Przed sądem w Warszawie rozpoczyna się pierwszy w historii Polski proces o odszkodowanie za wpis firmy na listę ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. Powód – giełda kryptowalut BitMarket24. Pozwany – Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Stawka – 2 481 660,85 zł. Ale prawdziwa stawka tej sprawy jest nieporównanie wyższa niż kwota pozwu, bo dotyczy pytania, które od lat wisi nad polskim rynkiem krypto: czy KNF prowadziła nieformalną politykę systematycznego wypierania firm kryptowalutowych z systemu finansowego?
Siedemnaście dni od rozmowy do zamknięcia
Giełda działała od 2014 roku, do 2018 roku zbudowała bazę ponad 23 000 użytkowników i osiągnęła 956 tys. zł przychodów z prowizji. 11 stycznia 2019 roku przedstawiciele spółki spotkali się z urzędnikami UKNF w ramach programu Innovation Hub – szukali modelu działalności akceptowalnego przez nadzór. Jak twierdzą w pozwie, usłyszeli, iż nadzór nie zgodzi się na żadną formę aktywności związaną z kryptowalutami.
Pięć dni później, 16 stycznia, UKNF zawiadomił prokuraturę w Krakowie. Podejrzenie: świadczenie usług płatniczych bez zezwolenia, ponieważ giełda nie ograniczała się do kojarzenia kupujących ze sprzedającymi, ale przechowywała pieniądze klientów na własnym rachunku. 21 stycznia KNF wpisała BitMarket24 na listę ostrzeżeń publicznych. 28 stycznia Credit Agricole wypowiedział giełdzie rachunek firmowy – regulamin banku przewidywał automatyczne zamknięcie konta podmiotom figurującym na liście KNF.
Bez rachunku bankowego giełda nie mogła przyjmować wpłat. Zarząd wezwał klientów do wypłaty środków i zakończył działalność. Od spotkania w siedzibie UKNF do faktycznej likwidacji biznesu minęło siedemnaście dni.
Prokuratura: nie było przestępstwa
Postępowanie karne ciągnęło się jeszcze trzy lata. W maju 2022 roku prokuratura je umorzyła. W styczniu 2023 roku sąd utrzymał tę decyzję – nie dopatrzył się znamion czynu zabronionego. BitMarket24 nie popełnił przestępstwa, którego podejrzenie było podstawą wpisu na listę.
I tu pojawia się fundamentalny paradoks polskiego systemu nadzoru. Lista ostrzeżeń publicznych KNF nie jest wykazem firm skazanych za przestępstwa. Trafiają na nią podmioty, wobec których nadzór złożył zawiadomienie do prokuratury – niezależnie od tego, czy prokuratura potwierdzi podejrzenia. Wpis ma charakter bezterminowy. Nie przewiduje automatycznego wykreślenia po umorzeniu postępowania. BitMarket24 do dziś figuruje na liście – ponad trzy lata po prawomocnym stwierdzeniu, iż nie było podstaw do ścigania.
Zarzut: polski Operation Choke Point
Spółka chce udowodnić przed sądem, iż jej sprawa była elementem szerszej, nieformalnej polityki KNF wobec całej branży kryptowalutowej – czegoś, co w amerykańskim kontekście znane jest jako „Operation Choke Point”: odcinanie niefaworyzowanych sektorów od systemu bankowego za pośrednictwem presji regulacyjnej na banki, bez formalnej podstawy prawnej.
W dokumentach procesowych – przeanalizowanych przez money.pl i Rzeczpospolitą – BitMarket24 powołuje się na historię kantoru kryptowalutowego Quark. Rok po wypowiedzeniu rachunku giełdzie ten sam Credit Agricole zakończył współpracę z Quarkiem. W piśmie do klienta bank wskazał, iż 16 grudnia 2019 roku otrzymał od KNF zalecenie nakazujące wypowiadanie umów rachunków podmiotom prowadzącym obrót kryptowalutami.
KNF konsekwentnie zaprzecza, by wydawała bankom wytyczne nakazujące odcinanie całej branży od systemu finansowego. BitMarket24 przyznaje, iż nie dysponuje dokumentem, w którym taka polityka byłaby zapisana wprost – twierdzi jednak, iż miała ona charakter nieformalny i chce ją odtworzyć na podstawie zeznań świadków.
Dziesięciu świadków, w tym były szef KNF
Skład wezwanych na pierwszy termin mówi sam za siebie o ambicji dowodowej powoda. Wśród dziesięciu świadków znajduje się Marek Chrzanowski – były przewodniczący KNF, który kierował Komisją do listopada 2018 roku, czyli w okresie, kiedy według BitMarket24 kształtowała się polityka nadzoru wobec branży krypto.
