Analiza ISBiznes.pl: Ekipa Trumpa wchodzi z nowymi cłami

2 godzin temu

Stany Zjednoczone nałożyły 24 lipca nowe cła w wysokości 10% i 12,5% na towary pochodzące od 60 partnerów handlowych, w tym z UE i Chin. Przyczyną mają być nieskuteczne ograniczenia lub brak takich ograniczeń w imporcie towarów pochodzących z pracy przymusowej. Nowe cła pojawiły się zaraz po wygaśnięciu tymczasowego, globalnego cła w wysokości 10%. Unia Europejska, w tym Polska zachowała 10% stawkę celną.

W liczącym 431 stron wniosku złożonym w Federal Register, biuro Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych określiło, jak będą pobierane cła wynoszące 10% lub 12,5% z prawie 60 oraz państw Unii Europejskiej. Nieznacznie wzrosły rentowności obligacji, bowiem wzrost ceł oznacza większe ryzyko inflacji, ale reakcja rynków finansowych, bardziej skoncentrowanych na konflikcie na Bliskim Wschodzie, była wstrzemięźliwa.

„Przyzwyczailiśmy się do takiego postępowania prezydenta USA” – stwierdził wypowiedzi dla francuskiej TV TF1 jeden z analityków giełdy paryskiej.

Analitycy widzą to posunięcie jako kolejny krok w kierunku odbudowy protekcjonistycznego systemu celnego Donalda Trumpa, po tym jak Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w lutym br. uchylił jego „wzajemne” cła w wysokości od 10% do 50% nałożone w zeszłym roku na mocy ustawy o stanach nadzwyczajnych, w celu zmniejszenia deficytu handlowego USA.

Nowe cła zapowiedziane Federal Register obejmują 99,4% amerykańskiego importu, ale zawierają też wyjątki dla produktów, takich jak ropa naftowa i gaz, nawozy i niektóre artykuły spożywcze. Samochody, metale i leki są objęte oddzielnymi cłami branżowymi. Ogólnie nowe cła nie obejmą produktów, których nie można wytwarzać w USA lub dla których cła spowodowałyby zakłócenia w całej gospodarce.

Bloomberg Economics obliczył, iż średnia efektywna stawka celna w USA wzrosła o 0,1 punktu procentowego do 10,7%.

Podstawą nowych ceł jest stwierdzenie administracji Trumpa, iż „partnerzy handlowi nie podjęli zdecydowanych działań w celu ograniczenia handlu towarami wytwarzanymi przy pracy przymusowej, przechodzącymi przez ich łańcuchy dostaw”.

„Stany Zjednoczone od prawie wieku stosują zakaz importu towarów wykorzystywanych przy pracy przymusowej i rygorystycznie go egzekwują. Najwyższy czas, aby nasi partnerzy handlowi zrobili to samo. Dzisiejsze działania rozpoczną korygowanie tego, co jest zarówno naruszeniem praw człowieka, jak i praktyką handlową zakłócającą, mamy na celu poprawę dobrobytu pracowników na całym świecie” – oświadczył przedstawiciel handlowy USA Jamieson Greer.

Greer kierujący polityką handlową Trumpa ma zwalczać nieuczciwe praktyki zagraniczne dzięki sprawdzonych prawnie przepisów, co wymaga zarówno miesięcy sprawdzania procedur, jak i zaangażowania opinii publicznej. Ale cła Trumpa są ogólnie oceniane jako nieprzewidywalne, co kontrastuje z tym prawniczym podejściem.

Jego administracja w tym przypadku zapowiedziała obecny ruch już w czerwcu przedstawiając wyniki dochodzenia w sprawie pracy przymusowej. Obecny poziom ceł jest przy tym niższy niż proponowany dla wielu krajów, np. Indie wywalczyły sobie 10% zamiast początkowo zapowiadanych 12,5%. Produkty objęte północnoamerykańską umową handlową z Meksykiem i Kanadą również zostaną wyłączone z nowych ceł.

Podstawą do nowych ceł jest sekcja 301 ustawy o handlu z 1974 r., co pozwala administracji Trumpa utrzymać minimalny poziom ceł na praktycznie cały import do USA, pomimo sprzeciwu Sądu Najwyższego. Co prawda prawnicy kwestionują obecne zastosowanie sekcji 301, twierdząc, iż „jest ono zbyt szerokie” i może być przedmiotem kolejnych zaskarżeń sądowych, ale na razie nikt nie zapowiada takich procesów.

Amerykańskie cła 10% obejmą towary z Argentyny, Bangladeszu, Kambodży, Ekwadoru, Salwadoru, Gwatemali, Hondurasu, Indonezji, Jordanii, Malezji, Pakistanu, Sri Lanki, Trynidadu i Tobago.

