Unia Europejska jedzie do Pekinu z innym nastawieniem niż jeszcze kilka miesięcy temu. Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič w czwartek i piątek, 8-9 października, rozmawia z chińskim ministrem handlu Wang Wentao. Ma przed sobą jeden cel: zmniejszyć deficyt handlowy UE z Chinami, który przekracza już miliard euro dziennie. Bloomberg pisze, iż Bruksela przyjmuje „bardziej asertywne podejście”. Jednocześnie Komisja przygotowuje środki ochronne (safeguards), które ograniczyłyby import chińskich samochodów hybrydowych. Pekin może to odebrać jako eskalację.
To wynik zbiegu kilku spraw. Liczby z handlu są coraz gorsze, Niemcy zmieniły zdanie, Parlament Europejski przyjął stanowczą rezolucję, a przywódcy UE czekają na wyniki przed szczytem w przyszłym tygodniu. Wszystko to dzieje się w ciągu kilku dni.
Liczby, które zmieniły ton w Brukseli
W 2025 r. nadwyżka Chin w handlu towarami z UE wyniosła ok. 360 mld euro, o mniej więcej 15% więcej niż rok wcześniej. W 2024 r. było to ok. 306 mld euro. Ten rok zapowiada się jeszcze gorzej. Według Eurostatu w samym II kwartale 2026 r. deficyt wyniósł 103 mld euro, najwięcej od III kwartału 2022 r. Import z Chin wzrósł w tym czasie do 154 mld euro.
Jeszcze ważniejsza jest struktura tej nierównowagi. Eurostat zwraca uwagę, iż unijny eksport do Chin zmienia się niewiele, więc saldo zależy głównie od importu. W II kwartale 2026 r. eksport do USA i reszty świata był o 36 pkt proc. wyższy niż w I kwartale 2021 r. Eksport do Chin w tym samym okresie spadł o 11 pkt proc. Według chińskich służb celnych w pierwszych ośmiu miesiącach roku eksport Chin do UE wzrósł o 15,3%, a import z UE tylko o 6,2%.
Za tymi danymi stoją konkretne branże i miejsca pracy. Komisarz ds. przemysłu Stéphane Séjourné powiedział niedawno w rozmowie z Euronews:
„Dziś każdego tygodnia tracimy tysiące miejsc pracy”.
Dodał, iż w ubiegłym roku Unia straciła 250 tys. miejsc pracy w przemyśle. Ursula von der Leyen w orędziu o stanie Unii nazwała sytuację „punktem krytycznym” i zapowiedziała, iż Europa użyje wszystkich dostępnych narzędzi, by przywrócić równowagę.
Hybrydy jako test
Najbardziej widać problem w motoryzacji. W październiku 2024 r. UE nałożyła cła wyrównawcze na chińskie auta w pełni elektryczne. Stawki wynoszą od 7,8% do 35,3% i dochodzi do nich standardowe 10-procentowe cło. Chińscy producenci gwałtownie przestawili więc eksport na hybrydy, które dodatkowych ceł nie mają.
Skala tej zmiany jest duża. Według danych Eurostatu w 2022 r. sprzedano w UE zaledwie 659 klasycznych hybryd wyprodukowanych w Chinach. Od stycznia do lipca 2026 r. było ich już 160 662. Chińskich hybryd plug-in sprzedano w 2022 r. 56 706, a w ciągu siedmiu miesięcy tego roku 217 764. „Financial Times” podaje, iż miesięczny import chińskich hybryd wzrósł z 3,8 tys. sztuk w październiku 2024 r. do 50 tys. w lipcu 2026 r., a średnie ceny w tym czasie spadły. W sierpniu chińskie marki miały według Bloomberga rekordowy, blisko 12-procentowy udział w europejskim rynku nowych aut. Sprzedawały też mniej więcej co trzecią hybrydę plug-in.
We wrześniu Bruksela poprosiła Pekin o dobrowolne ograniczenie eksportu hybryd do poziomu ok. 15% unijnego rynku. Chińskie Ministerstwo Handlu (MOFCOM) uznało, iż takie „dobrowolne ograniczenia eksportu” naruszają zasady WTO i uczciwej konkurencji. Według „Financial Times” Chiny formalnie odrzuciły tę prośbę tuż przed rozmowami.
