850 mln zł na drogie nawozy. Polska ma dostać największą część unijnej pomocy

3 godzin temu

Wysokie ceny nawozów coraz mocniej obciążają budżety gospodarstw, ale uruchomienie unijnej pomocy nie oznacza automatycznego powrotu do tanich zakupów. Nowy mechanizm ma przede wszystkim poprawić płynność finansową rolników i częściowo zrekompensować wzrost kosztów. Ostateczna skala wsparcia będzie jednak zależała od decyzji polskiego rządu oraz zasad podziału pieniędzy między gospodarstwa.

850 mln zł na drogie nawozy. Polska ma dostać największą część unijnej pomocy

Rada Unii Europejskiej zatwierdziła rozwiązania umożliwiające uruchomienie specjalnej pomocy dla rolników dotkniętych gwałtownym wzrostem cen nawozów. Z unijnej puli wynoszącej 540 mln euro do Polski ma trafić 66,6 mln euro – najwięcej spośród wszystkich państw członkowskich. Po wykorzystaniu maksymalnego krajowego współfinansowania budżet programu może przekroczyć 850 mln zł.

Dopłata do hektara zamiast obniżki ceny w składzie

Pomoc nie będzie polegała na administracyjnym obniżeniu cen saletry, mocznika czy nawozów wieloskładnikowych. Rolnicy mają otrzymać wsparcie finansowe powiązane z powierzchnią gospodarstwa i ponoszonymi kosztami.

– Od kilku miesięcy walczyliśmy o to, aby po wybuchu konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Iranem i po wzrostach cen, szczególnie gazu, a co za tym idzie drastycznym wzroście cen nawozów, wesprzeć polskich rolników. To się udało. Mamy już przyjęte rozwiązanie, w ramach którego będą oni mogli skorzystać ze specjalnych dopłat do hektara gospodarstwa zarówno z pieniędzy europejskich, jak i krajowych – mówi Krzysztof Hetman, poseł do Parlamentu Europejskiego z PSL, należący do grupy Europejskiej Partii Ludowej.

Nowe przepisy przewidują możliwość przyznania wsparcia płynnościowego odpowiadającego maksymalnie 80 proc. dodatkowych kosztów zakupu nawozów. Szczegółowe zasady, stawki, limity oraz sposób dokumentowania wydatków będą musiały zostać określone na poziomie krajowym.

Polska dołoży pieniądze z budżetu

Sam unijny przydział dla Polski wynosi 66,6 mln euro. Państwa członkowskie będą mogły jednak zwiększyć pomoc ze środków krajowych choćby o równowartość 200 proc. otrzymanej kwoty.

Oznacza to, iż do każdego euro z budżetu UE Polska może dołożyć dwa euro ze środków krajowych. Ministerstwo Rolnictwa zapowiedziało wykorzystanie pełnego limitu, dzięki czemu łączna pula wsparcia ma wzrosnąć do ponad 850 mln zł. W całej Unii, po uwzględnieniu dopłat krajowych, pomoc może osiągnąć około 1,5 mld euro.

– Spośród wszystkich państw członkowskich najwięcej środków trafi do Polski. Mówimy o kilkudziesięciu milionach euro – wyjaśnia Krzysztof Hetman.

– jeżeli dołożymy środki krajowe, to jestem przekonany, iż będziemy w stanie zniwelować drastyczny wzrost cen dla rolników – dodaje europoseł.

Zaliczki na dopłaty mogą pojawić się wcześniej

Pakiet przyjętych rozwiązań nie ogranicza się wyłącznie do rekompensat za drogie nawozy. Państwa członkowskie będą mogły podnieść maksymalny poziom zaliczek na płatności bezpośrednie z 70 do 75 proc.

Co istotne, pieniądze dla poszkodowanych gospodarstw mogłyby być wypłacane wcześniej niż w standardowym harmonogramie – bez konieczności oczekiwania do 16 października.

Dla gospodarstw kupujących nawozy pod zasiewy ozimin lub planujących jesienne nawożenie oznaczałoby to szybszy dostęp do gotówki. W warunkach wysokich cen surowców i ograniczonej płynności wcześniejsza wypłata zaliczek może mieć równie duże znaczenie jak sama dodatkowa pomoc.

Nawozy droższe o dziesiątki procent

Skala problemu jest znacznie większa niż pojedynczy wzrost cenników w składach. Z danych przywołanych w uzasadnieniu unijnych przepisów wynika, iż w czwartym kwartale 2025 r. koszty nawozów ponoszone przez rolników w UE były o 62 proc. wyższe niż w 2020 r.

W kwietniu 2026 r. ceny nawozów azotowych wzrosły o kolejne 40 proc. w porównaniu z grudniem 2025 r. Nawożenie już wcześniej należało do największych kosztów produkcji – w gospodarstwach prowadzących uprawy polowe odpowiadało za około 16 proc. wszystkich wydatków.

Rynek zaczął się częściowo uspokajać na początku lipca, a światowe notowania mocznika obniżyły się po największych napięciach związanych z żeglugą przez cieśninę Ormuz. Nie oznacza to jednak szybkiego spadku cen w polskich punktach sprzedaży, ponieważ na krajowe stawki wpływają także zapasy, kontrakty, kursy walut, koszty transportu oraz ceny gazu.

Gaz decyduje o cenie nawozów azotowych

Produkcja nawozów azotowych jest wyjątkowo energochłonna. Cena gazu ziemnego może stanowić od 60 do 80 proc. kosztów ich wytwarzania.