Także towary od około 10 partnerów handlowych, którzy wprowadzili ograniczenia dotyczące pracy przymusowej będą objęte 10% cłami, w tym z Meksyku, Wielkiej Brytanii, Kanady i Indii. Nie przekroczą 10% cła na towary z Unii Europejskiej i Tajwanu, ale na produkty z Japonii, Szwajcarii i Korei Południowej zostanie nałożony ogólny limit 12,5%.

Pozostałe 38 państw objęła jednolita 12,5% stawka celna. Są to kraje jak Wietnam, który właśnie wydał nowy dekret określający szczegółowe zasady zakazu importu towarów wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej. Stawka 12,5% dotyczy także Chin oskarżanych przez Stany Zjednoczone o przetrzymywanie mniejszości ujgurskich w obozach pracy.

Greer wcześniej obiecał, iż ​​w przypadku krajów, które zawarły umowy handlowe z Waszyngtonem, ograniczające stawki celne USA, nowe cła za pracę przymusową nie przekroczą wcześniej ustalonych limitów; dotyczyło to głównie Unii Europejskiej.

„UE z zadowoleniem odnotowuje fakt, iż wynik ten jest zgodny ze zobowiązaniami celnymi USA uzgodnionymi we wspólnym oświadczeniu UE-USA” – powiedział rzecznik Komisji Europejskiej, zauważając, iż Komisja Europejska widzi to jako „pozytywny impuls” do kontynuowania prac nad dalszymi zwolnieniami celnymi i zacieśnieniem współpracy handlowej.

Jak zauważył francuski minister handlu Nicolas Forissier, podstawa prawna „budzi pewne wątpliwości”, ale ten poziom ceł przez cały czas „zapewnia przedsiębiorstwom większą przejrzystość”. Były główny negocjator UE, Ignacio Garcia Bercero, w tej chwili starszy pracownik naukowy w think-tanku Bruegel pracującym dla Komisji Europejskiej, stwierdził, iż USA zachowały umowy celne pomiędzy USA a UE, ale mają jednak być kontynuowane dochodzenia w sprawie nadwyżki mocy produkcyjnych na podstawie sekcji 301, co może oznaczać następne cła. Warto zauważyć, iż dochodzenia w sprawie nadwyżki mocy produkcyjnych na podstawie sekcji 301 mają dotyczyć co najmniej 16 partnerów handlowych, poza UE także Chin, Indii, Japonii, Korei Południowej i Szwajcarii.

Wielka Brytania z kolei zaznaczyła, iż nowe cła „antyniewolnicze” nie będą miały negatywnych skutków dla wymiany handlowej.

„Nasza umowa ze Stanami Zjednoczonymi pozostaje w mocy i dziś widzimy poprawę naszych warunków handlowych dzięki zerowym cłom na whisky i technologię medyczną” – powiedział rzecznik rządu. Jednak Brytyjska Izba Handlowa po wprowadzeniu nowych ceł ma „mieszane uczucia”, bo pozytywne jest zniesienie amerykańskich ceł na whisky i niższa stawka celna niż europejscy konkurenci w przypadku stali, za to utracono przewagę nad krajami Unii oraz Kanadą i Meksykiem w przypadku innych towarów.

Rząd Szwajcarii z kolei stwierdził, iż w przypadku tego kraju rząd USA przestrzega wcześniejszych ustaleń dotyczących pułapów celnych, w tym przypadku do 12,5%. Norwegia z kolei ostro zaprotestowała stwierdzając, iż nowe cła „nie mają żadnych podstaw”. Podobnie zareagowały Chiny, jak zwykle zresztą, stwierdzając, iż sprzeciwiają się wszystkim jednostronnym cłom i dodając, iż wojny handlowe nie służą żadnej ze stron.

Istotnie, administracja Trumpa już powiadomiła Chińczyków, iż zamierza przywrócić cła na towary chińskie na uzgodnionym poziomie 20% przedstawionym w czasie spotkania Trumpa z prezydentem Chin Xi Jinpingiem w listopadzie 2025 roku, ale go nie przekroczyć. Wcześniej chińskie cła spadły do 10%, wyłączając 25% cło na towary przemysłowe.

Zaprotestowały też i inne kraje Azji, twierdząc, iż nowe cła Trumpa są „bezpodstawne i nieuzasadnione”. Jak powiedział minister handlu i inwestycji Nowej Zelandii, Todd McClay, ta decyzja „jest bardzo rozczarowująca, ale nie nieoczekiwana”.

