Chemii ubywa, wymagań przybywa, a rolnicy i tak w większości trzymają się starych metod. Najnowsze badania pokazują, iż po biologiczne środki ochrony roślin w ciągu ostatnich dwóch lat sięgnęło zaledwie 39 proc. gospodarzy. Reszta wie, iż coś takiego istnieje — ale się nie przekonała. Dlaczego?
Świadomość jest, zaufania brakuje
Z badań Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz sondażu przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin (PSOR) wyłania się dość jasny obraz: polscy rolnicy słyszeli o biologicznych środkach ochrony roślin, wiedzą mniej więcej, na czym polegają, ale kiedy przychodzi co do czego — sięgają po sprawdzoną chemię.
Powodów jest kilka. Część rolników obawia się, iż biopreparaty zadziałają za wolno, żeby uratować plantację w krytycznym momencie. Inni mylą je z biostymulatorami, co dodatkowo miesza w głowie przy wyborze produktu. Do tego dochodzi zwyczajny brak wiedzy o tym, jak i kiedy taki preparat aplikować, żeby w ogóle zadziałał.
A szkoda, bo — jak podkreśla PSOR — presja na zrównoważoną produkcję rośnie, a paleta dostępnych substancji chemicznych systematycznie się kurczy. Biologia coraz częściej przestaje być alternatywą „dla ambitnych” i staje się narzędziem koniecznym.
To nie chemia. Tu trzeba myśleć jak biolog
Największa różnica między biopreparatem a tradycyjnym środkiem chemicznym? Czas i cierpliwość.
Prof. dr hab. Danuta Sosnowska z Instytutu Ochrony Roślin – PIB w Poznaniu tłumaczy to bez ogródek: mikroorganizmy, czy to pożyteczne bakterie, czy grzyby owadobójcze, nie działają od razu jak strzał z chemicznej armaty. To proces infekcji albo kolonizacji, który trwa od kilku do kilkunastu dni. Biopreparaty działają zapobiegawczo, nie ratunkowo — a ich skuteczność zależy wprost od temperatury i wilgotności w polu.
Prof. dr hab. Danuta SosnowskaInnymi słowy: kto sięgnie po biopreparat dopiero wtedy, gdy szkodnik już żeruje na plantacji, ten się rozczaruje. Tu nie ma miejsca na improwizację w ostatniej chwili — trzeba znać mechanizm działania konkretnego produktu, dobrać adekwatny termin i warunki aplikacji.
Dziewięć lat na bakteriach — i wymierne efekty
Teoria to jedno, ale najciekawiej brzmi to z ust kogoś, kto faktycznie na tym gospodaruje. Adam Jurczyk, rolnik od dziewięciu lat opierający produkcję na technologiach biologicznych, przyznaje wprost: na początku popełniał błędy, bo biologia wymaga zrozumienia zależności zachodzących w glebie, a nie tylko wlania preparatu do opryskiwacza. Bakterie potrzebują żywej gleby, uregulowanego pH i odpowiedniej pożywki — bez tego cały proces nie ruszy.
Efekty, jak mówi, są jednak konkretne: mniejsze zużycie nawozów mineralnych, mniej chemii i plantacje wolne od szkodników. Do tego coś, co dla wielu gospodarstw może okazać się najważniejsze w najbliższych latach — przewaga rynkowa. Przetwórcy i konsumenci coraz częściej pytają o surowce najwyższej jakości, a to właśnie biologiczna produkcja daje na to najprostszą odpowiedź.
Gdzie szukać konkretów
Rozmowa prof. Sosnowskiej i Adama Jurczyka jest już dostępna w całości w podcaście PSOR „Pole dialogu. Podcast nie tylko dla rolników” — na YouTube i Spotify. To materiał z konkretnymi wskazówkami agrotechnicznymi, a nie kolejna porcja ogólników o „zielonej transformacji”.
Temat będzie też głównym punktem II konferencji PSOR „Preparaty biologiczne w ochronie i uprawie roślin”, która odbędzie się 9 września 2026 r. w formule hybrydowej, pod patronatem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Stefana Krajewskiego. W programie m.in. doświadczenia rolniczek-praktyczek oraz otwarta sesja pytań i odpowiedzi. Rejestracja jest bezpłatna i dostępna na stronie PSOR.

Źródła: badanie Openfield na zlecenie PSOR (wrzesień 2025, N=300); Gazdecki M., Beba P., Goryńska-Goldmann E., Wiza-Augustyniak P. (2025), „Postrzeganie i ocena biologicznych środków ochrony roślin przez rolników w Polsce”, Zagadnienia Doradztwa Rolniczego.

6 godzin temu
















