Japończycy nie czekali na swojego szefa. Pod nieobecność hospitalizowanego gubernatora Kazuo Uedy rada Banku Japonii podniosła we wtorek stopy procentowe do poziomu, którego kraj nie widział od 31 lat. Rynki przyjęły to ze spokojem – bo prawdziwe pytanie brzmi: co będzie dalej.
Stopa procentowa w Japonii wynosi od dziś 1 proc. Zapominamy jednak, iż mówimy o kraju, który przez ćwierć wieku był globalnym symbolem zerowych, a choćby ujemnych stóp. Ostatni raz na takim poziomie Japonia była w 1995 roku – gdy internet raczkował, a o telefonach nikt jeszcze nie słyszał.
Decyzja zapadła stosunkiem głosów 7:1. Jedynym przeciwnikiem okazał się Toichiro Asada, który wolałby poczekać. Reszta rady uznała, iż czekanie straciło sens – i trudno się dziwić, patrząc na to, co dzieje się z cenami w japońskiej gospodarce.
Gubernator w szpitalu
Okoliczności posiedzenia były nietypowe. Gubernator Ueda od tygodnia przebywa w szpitalu z infekcją wątroby – i nie wiadomo, kiedy wróci do pracy. Obradom przewodniczył wicegubernator Ryozo Himino, a na konferencję prasową wyszedł drugi zastępca – Shinichi Uchida, znany z bardziej ostrożnego podejścia do zacieśniania.
Mimo to żadnego wahania w decyzji nie było widać. Na kwietniowym posiedzeniu aż trzech członków rady głosowało za podwyżką, choć większość była jeszcze przeciw. Ueda sam przesądził sprawę 3 czerwca, kiedy w publicznym wystąpieniu wprost powiedział, iż jeżeli ryzyko inflacyjne przeważa nad zagrożeniami dla wzrostu, to „konieczna jest gruntowna dyskusja o podwyżce stóp”. Rynek odczytał to jednoznacznie – i miał rację.
Inflacja? Oficjalnie niska, wpraktyce – coraz bardziej dokuczliwa
Tu dochodzimy do pewnego paradoksu. Oficjalny wskaźnik CPI w Japonii to zaledwie 1,4 proc. – niżej niż cel banku centralnego. Tylko iż ta liczba jest tak wyretuszowana subsydiami rządowymi, iż kilka mówi o realnej presji cenowej. Zniesienie podatku paliwowego, darmowa edukacja średnia, dopłaty do energii – rząd premier Takaichi zrobił co mógł, żeby schować inflację pod dywan.
Dywan jest jednak coraz cieńszy. Ceny producenckie wystrzeliły w maju o 6,3 proc. rok do roku – najszybciej od trzech lat. Importerzy płacą o ponad 25 proc. więcej niż rok temu (w przeliczeniu na jeny). Producenci żywności zapowiedzieli podwyżki ponad 2200 produktów w lipcu – dwa razy więcej niż miesiąc wcześniej. Firmy przerzucają koszty na klientów szybciej niż kiedykolwiek w ostatnich dekadach.
Sam Bank Japonii przyznał w komunikacie po posiedzeniu, iż „przenoszenie wzrostu cen ropy na transakcje biznesowe postępuje w szybkim tempie i może rozlać się na szerokie spektrum cen konsumenckich”. Tłumacząc z „bankowocentralnego” na ludzki: inflacja dopiero nadchodzi.
Problem z jenem, którego nie da się rozwiązać interwencjami
Jest jeszcze druga, może choćby ważniejsza przyczyna podwyżki – jen. Kurs dolara do jena utknął w okolicach 160, czyli na poziomie, przy którym japońskie ministerstwo finansów regularnie wpada w panikę. W maju Tokio wydało na interwencje walutowe rekordowe 11,7 bln jenów – równowartość ponad 73 mld dolarów. Efekt? Kilka dni oddechu, po czym kurs wrócił do punktu wyjścia.
Interweniowanie na rynku walutowym bez podnoszenia stóp to jak hamowanie jedną nogą, gdy druga wciśnięta jest w gaz. Rynek to widzi. Po wtorkowej podwyżce jen umocnił się do 160,22 za dolara – czyli praktycznie wcale. Carry trade, polegający na pożyczaniu w tanim jenie i inwestowaniu w dolarowe aktywa, przez cały czas się opłaca przy tak gigantycznej różnicy stóp procentowych (1 proc. w Japonii vs. 3,5–3,75 proc. w USA).
