Od kilku tygodni z różną intensywnością przewija się w amerykańskiej przestrzeni publicznej propozycja wprowadzenia zakazu eksportu diesla z USA, docelowo na okres ok. 90 dni. Zabieg ten ma, naturalnie, zmniejszyć istotną presję na rynek paliw w USA przed bardzo istotnymi dla obecnej administracji wyborami.
Sytuacja jest poważna z perspektywy Republikanów i USA z uwagi na ekstremalną zależność od konsumpcji paliw w kraju. Ceny paliwa osiągają rekordy wszech czasów i coraz częściej pojawiają się odizolowane publikacje dotyczące fizycznych braków niektórych produktów ropopochodnych. W perspektywie wyborów połówkowych cena paliw jest kluczowa i mimo karkołomnej oraz inwazyjnej natury tego rozwiązania wielu uczestników rynku jej nie wyklucza.
Dlaczego diesel?
Przemysł naftowy ma szereg złożonych adekwatności, a jedną z nich jest fakt, iż w tej chwili deficyt nie jest po stronie ropy, tylko po stronie zdolności rafinacyjnych. A wśród produktów rafinowanych największe niedobory występują w tej chwili na rynku diesla.
Wojna w Zatoce Perskiej odcięła od kilku do kilkunastu procent światowej zdolności rafinacyjnej od rynku (w zależności od produktu). Presja na podaż występuje też w Rosji. Rosja odpowiadała w zeszłym roku za ok. 5% światowej podaży paliwa tego typu. Nasilająca się pod względem skali i efektywności kampania uderzeń w infrastrukturę rafineryjną Rosji wyłączyła z użytku dużą część jej zdolności eksportowych.
Niedobór tego paliwa jest szczególnie problematyczny w kontekście sezonu zbiorów. Mimo faktu, iż Donald Trump wypowiedział się o swojej przychylności wobec takiego rozwiązania, pozostaje ono mało prawdopodobne, a inni przedstawiciele administracji wręcz dementują możliwość wprowadzenia takiego zakazu w życie. Jednak zakładając docelowo najgorszy scenariusz, czy stawia to Europę w tak złej sytuacji, jak wskazuje na to wielu komentatorów?
Należy położyć nacisk na fakt, iż większość niedoboru jest w tej chwili po stronie rafinacji – a nie wydobycia. Strategiczne rezerwy ropy uwalniane z zapasów od początku konfliktu amortyzowały dużą część niedoboru. Natomiast od jakiegoś czasu coraz więcej danych wskazuje na to, iż „łamacze blokad” są w stanie wyprowadzić z cieśniny Ormuz ilość ropy wystarczającą do pokrycia większości światowego zapotrzebowania. Niedobór to więc kwestia paliwa – a nie ropy.
Rynek paliw natomiast, zarówno w Europie, jak i na świecie, wygląda zupełnie inaczej.
Dziś zarówno świat jak i Europa ma o rząd wielkości najniższy wskaźnik intensywności zużycia paliw na jednostkę generowanego PKB. Globalny trend odchodzenia od paliw kopalnych, w wyniku wojny w zatoce, prawdopodobnie tylko przyśpieszy.
Największa zależność Europy pod tym względem to nie ropa czy paliwo, a gaz ziemny, który z problemami, ale jednak dociera do Europy m.in. z Norwegii czy USA.
Europa importuje ok. 95% swojej ropy, ale jedynie ok. 10% paliwa typu diesel. jeżeli chodzi o benzynę, to Europa jest tutaj eksporterem netto. Zatem hipotetyczny ban na eksport diesla z USA byłby wyzwaniem, ale nie katastrofą.
Jednak wyzwanie to nie jest równomiernie rozprowadzone po całym kontynencie. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą być bardziej wystawione na zmiany cen oraz bilans podaży, m.in. z uwagi na duże opóźnienia w wywiązywaniu się z założeń polityki środowiskowej UE. Może w rezultacie to prowadzić do podwyższonych poziomów inflacji w krajach regionu, ale w tej chwili nie przewiduje się występowania niedoborów.
Autor: Kamil Szczepański, Analityk Rynków Finansowych XTB

6 godzin temu





