Luty 2026 przynosi wyraźne pęknięcie między rynkiem giełdowym a rzeczywistością w kraju. Notowania na paryskim MATIF-ie pozostają ważnym punktem odniesienia, ale to nie one dziś rozdają karty w Polsce. Tu decyduje deficyt surowca, eksport i coraz bardziej skomplikowana układanka handlowa wokół Ukrainy.
2 150 zł za tonę i to nie koniec! Rzepak znów zaskakujeNa papierze wszystko wygląda stabilnie. W praktyce – mamy rynek napięty jak struna.
Deficyt, który podbija stawki
Polski sektor tłuszczowy od miesięcy funkcjonuje w warunkach niedoboru rzepaku. Zapotrzebowanie tłoczni sięga około 4 mln ton, podczas gdy krajowa produkcja oscyluje w granicach 3,5 mln ton.
Ta różnica robi ogromną różnicę.
Jak wskazuje Juliusz Młodecki, prezes KZPRiRB, rynek jest zmuszony do ciągłej walki o surowiec. Efekt? Ceny w skupach utrzymują się powyżej poziomów wynikających z giełdy.
Średnie ceny w kraju: ok. 2 150–2 155 zł/t
MATIF (maj 2026): ok. 2 111 zł/t
To oznacza jedno: polskie tłocznie płacą premię, żeby zatrzymać rzepak w kraju.
Ucieczka surowca za granicę
Problem pogłębia eksport. Polska pozostaje atrakcyjnym źródłem surowca dla zachodnich przetwórców, szczególnie z Niemiec.
W efekcie tylko w okresie styczeń–listopad 2025 roku z kraju wyjechało ponad 187 tys. ton rzepaku.
Dla krajowych zakładów to realna strata. Każda tona, która opuszcza Polskę, zwiększa presję cenową i zmusza do jeszcze agresywniejszego konkurowania o surowiec.
Ukraina zmienia zasady gry
Największe napięcia nie wynikają jednak z samego deficytu, ale z kierunku, w jakim zmienia się handel z Ukrainą.
Dotychczas Ukraina była kluczowym dostawcą nasion rzepaku do Unii Europejskiej. Dziś coraz wyraźniej widać zmianę strategii:
- eksport surowych nasion maleje,
- rośnie eksport gotowego oleju rzepakowego.
I tu pojawia się problem dla Polski.
Krajowe tłocznie mają ograniczone możliwości importu tańszego surowca z Ukrainy, podczas gdy jednocześnie rynek zalewany jest gotowym olejem, który konkuruje cenowo z produkcją krajową.
To klasyczny przykład „ściśnięcia marży”:
- drogi surowiec,
- tani produkt końcowy z importu.
Import z drugiego końca świata
Aby utrzymać produkcję, polskie zakłady sięgają po surowiec z odległych kierunków. Przykład? Import rzepaku z Urugwaju, który w 2025 roku wyniósł ponad 22,6 tys. ton.
To pokazuje skalę problemu – skoro opłaca się sprowadzać rzepak z Ameryki Południowej, oznacza to, iż lokalny rynek jest naprawdę napięty.
Czy 2150 zł/t to dobra cena dla rolnika?
Na tle zbóż rzepak przez cały czas broni swojej pozycji. Przy obecnych stawkach pozostaje jedną z bardziej opłacalnych upraw.
Nie oznacza to jednak pełnego komfortu.
Koszty produkcji – nawozy, środki ochrony roślin, paliwo – wciąż są wysokie. Dlatego wielu producentów patrzy na obecne ceny raczej jako na utrzymanie opłacalności, a nie spektakularny zysk.
Stan plantacji: spokojnie, ale jeszcze nie bezpiecznie
Na razie sytuacja na polach wygląda stabilnie. Plantacje rzepaku w lutym oceniane są jako w dobrej kondycji.
Kluczowy test dopiero przed nami.
Przedwiośnie zdecyduje o:
- zimotrwałości roślin,
- potencjale plonowania,
- a w konsekwencji – o podaży w okresie 2026/2027.
Rynek w zawieszeniu
Dzisiejszy rynek rzepaku to układ kilku naczyń połączonych:
- globalna giełda,
- lokalny deficyt,
- eksport,
- polityka handlowa UE,
- strategia Ukrainy.
Każdy z tych elementów ciągnie ceny w inną stronę. Na dziś jedno jest pewne: to nie MATIF dyktuje warunki w Polsce – tylko dostępność surowca.

3 godzin temu
