Dlatego każde zaburzenie na rynku gazu – wynikające z wojny, sankcji, problemów transportowych czy ograniczenia dostaw – gwałtownie przekłada się na koszty produkcji amoniaku, mocznika i saletry.

– Polska ma możliwości i zdolności produkcyjne, ale problem polega na tym, iż produkuje bardzo drogo, ponieważ w tej chwili gaz jest niezwykle drogi – podkreśla Waldemar Buda, europoseł PiS z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

– Cena nawozów to przede wszystkim gaz do produkcji. Surowiec z Rosji kiedyś był tanim komponentem, ale dzisiaj mamy sankcje – i dobrze. W związku z tym produkcja jest niezwykle droga. Poza tym wiele krajów, które produkowałyby nawozy z wykorzystaniem gazu rosyjskiego, dzisiaj też importuje z Europy Środkowo-Wschodniej. To powoduje deficyty i drogą produkcję. Stąd te konsekwencje – dodaje.

Unia pozostaje zależna od importu

Europejskie rolnictwo przez cały czas jest silnie uzależnione od dostaw nawozów i surowców spoza Wspólnoty. Około 30 proc. nawozów azotowych oraz 70 proc. fosforowych wykorzystywanych w UE pochodzi z importu.

To powoduje, iż napięcia geopolityczne, ograniczenia żeglugi i zmiany polityki handlowej gwałtownie uderzają w gospodarstwa. Jednocześnie Unia stopniowo podnosi cła na nawozy sprowadzane z Rosji i Białorusi.

Od 1 lipca 2025 r. do dotychczasowej stawki celnej w wysokości 6,5 proc. doliczana jest dodatkowa opłata. Początkowo wynosi ona około 40–45 euro za tonę, a do 2028 r. ma wzrosnąć do 315–430 euro za tonę.

– Jedną ze spraw, którą udało nam się załatwić, było wprowadzenie zaporowych, 50-proc. ceł na rosyjskie i białoruskie nawozy, co wyeliminowało je z rynku. Dało to oddech naszym zakładom nawozowym i przemysłowi chemicznemu – podkreśla Krzysztof Hetman.

– Rolnicy oczekiwali, iż nawozy, które będą pochodziły z rodzimego przemysłu chemicznego, będą w przystępnych cenach. To z pewnością by się udało, gdyby nie konflikt Stanów Zjednoczonych z Iranem. Teraz oczekują większej stabilizacji. Dlatego wprowadzamy takie rozwiązania jak wsparcie dla rolników w postaci dopłat do nawozów – dodaje.

Pomoc duża w budżecie, niewielka na jedno gospodarstwo?

Nie wszyscy europosłowie podzielają optymizm dotyczący skuteczności programu. Krytycy wskazują, iż po podziale całej puli między gospodarstwa i hektary rzeczywista kwota pomocy może pokryć tylko niewielką część wzrostu kosztów.

– Nie twierdzę, iż to są rozwiązania, które mocno wpłyną na ceny nawozów, chociażby w Polsce. Duża część pomocy sprowadza się do tego, iż można udzielać pomocy publicznej, dopłacać czy w inny sposób refinansować koszty nawozów na rzecz rolników – twierdzi Waldemar Buda.

– Te kilkadziesiąt milionów euro dla Polski to – gdy przeliczymy na tonę, na rolnika – bardzo niewielkie środki. Nie da się więc powiedzieć, iż to jest realna pomoc dla rolników – ocenia europoseł.

Jego zdaniem dopłaty nie rozwiązują podstawowego problemu, którym pozostają wysokie koszty produkcji oraz ograniczona podaż nawozów.

Mniej nawozów oznacza ryzyko niższych plonów

Komisja Europejska ostrzega, iż utrzymywanie się wysokich cen może skłonić gospodarstwa do ograniczenia dawek nawożenia. W pierwszej kolejności rolnicy mogą zmniejszać nawożenie potasem i fosforem, a następnie również azotem.

Takie oszczędności poprawiają płynność tylko krótkoterminowo. Przy niedostosowaniu dawek do zasobności gleby i potrzeb roślin konsekwencją mogą być niższe plony, gorsze parametry jakościowe ziarna oraz dalsze wyczerpywanie składników pokarmowych z gleby.

W skali całej Unii ograniczenie nawożenia mogłoby doprowadzić również do zmniejszenia powierzchni upraw i spadku produkcji rolnej.

Rolnicy czekają teraz na stawki i zasady naboru

Przyjęcie unijnego mechanizmu otwiera drogę do uruchomienia pomocy, ale nie kończy prac nad programem. Dla gospodarstw najważniejsze będą krajowe przepisy określające wysokość dopłaty do hektara, limity powierzchni, katalog uprawnionych upraw oraz sposób potwierdzania poniesionych kosztów.

Nie wiadomo jeszcze, czy stawki będą jednakowe dla wszystkich gospodarstw, czy zostaną zróżnicowane ze względu na rodzaj produkcji i zapotrzebowanie poszczególnych upraw na nawozy.

Pula przekraczająca 850 mln zł może złagodzić część kosztów, ale nie zmieni sytuacji na rynku gazu i nie obniży automatycznie cen w składach. O rzeczywistej wartości programu zdecyduje więc nie tylko jego całkowity budżet, ale przede wszystkim tempo uruchomienia naboru i wysokość pomocy przypadająca na jedno gospodarstwo.

Pellet droższy w Polsce niż za granicą. Letni skok cen wywołał alarm przed sezonem grzewczym
Idź do oryginalnego materiału