Spółka chce również przesłuchania obecnego przewodniczącego Jacka Jastrzębskiego, który stał na czele KNF w styczniu 2019 roku, gdy zawiadomiono prokuraturę i wpisano giełdę na listę. Jastrzębski miałby odpowiadać na pytania o powody złożenia zawiadomienia, działania urzędu i spotkanie z przedstawicielami BitMarket24.
Pozostali świadkowie to dwoje pracowników Credit Agricole (przyczyny wypowiedzenia rachunku, kontakty banku z KNF), przedstawicielki Dotpay i Krajowego Integratora Płatności (odmowa współpracy z giełdą), troje pracowników UKNF oraz autor prywatnej opinii finansowej, na której oparto wyliczenie szkody.
UKNF ripostuje: wnosi o pominięcie zeznań obu przewodniczących. W przypadku Chrzanowskiego argumentuje, iż pytania z góry zakładają istnienie polityki, którą powód dopiero ma udowodnić. W przypadku Jastrzębskiego – iż wszystkie istotne okoliczności wynikają z dokumentów i zeznań urzędników niższego szczebla.
UKNF: pozew bezzasadny i przedawniony
Stanowisko nadzoru jest kategoryczne. UKNF domaga się oddalenia pozwu w całości, podnosząc trzy główne argumenty.
- Po pierwsze – przedawnienie. Urząd twierdzi, iż BitMarket24 złożył pozew zbyt późno w stosunku do daty wpisu na listę.
- Po drugie – brak bezprawności. UKNF argumentuje, iż wpis na listę ostrzeżeń był skutkiem wykonania obowiązku ustawowego: po złożeniu zawiadomienia do prokuratury, publikacja na liście jest automatyczną konsekwencją prawną, a nie uznaniową decyzją nadzoru.
- Po trzecie – brak związku przyczynowego. To bank Credit Agricole wypowiedział rachunek na podstawie własnego regulaminu. KNF nie wydała bankowi polecenia zamknięcia konta BitMarket24 – twierdzi nadzór.
„UKNF uważa zarzuty BitMarket24 za bezzasadne, co będziemy wykazywać przed sądem” – powiedział Jacek Barszczewski, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej UKNF.
Proces rusza w momencie, który nadaje mu dodatkowe znaczenie polityczne i regulacyjne.
1 lipca 2026 roku zakończył się okres przejściowy przewidziany przez unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets Regulation). Od tego dnia sam wpis do krajowego rejestru działalności w zakresie walut wirtualnych nie wystarczy do świadczenia usług kryptowalutowych – wymagana jest licencja CASP na poziomie krajowym.
Problem w tym, iż Polska nie ma ustawy implementującej MiCA. Prezydent Karol Nawrocki zawetował ją trzykrotnie (ostatnie weto w czerwcu 2026), a 4 września Sejm po raz trzeci nie zebrał większości do jego odrzucenia. Polska jest jedynym krajem UE bez wdrożonej regulacji rynku kryptoaktywów. Firmy przenoszą się do Litwy, Czech i Estonii po licencje, a krajowy rynek operuje w prawnej szarej strefie.
W tym kontekście proces BitMarket24 vs KNF staje się czymś więcej niż sporem o 2,5 mln zł. To test sądowy dla modelu, w którym nadzór – przy braku jasnych regulacji – korzysta z narzędzi pośrednich (lista ostrzeżeń, zawiadomienia do prokuratury, nieformalna presja na banki), by kształtować rynek. jeżeli sąd przyzna rację giełdzie, otworzy drogę do kolejnych pozwów ze strony firm, które w podobny sposób utraciły dostęp do systemu bankowego. jeżeli wygra UKNF – potwierdzi, iż lista ostrzeżeń publicznych pozostaje narzędziem de facto bezkontrolnym, choćby gdy prokuratura nie potwierdzi podejrzeń nadzoru.
Adwokat Leszek Kieliszewski, pełnomocnik BitMarket24, podsumował to w rozmowie z money.pl bez ogródek:
„Uważam, iż Jacek Jastrzębski odpowiada za politykę urzędu oraz narzędzia używane do jej realizacji, więc posiada kluczową wiedzę. W sporze z udziałem organu władzy publicznej, dla zachowania transparentności, przewodniczący powinien pofatygować się do sądu.”

4 godzin temu
.webp)







