Z Damianem Strzelczykiem, współzałożycielem Tutlo i pomysłodawcą True Life School, rozmawiamy o tym, gdzie AI rzeczywiście poprawia nauczanie, dlaczego nie zastąpi nauczyciela i jak technologia może zmienić model szkoły, w którym mniej czasu zajmuje przekazywanie wiedzy, a więcej rozwijanie kompetencji potrzebnych poza klasą.
Klaudia Ciesielska, Brandsit: Co AI zmienia dziś w EdTechu, czego nie dawały wcześniejsze technologie edukacyjne?
Damian Strzelczyk, Tutlo: Dotychczasowa technologia edukacyjna była w gruncie rzeczy systemem dystrybucji. Treści tworzył człowiek, a oprogramowanie pozwalało je wyświetlać, personalizować i dostarczać uczniowi w wygodny sposób. Zatem wszystko musiało zostać wcześniej przygotowane, a o jakości produktu czy narzędzia decydowała wielkość biblioteki treści.
AI odwraca tę logikę. Model nie tylko dobiera gotowe treści do ucznia, ale sam je tworzy – na wysokim poziomie i pod konkretną osobę, w czasie rzeczywistym. To oznacza, iż zgromadzona przez lata biblioteka materiałów przestaje być przewagą. Duże modele językowe potrafią dziś wykonać każdy element tego procesu w sposób dopasowany do jednego ucznia, do jego poziomu wiedzy i tempa jej przyswajania. To jest zmiana, jakiej wcześniej w edukacji nie było.
K.C.: Tutlo od lat rozwija model nauki 1:1. Które elementy takiego nauczania można dziś realnie skalować dzięki AI, a które przez cały czas wymagają udziału nauczyciela?
D.S.: Blisko 11 lat w tym biznesie nauczyło nas, iż w uczeniu się są dwa najważniejsze elementy – wiedza i motywacja. I to ten drugi element decyduje o sukcesie. Produktów edukacyjnych jest bez liku – angielskiego można się dziś uczyć choćby za darmo. A mimo to istnieje ogromny rynek szkół i firm edukacyjnych, bo wiedzę trzeba z jednej strony umieć przekazać, a z drugiej sprawić, żeby komuś chciało się ją przyswoich. Zawsze powtarzamy, iż sprzedajemy zarówno edukację, jak i motywację.
I to jest właśnie linia podziału. Wprowadziliśmy lektora AI i on świetnie radzi sobie z przekazywaniem treści – to da się skalować bez ograniczeń. Ale budowanie nawyku, utrzymanie motywacji, relacja uczeń–nauczyciel – tu człowiek jest lepszy i lepszy pozostanie. Dlatego nie chcemy, żeby nasz lektor wykonywał powtarzalną pracę. Chcemy, żeby był dla ucznia coachem, mentorem, przewodnikiem.
„Zawsze powtarzamy, iż sprzedajemy zarówno edukację, jak i motywację.”
K.C.: jeżeli coraz więcej firm EdTech będzie korzystać z podobnych modeli AI, co będzie decydować o ich przewadze konkurencyjnej?
D.S.: To prawda, iż tych rozwiązań będzie coraz więcej. Naszą przewagę widzimy w dwóch obszarach.
Pierwszy to skala. Mamy więcej użytkowników i więcej danych niż ktokolwiek na tym rynku, więc dostosowujemy produkt na dużo większej próbie – a to przekłada się na lepszą, głębszą personalizację. Tego nie da się skopiować, kupując dostęp do tego samego modelu.
Drugie to człowiek obok technologii. Sam lektor AI niebawem stanie się czymś powszechnym. Ale to, żeby obok niego był ktoś, kto dba o motywację, zaangażowanie, wsparcie – całą psychologię nauki – tym będziemy wygrywać. I to jest też sedno True Life School: technologia przekazuje materiał gwałtownie i sprawnie, a najważniejsze jest to, co dzięki niej zyskujemy – czas. Czas na umiejętności życiowe, społeczne, na relacje między ludźmi. W tym pomagają ludzie, nie algorytmy.
„Czas na umiejętności życiowe, społeczne, na relacje między ludźmi. W tym pomagają ludzie, nie algorytmy.”
K.C.: Czy AI może sprawić, iż indywidualna edukacja stanie się dostępna na masową skalę, a nie tylko jako usługa premium? Jak wpłynęłoby to na model biznesowy firm EdTech?
D.S.: Absolutnie tak – i to jest misja Tutlo od początku: wyrównywać szanse. Nie może być tak, iż dziecko z zamożnej rodziny chodzi do prywatnej szkoły i ma dostęp do najlepszych nauczycieli, a dziecko z mniejszej miejscowości, bez takich zasobów, dostaje gorszych. Edukacja przyszłości to równe szanse. Każdy będzie miał dostęp do takiego samego nauczyciela, a wiedza będzie przekazywana w najlepszy możliwy sposób – powszechnie, a nie dla wybranych.
Co wtedy zostaje po stronie firm? To, czego technologia nie rozwiąże za nikogo: na ile ktoś chce się uczyć i realizować program. Wartość przesunie się z dostępu do wiedzy na motywację i wsparcie człowieka. Wierzę, iż właśnie w tym możemy pomóc – także w modelu True Life School.
K.C.: True Life School zakłada, iż technologia pozwoli ograniczyć czas potrzebny na realizację podstawy programowej i przeznaczyć go na rozwój innych kompetencji. Co musi się sprawdzić, żeby taki model rzeczywiście działał?
D.S.: To, iż nauczanie indywidualne daje lepsze efekty niż klasowe, jest udowodnione naukowo – tu adekwatnie nie ma dyskusji. Zbudowaliśmy wirtualnego nauczyciela, który przekazuje wiedzę tak, jak robi to żywy korepetytor, więc co do samej realizacji podstawy programowej w formule 1:1 mamy pewność: badania mówią jasno, iż będzie skuteczniejsza. Wierzymy też, iż potrafimy uczniów do takiej nauki zachęcić.
To, co musi się jeszcze sprawdzić, jest dużo prostsze i dużo trudniejsze zarazem. Musimy znaleźć pierwsze rodziny i pierwszych uczniów, którzy zaufają szkole zbudowanej inaczej niż wszystko, co znają – i zechcą ją z nami współtworzyć. To jest coś nowego, przełomowego. I jak każda taka rzecz, potrzebuje pierwszych ludzi, którzy powiedzą „tak”.

1 godzina temu














