Krajowy rynek trzody chlewnej znalazł się w głębokim klinczu. Dla polskich hodowców barierą nie do przebicia są już nie tylko drastycznie niskie stawki, które przy obecnych kosztach produkcji oraz kosztach życia są po prostu tragiczne. Prawdziwym dramatem w codziennej praktyce rolniczej stał się paraliż logistyczny i problem z fizycznym odbiorem żywca przez zakłady mięsne.
Rynek jest zalany mięsem
Rynek jest zalany mięsem, które w dużej mierze pochodzi z importu, przez co zakłady nie są skłonne do zwiększania swoich możliwości ubojowych. To bezpośrednio generuje gigantyczne kolejki zwierząt gotowych do odstawy. Jak w tej rzeczywistości kształtują się aktualne ceny świń i czy rolnicy mogą liczyć na jakiekolwiek światełko w tunelu?
Przerośnięte tuczniki i podwójna strata hodowcy
Przez brak płynności w zakładach ubojowych, do przetwórstwa coraz częściej trafiają sztuki przerośnięte. Dla rolnika oznacza to potężne komplikacje i finansowy cios z dwóch stron jednocześnie.
Po pierwsze, świnie trzeba karmić dłużej – przecież nie przestaniemy żywić zwierząt, które czekają na transport – co drastycznie podnosi koszty paszy i obsługi stada. Po drugie, przy opóźnionej odstawie zakłady mięsne bezwzględnie nakładają potrącenia na cenie za przekroczenie optymalnej wagi ubojowej. W efekcie hodowca ponosi „dodatkową”, całkowicie niezawinioną przez siebie stratę.
Obecnie zgłaszanie sprzedaży żywca przypomina skomplikowaną grę wojenną. Rolnik musi z dużym wyprzedzeniem precyzyjnie przewidzieć, w jakim czasie trzoda osiągnie odpowiednią wagę, by zgłosić chęć sprzedaży we właściwym okienku terminowym.
Sygnały z Europy i Świata: Presja VEZG i tąpnięcie w handlu warchlakiem
Czy rysuje się nam jakaś podwyżka w najbliższym czasie? Nic na to nie wskazuje. Rynek niemiecki, na którym tak często wzorują się krajowe cenniki, nie wysyła żadnych impulsów do wzrostów. Ostatnia sesja na giełdzie VEZG zakończyła się wprawdzie utrzymaniem ceny na poziomie 1,60 Euro za kg w klasie E (ok. 6,79 zł), ale eksperci rynkowi są zgodni – to prawdopodobnie ostatnie notowania z tą stawką. Duże zakłady ubojowe za zachodnią granicą wywierają ogromną presję na obniżki, co argumentują fatalną dynamiką w handlu mięsem.
Wyjątkowo mało optymistyczne informacje dopływają również z Chin. Cena tamtejszego żywca utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, co dla europejskich eksporterów oznacza drastyczne ograniczenie zamówień z Państwa Środka.
Ten globalny kryzys uderzył rykoszetem w rynek warchlaka, co widać po głębokich korektach w cennikach młodych zwierząt:
- Import z Danii w dół: W maju do Polski zaimportowaliśmy o ponad 40 tysięcy sztuk mniej młodych zwierząt w porównaniu z kwietniem.
- Załamanie duńskiego eksportu: Ogólny eksport warchlaków z Danii spadł miesiąc do miesiąca o ponad 120 tysięcy sztuk.
Te drastyczne spadki obrotów wymuszają na producentach obniżki cen młodych zwierząt – to desperacka próba zachęcenia rolników do kolejnych wstawień. Jednak dopóki europejska wieprzowina, ze względu na wysokie koszty produkcji, nie znajdzie stałych i opłacalnych odbiorców na świecie, trudno będzie mówić o jakiejkolwiek trwałej poprawie rentowności.
Krajowe podwórko pod presją ASF i impasu ministerialnego
W Polsce sytuację dodatkowo destabilizuje Afrykański Pomor Świń. Wirus dosłownie wysypał się wśród dzików, co generuje coraz większą presję sanitarną na komercyjne chlewnie. Wzrost liczby ognisk w środowisku naturalnym paraliżuje kolejne strefy i ogranicza możliwości handlowe rolników.
Jeśli chcemy realnie i długofalowo poprawić sytuację w tej branży, musimy bezwzględnie wyeliminować wirusa z natury. W przeciwnym razie gigantyczne pieniądze przeznaczane na walkę z tą chorobą będą jedynie środkami wyrzucanymi w błoto. Do sukcesu potrzeba jednak konkretnych, odważnych decyzji politycznych. Te de facto leżą w gestii dwóch resortów (Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska), które od lat mają diametralnie odmienne spojrzenie na ten problem – i ten decyzyjny pat trwa nieprzerwanie przez kolejne kadencje rządów.
Ile płacą zakłady? Aktualne ceny świń w Polsce
Na krajowym rynku stawki na ten moment nie uległy zasadniczym zmianom, jednak utrzymują się na poziomie, który przy obecnych kosztach życia nie gwarantuje rolnikom płynności finansowej. Stawki maksymalne w rozliczeniu poubojowym przez cały czas oscylują w granicach 6,20–6,30 zł za kg w klasie E.
Kluczowe pytanie na najbliższe dni brzmi: czy narastająca na rynku niemieckim presja na obniżki natychmiast uderzy w krajowe cenniki, czy też polscy skupujący – w obliczu trudności logistycznych i mniejszej podaży rodzimego żywca – zdecydują się na zmniejszenie dotychczasowej różnicy w cennikach pomiędzy nami a sąsiadami zza Odry?
A jak sytuacja z odbiorem tuczników wygląda w Waszych regionach?
źródło: POLSUS

10 godzin temu

