„Prezydent Trump prowadził kampanię wyborczą opartą na cłach i to jest jej konsekwencja” – dodał.

Podobnie zareagowała Australia nazywając działania administracji USA „nieuzasadnionymi”, niezgodnymi z umową o wolnym handlu, zaś minister handlu Don Farrell oświadczył, iż Stany Zjednoczone powinny znieść nowe cło. Singapur sprzeciwił się nowym taryfom celnym, a minister spraw zagranicznych Vivian Balakrishnan stwierdził, iż nie mają one ekonomicznego uzasadnienia.

Japonia zaczęła się z kolei domagać by cła stały się zgodne z umową zawartą ze Stanami Zjednoczonymi w zeszłym roku. Podobnie stało się w przypadku Brazylii, która uznała nowe cła za nieuzasadnione, niezgodne z poprzednimi ustaleniami i zapowiedziała, iż będzie dążyć do ich zniesienia.

Jednak Kanada, która w poniedziałek została obciążona nowymi cłami Trumpa na towary o wartości 20 mld dolarów, zareagowała w sposób stonowany.

„Będziemy kontynuować konstruktywną współpracę ze Stanami Zjednoczonymi w tej sprawie, a także w innych nierozstrzygniętych kwestiach, w nadchodzących tygodniach z obopólną korzyścią dla naszych obywateli” – powiedział Dominic LeBlanc, kanadyjski minister ds. handlu z USA.

Kelly Ann Shaw, była doradczyni ds. handlu w Białym Domu w pierwszej kadencji Trumpa i partnerka w kancelarii prawnej Akin Gump Strauss Hauer & Feld, zauważyła, iż ​​nowe cła są zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami, choć wprowadzono pewne zmiany, w tym dodanie około 471 produktów do listy wykluczeń.

„Myślę, iż to bardziej status quo pod względem wpływu na gospodarkę. Wiele towarów zostanie zwolnionych z ceł, w tym ropa naftowa i gaz, nawozy, niektóre artykuły spożywcze oraz towary już objęte cłami bezpieczeństwa narodowego z sekcji 232, takie jak samochody, stal, aluminium i miedź” – dodała, zaznaczając, iż zwolnione z tych ceł zostały również samoloty i ich części, a także minerały krytyczne.

Zadziwiające za to okazało się inne zwolnienie, o którym poinformowało Światowe Centrum Diamentów w Antwerpii. Jest to zwolnienie na szlifowane tam diamenty. Belgia wyeksportowała do Stanów Zjednoczonych oszlifowane diamenty o wartości 2,1 mld dolarów w 2024 roku. Co do części z nich były podejrzenia, iż pochodzą z Rosji, ale rzeczywiste miejsce zakupu ukryto, bowiem rosyjska Alrosa – największa firma handlująca diamentami w Europie – jest objęta sankcjami.

„Prawdziwe ryzyko jest przed nami. Cła za nadwyżkę mocy produkcyjnych prawdopodobnie jeszcze się pojawią i będą nakładać się na obecne środki. jeżeli będą wystarczająco szerokie, aby stawki celne doszły do poziomu z 2025 roku, niepewność gwałtownie wzrośnie, a uderzenie we wzrost gospodarczy i inflację będzie znacznie trudniejsze do zignorowania, zwłaszcza jeżeli ceny energii utrzymają się na wyższym poziomie przez dłuższy czas” – podsumował kwestię nowych ceł Olu Sonola, dyrektor ds. ekonomii USA w Fitch Ratings.

Analitycy zauważyli, iż takie obciążanie amerykańskich importerów kosztami niesie ze sobą ryzyko polityczne dla Trumpa i całej Partii Republikańskiej na niecałe cztery miesiące przed wyborami parlamentarnymi i daje paliwo demokratycznej opozycji koncentrującej się na wysokich kosztach utrzymania. Presja cenowa przy tym jest wyraźna, ponieważ wojna z Iranem powoduje wzrost cen energii, żywności i innych surowców. Ale Blake Harden, ekspert ds. handlu w firmie konsultingowej Ernst & Young uważa, iż Trump nie skończył ze swoją polityką celną i „przebudowywaniem” światowego handlu według własnych wizji.

„Wciąż panuje duża niepewność. przez cały czas istnieje ryzyko wprowadzenia wielu ceł w tym roku. Przed tym tygodniem panował lekki spokój i być może wydawało się, iż jest więcej pewności niż w rzeczywistości. Jest jedna rzecz, którą ciągle powtarzam: w tym roku jeszcze wiele się wydarzy” – dodał.

Idź do oryginalnego materiału