Dzisiejsze wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych mogą wyznaczyć polityczny krajobraz na ostatnie dwa lata prezydentury Donalda Trumpa. Stawką jest kontrola nad Kongresem, ale ich znaczenie wykracza daleko poza sam podział mandatów. Ewentualne zwycięstwo Demokratów mogłoby ograniczyć swobodę działania obecnej administracji, uruchomić serię dochodzeń dotyczących jej decyzji i powiązań biznesowych, a także zmienić kierunek amerykańskiej polityki wobec technologii. Dla rynków finansowych nie musi to jednak oznaczać jednoznacznie pozytywnego scenariusza.
Pojawia się przy tym pytanie: czy zwycięstwo Demokratów przywróci w Stanach Zjednoczonych normalność? I co adekwatnie oznacza dziś normalność, skoro polityczna nieprzewidywalność, konflikty instytucjonalne i gwałtowne zwroty w polityce zagranicznej stały się niemal codziennością? Dla części wyborców będzie to szansa na przywrócenie równowagi między władzą wykonawczą a Kongresem. Dla inwestorów ważniejsze okaże się jednak to, jak zmiana układu sił wpłynie na konkretne sektory gospodarki.
Najbardziej bezpośrednim skutkiem przejęcia kontroli nad jedną lub obiema izbami przez Demokratów byłoby zwiększenie presji na administrację Trumpa. Politycy tej partii zapowiadają dochodzenia dotyczące powiązań prezydenta i jego otoczenia z biznesem, roli funduszy private equity oraz korzyści, jakie prywatne przedsiębiorstwa mogły uzyskać dzięki relacjom z administracją federalną. Na celowniku mogą znaleźć się również firmy technologiczne, które w ostatnich latach zacieśniły współpracę z Białym Domem. Przesłuchania i dochodzenia mogą nie tylko ujawnić niewygodne informacje, ale również stać się punktem wyjścia do nowych regulacji.
Szczególnie interesująco wygląda perspektywa Doliny Krzemowej. Branża technologiczna związała swoje interesy z administracją Trumpa, licząc na ograniczenie regulacji, przyspieszenie inwestycji infrastrukturalnych i przychylne podejście do rozwoju sztucznej inteligencji. Zwycięstwo Demokratów mogłoby skomplikować te plany. Jednym z głównych obszarów sporu będą centra danych, których rozbudowa stanowi fundament obecnej fali inwestycji w sztuczną inteligencję. Rosnące zapotrzebowanie na energię, wpływ na rachunki gospodarstw domowych i oddziaływanie na lokalne społeczności stają się coraz ważniejszymi tematami politycznymi. Wśród Demokratów pojawiają się propozycje moratorium na nowe inwestycje do czasu wprowadzenia regulacji dotyczących bezpieczeństwa sztucznej inteligencji.
Nie oznacza to automatycznego zatrzymania rozpoczętych projektów czy cofnięcia wszystkich wydanych pozwoleń. Nowa większość mogłaby jednak utrudnić realizację kolejnych inwestycji, wydłużyć procedury i zwiększyć koszty regulacyjne. Do tego dochodzą zapowiedzi nowych przepisów dotyczących odpowiedzialności dostawców modeli sztucznej inteligencji, bezpieczeństwa danych i zasad komercjalizacji nowych rozwiązań. Dla największych firm technologicznych byłoby to istotne obciążenie, szczególnie w okresie, gdy przeznaczają setki miliardów dolarów na rozwój infrastruktury.
Wall Street może więc znaleźć się w paradoksalnej sytuacji. Zwycięstwo Demokratów mogłoby ograniczyć polityczną nieprzewidywalność, ale jednocześnie zwiększyć presję na sektor, który napędza obecną hossę na amerykańskiej giełdzie. Dla inwestorów skoncentrowanych na największych spółkach technologicznych większa kontrola regulacyjna, opóźnienia w budowie centrów danych i niepewność dotycząca przyszłych zasad rozwoju sztucznej inteligencji nie będą dobrą wiadomością. W krótkim terminie może to mieć większe znaczenie niż potencjalna poprawa relacji między Białym Domem a Kongresem.
Drugi wymiar wyborów dotyczy polityki zagranicznej, przede wszystkim wojny z Iranem. Przedłużający się konflikt coraz mocniej obciąża amerykańskie gospodarstwa domowe i budżet federalny. Rosną koszty operacji wojskowych, a droższa ropa przekłada się na wyższe ceny benzyny i transportu. Według szacunków Pentagonu do połowy października wojna kosztowała amerykańskich podatników około 47 mld dolarów. Dla wyborców, którzy odczuwają skutki konfliktu przy każdym tankowaniu, jest to coraz bardziej konkretny problem.
Przejęcie kontroli nad Kongresem przez Demokratów mogłoby znacząco zwiększyć presję na administrację. Komisje kongresowe uzyskałyby możliwość dokładniejszego badania kosztów wojny i sposobu wydatkowania środków. Kongres może również wpływać na finansowanie operacji wojskowych, choć prezydent przez cały czas pozostanie zwierzchnikiem sił zbrojnych i zachowa szerokie uprawnienia w zakresie polityki bezpieczeństwa. Demokratyczna większość nie zakończy więc konfliktu jednym głosowaniem. Może jednak sprawić, iż jego dalsze finansowanie i polityczne uzasadnienie staną się znacznie trudniejsze.
Dla rynku energii taki scenariusz mógłby być korzystny. Większa presja na ograniczenie konfliktu i wznowienie negocjacji z Teheranem mogłaby zmniejszyć premię za ryzyko geopolityczne zawartą w cenach ropy. Nie ma jednak gwarancji szybkiej deeskalacji, ponieważ przebieg konfliktu zależy również od decyzji Iranu, sytuacji militarnej i bezpieczeństwa transportu surowców przez cieśninę Ormuz.
W tym miejscu pojawia się zasadnicza różnica między interesem amerykańskich gospodarstw domowych a priorytetami Wall Street. Dla przeciętnego wyborcy coraz droższa benzyna jest natychmiast odczuwalnym kosztem. Dla giełdy najważniejsze pozostają perspektywy zysków największych przedsiębiorstw, inwestycje w sztuczną inteligencję i dalszy rozwój sektora technologicznego. Możliwa deeskalacja konfliktu z Iranem byłaby korzystna dla konsumentów, ale nie zrekompensuje automatycznie ryzyka regulacyjnego, które pojawiłoby się przed największymi spółkami technologicznymi.
Wynik wyborów może zatem przynieść dwa różne sygnały dla inwestorów. Politycznie zwycięstwo Demokratów oznaczałoby większą kontrolę nad prezydentem, intensywniejszy nadzór nad wydatkami publicznymi i większą presję na ograniczenie wojny. Gospodarczo i giełdowo wiązałoby się jednak z ryzykiem nowych regulacji, dochodzeń i ograniczeń dla branży technologicznej. Nie jest to więc prosty wybór między chaosem a normalnością.
Wall Street może niedługo przekonać się, iż polityczna stabilizacja nie zawsze idzie w parze z giełdową hossą. Dla amerykańskich rodzin ta sama zmiana może być szansą na ograniczenie kosztów wojny i większą kontrolę nad decyzjami Białego Domu. Normalność, której oczekują wyborcy, i normalność, której życzą sobie inwestorzy, mogą oznaczać dwie zupełnie różne rzeczy.
Autor: Mikołaj Sobierajski, Analityk Rynku Akcji XTB

3 godzin temu