Nikkei powyżej 70 tysięcy
Gdyby ktoś trzy lata temu powiedział, iż Nikkei 225 przekroczy 70 tys. punktów w dniu podwyżki stóp, zostałby uznany za szaleńca. A jednak – indeks w poniedziałek wystrzelił o 5 proc. do rekordowych 69 317 punktów (napędzany dealem USA–Iran), a we wtorek spokojnie przebił kolejną okrągłą barierę. W ciągu roku zyskał około 80 proc. – więcej niż S&P 500 i Nasdaq razem wzięte.
Skąd ten spokój? Po pierwsze, podwyżka była tak telegraficznie zapowiedziana, iż jedynie jej brak byłby zaskoczeniem. Po drugie, porozumienie pokojowe w sprawie Cieśniny Ormuz obniżyło ryzyko kolejnego szoku energetycznego i dało BoJ polityczny komfort. Po trzecie – i to jest najważniejsze – japońskie spółki eksportowe korzystają jednocześnie ze słabego jena (nawet po podwyżce) oraz z globalnego boomu na półprzewodniki i AI. Indeks cen eksportowych skoczył o ponad 20 proc. Japońskie fabryki chipów mają pełne portfele zamówień.
Co dalej: 1,25 proc. w czwartym kwartale i ścieżka do 1,5 proc.
Rynek nie traktuje wtorkowej decyzji jako finału normalizacji. Wręcz przeciwnie – według sondażu Reuters ponad trzy czwarte ekonomistów spodziewa się kolejnej podwyżki (do 1,25 proc.) jeszcze w czwartym kwartale tego roku. Analitycy prognozują dojście do 1,5 proc. w połowie 2027 roku, z podwyżkami mniej więcej co cztery miesiące.
Bank ogłosił jednocześnie kontynuację redukcji zakupów obligacji rządowych o 200 mld jenów kwartalnie – ale z zamiarem wstrzymania tego procesu od kwietnia 2027 roku. To kompromis: zacieśniamy politykę stopniowo, ale nie chcemy destabilizować rynku JGB, na którym rentowności 10-latek i tak skoczyły do 2,615 proc.
Uchida na mównicy – jastrzębi czy gołębi?
Dla traderów kluczowym wydarzeniem dnia jest konferencja prasowa wicegubernantora Uchidy, zaplanowana na popołudnie czasu tokijskiego. Inwestorzy będą szukali odpowiedzi na jedno pytanie: czy BoJ zamierza przyspieszyć tempo zacieśniania, czy raczej da sobie czas.
Zbyt ostrożny ton może osłabić jena i spotęgować presję inflacyjną, ale zbyt agresywny sygnał wywoła turbulencje na rynku obligacji. Z tego powodu komunikat prawdopodobnie będzie wyważony – ze wskazaniem na „gotowość do dalszych kroków, jeżeli dane to uzasadnią”, ale bez deklarowania konkretnego harmonogramu.
Nowa era, nie tylko dla Japonii
Wtorkowa podwyżka to coś więcej niż lokalne zdarzenie. Japonia przez dekady była globalnym eksporterem taniego pieniądza – kotwicą ultraluźnej polityki, do której przyzwyczaił się cały świat finansów. Teraz dołącza do globalnego trendu zacieśniania, tuż obok EBC (który podniósł stopy w zeszłym tygodniu) i Fedu Kevina Warsha, który właśnie rozpoczyna swoje inauguracyjne posiedzenie FOMC.
Dla inwestorów na rynku forex i obligacji to sygnał, iż era darmowego pieniądza naprawdę się skończyła – choćby tam, gdzie trwała najdłużej. A pytanie, czy jen w końcu zacznie się umacniać, przestaje być akademickie. Przy stopach na 1 proc. i perspektywie 1,5 proc. w przyszłym roku, carry trade na japońskiej walucie robi się coraz mniej komfortowy. Nie oznacza to, iż eksploduje jutro – ale ryzyko gwałtownego odwrócenia pozycji rośnie z każdą kolejną podwyżką.
Źródło: Reuters

2 godzin temu







