnie żadnego związku z ich działalnością operacyjną, wynikami finansowymi czy ogłoszeniami korporacyjnymi. Ich wycena staje się zakładnikiem globalnej gry na opcjach, w której ogon macha psem. Dla inwestora fundamentalnego, który analizuje bilanse i przepływy pieniężne, jest to sytuacja frustrująca i trudna do zaakceptowania, ale ignorowanie tego mechanizmu w dzisiejszych czasach jest błędem poznawczym. Zmienność intraday stała się stałym elementem krajobrazu, a jej źródłem jest właśnie rynek derywatów.
Przyszłość rynków opartych o 0DTE
Należy się zastanowić, jaka przyszłość czeka ten segment rynku. Organy regulacyjne w Stanach Zjednoczonych bacznie przyglądają się rozwojowi sytuacji, obawiając się powtórki z kryzysów płynnościowych przeszłości. Istnieją głosy wzywające do ograniczenia dostępu do opcji 0DTE dla inwestorów detalicznych lub zwiększenia wymagań kapitałowych dla instytucji w nie zaangażowanych. Jednak raz otwartego rynku nie da się łatwo zamknąć. Płynność, którą generują te instrumenty, jest zbyt cenna dla giełd i banków inwestycyjnych. Bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalsza adaptacja rynku do nowej rzeczywistości. Algorytmy staną się jeszcze szybsze, modele zarządzania ryzykiem bardziej złożone, a inwestorzy będą musieli nauczyć się nawigować w świecie, w którym horyzont inwestycyjny skraca się do kilku godzin. Opcje 0DTE nie są chwilową modą, która przeminie jak kryptowalutowe memecoiny. Są one strukturalną zmianą w sposobie funkcjonowania rynków kapitałowych, logiczną konsekwencją z jednej strony postępu technologicznego, z drugiej obecnych uwarunkowań społecznych i ekonomicznych.
Analiza fenomenu 0DTE jest wielowarstwowa. Z jednej strony mamy do czynienia z demokratyzacją dostępu do zaawansowanych strategii hedgingowych i spekulacyjnych, co w teorii powinno być zjawiskiem pozytywnym. Z drugiej strony, koncentracja ryzyka w tak krótkim oknie czasowym tworzy system, który jest niezwykle podatny na wstrząsy. Rynek stał się bardziej „kruchy” i może wydawać się stabilny przez długi czas, by nagle pęknąć pod wpływem impulsu, który w normalnych warunkach zostałby zignorowany. „Kasyno dla profesjonalistów” to miejsce, gdzie zasady gry są znane, ale wynik każdego rozdania pozostaje niepewny. To arena, na której matematyka spotyka się z psychologią tłumu, a gigantyczne przepływy pieniężne sterowane są przez algorytmy reagujące w milisekundach. Dla świadomego uczestnika rynku, zrozumienie mechaniki opcji 0DTE, roli animatorów rynku i wpływu parametru Gamma na zachowanie cen, jest dzisiaj kluczowe. Nie trzeba nimi handlować, aby odczuwać ich wpływ. Każdy, kto posiada akcje w portfelu, pośrednio uczestniczy w tej grze, ponieważ wartość jego aktywów jest codziennie poddawana testom przez siły płynące z rynku opcji jednodniowych. To nowa era finansów, w której długi termin składa się z serii gwałtownych, jednodniowych epizodów, a umiejętność przetrwania zależy od zrozumienia, iż na Wall Street jedyną stałą jest teraz zmienność napędzana przez opcje, które żyją tylko jeden dzień.
Podsumowanie
Opcje 0DTE to miecz obosieczny współczesnej finansjery. Zapewniają niezbędną płynność i umożliwiają precyzyjne zarządzanie ryzykiem, ale jednocześnie stanowią bezprecedensowy instrument do spekulacji, wprowadzający do systemu element chaosu i nieprzewidywalności na niespotykaną wcześniej skalę. Współczesny krajobraz giełdowy to przypomnienie, iż rynek nie jest abstrakcyjnym bytem dążącym do określenia „prawdziwej wartości” notowanych aktywów, ale złożonym mechanizmem aukcyjnym, w którym cena jest wynikiem chwilowej równowagi między popytem, a podażą, ale ta równowaga jest dziś chwiejna jak nigdy dotąd. Czy 0DTE doprowadzą do kolejnego wielkiego krachu, czy staną się stałym, oswojonym elementem krajobrazu rynkowego? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – już dziś dostarczają emocji, zysków i strat, które definiują współczesne Wall Street.

1 dzień temu








