Biedni-pracujący, czy Polsce grozi ten amerykański trend?

oszczednymilioner.pl 4 dni temu

W literaturze zaangażowanej współczesnej Ameryki pojawia się pojęcie „working poor” czyli „biedni-pracujący”, albo „biedni pomimo pracy”. Zjawisko dotyczy faktu, iż pensja albo choćby kilka źródeł dochodu nie starcza na życie w miejscu, gdzie takie wynagrodzenie się wypłaca.

Popatrzmy praktycznie. W wielu branżach królują „umowy śmieciowe”, gwarantujące tylko minimalną stawkę godzinową (31.40 zł brutto), ale już nie pełne zatrudnienie (170 godzin w miesiącu). W efekcie spora, pomimo chęci, pracuje 20 godzin/tydzień czyli na pół etatu. Zarabia wtedy ok. 2000 zł netto/m-c. Za taką sumę, choćby powiększoną o świadczenia, nie da się utrzymać dwóch osób (samotna matka). Cóż robić, podejmuje się drugą, taką samą pracę. Niby wszystko się zgadza, zostaje pełny etat, ale w takiej konfiguracji:

  • Poniedziałek 7-11 sprzątanie w A, 18-22 zmywak w B,
  • Wtorek – 9-13 sprzątanie w A,
  • Środa 10-14 sprzątanie w A,
  • `Czwartek 7-11 sprzątanie w A,
  • Piątek 7-11 sprzątanie w A, 18-22 zmywak w B
  • Sobota 12-18 zmywak w B,
  • Niedziela 12-16 zmywak w B.

Konsekwencje? Codzienna praca, bez wypoczynku, urlopu (na śmieciówce go nie masz), brak pewności (w tym tygodniu sprzątanie 7-11, w innym 15-19, których nie da się pogodzić ze zmywakiem), wreszcie marnowanie czasu w dojazdach.

Takim sposobem nie da się żyć na wynajmie. Dlaczego? Już pokazuję.

Samotna matka musi zapewnić opiekę dziecku, zaprowadzić je na zajęcia, pójść na zebranie, odrobić lekcje. Jak ma to zrobić, skoro z dojazdami spędza w pracy 10-12 godzin dziennie i to w czasie, gdy inni już dawno wrócili do domu? Z pensją ok. 4000 zł netto w dużym mieście (dodając alimenty i 800+ dysponuje ok. 5400 zł/m-c).

Otóż, jeżeli 3500 zł kosztuje mieszkanie+opłaty, 500 zł dojazdy, na pozostałe wydatki zostanie 1400 zł i to tylko dlatego, iż pomaga państwo. Za tyle da się przeżyć, ale nic więcej.

W efekcie w Polsce, zjawisko biednych-pracujących, dzięki pomocy państwa (te 800 zł faktycznie robi różnicę) ma znacznie mniejszy zasięg, ponieważ ogranicza się do wielkich miast. W USA, gdzie państwo abdykowało z funkcji społecznych, problem stał się powszechny (z pensji minimalnej ok. 17.000 USD rocznie, trzeba jeszcze zapłacić 8000 USD ubezpieczenia zdrowotnego, stąd biedni-pracujący po prostu go nie wykupują).

Ale perspektywy amerykanizacji polskich realiów wyglądają nieciekawie. W debacie publicznej pojawiają się głośne opinie (np. Ludwika Koteckiego), iż z uwagi na zagrożenie wojenne trzeba wycofać 800+. Skutek – powtórzenie opowieści z USA. Kto nie wierzy, proponuję lekturę 'Nomadlandu”, albo innych reportaży z nurtu „praca za grosze”.

Idź do oryginalnego materiału