Komisja ma więc plan B. Bloomberg, powołując się na swoje źródła, pisze, iż KE przygotowuje środki ochronne na import chińskich hybryd. Jedną z opcji są kontyngenty taryfowe, czyli wyższe cło na import powyżej ustalonego wolumenu. Ograniczenia miałyby obowiązywać przez określony czas. Hybrydy mają być testem: jeżeli rozwiązanie się sprawdzi, Bruksela może zastosować je w innych sektorach z dużą nierównowagą. Szczegóły, czyli wysokość limitów, stawki i termin, nie są znane i mogą się jeszcze zmienić.
Ważne, iż zmieniło się nastawienie przemysłu. Niemiecki związek motoryzacyjny VDA po raz pierwszy przyznał, iż może poprzeć cła na chińskie hybrydy, jeżeli Komisja przeprowadzi rzetelną ocenę skutków. Jeszcze w 2024 r. niemieckie koncerny i rząd w Berlinie sprzeciwiały się cłom na chińskie elektryki.
Niemiecki zwrot i „wyłącznik awaryjny”
Polityczne tło zmieniło się w poniedziałek 5 października. Kanclerz Friedrich Merz i prezydent Emmanuel Macron wysłali do Ursuli von der Leyen wspólny list. Wezwali w nim do pełnego wykorzystania istniejących instrumentów ochrony handlu i do stworzenia nowych podstaw prawnych. W dołączonym dokumencie napisali:
„Ogromny szok przemysłowy dotyka sektorów stanowiących serce europejskiego modelu przemysłowego i mających znaczenie systemowe – farmaceutyki, lotnictwa, motoryzacji, obrabiarek, chemii”.
Najważniejsza propozycja to nowe narzędzie w rękach Komisji, nazywane w mediach „kill switch”. Według Euronews pozwalałoby ono w razie potrzeby choćby natychmiast odciąć dostęp do rynku wewnętrznego. najważniejszy jest sposób głosowania. Komisja uruchamiałaby instrument, a państwa członkowskie mogłyby go zablokować tylko kwalifikowaną większością. w tej chwili jest odwrotnie. Formalnie narzędzie nie byłoby wymierzone w żaden konkretny kraj. Niemieccy urzędnicy mówią jednak, iż Unia potrzebuje instrumentu o sile porównywalnej z amerykańską sekcją 301 albo chińskimi kontrolami eksportu surowców krytycznych.
Pomysł wziął się z frustracji. Instrument antyprzymusowy (ACI), nazywany „handlową bazooką”, nie został użyty ani razu, bo jego uruchomienie wymaga poparcia kwalifikowanej większości i może trwać choćby rok. Pisaliśmy już, iż Pekin ostrzegał przed europejską „sekcją 301″ jeszcze zanim list został wysłany.
„Handelsblatt” nazwał decyzję Merza „gospodarczym punktem zwrotnym”, który kończy lata niemieckiej naiwności wobec Pekinu. Federacja Niemieckiego Przemysłu (BDI) 25 września opublikowała raport, w którym wprost ocenia koszty bezczynności:
„Nawet jeżeli de-risking pociąga za sobą koszty – także w postaci środków odwetowych – bezczynność byłaby w długim okresie znacznie bardziej kosztowna ekonomicznie i nieodpowiedzialna z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa”.
Parlament dokłada swoje
W środę 7 października Parlament Europejski przyjął zalecenie w sprawie relacji z Chinami. Głosowało za nim 454 posłów, 86 było przeciw, a 110 się wstrzymało. Europosłowie domagają się wzajemności i równych warunków konkurencji. Popierają „proporcjonalne działania UE” tam, gdzie Chiny nie otwierają swojego rynku. Chcą też ścisłej strategii ograniczania ryzyka w sektorach strategicznych: surowców krytycznych, leków, baterii, aut elektrycznych i półprzewodników. Dokument nie jest wiążący, ale ma wymowę polityczną. Sprawozdawczyni Hilde Vautmans (Renew) mówiła:
„Dzisiejsza większość oznacza punkt zwrotny w polityce Europy wobec Chin. (…) Mam nadzieję, iż komisarz Šefčovič zawiezie jutro do Pekinu ten zjednoczony przekaz gospodarczy”.
Czego chce Bruksela, a co ma Pekin
Rozmowy w ramach nowego formatu Konsultacji Handlowych i Inwestycyjnych (TIC) zaczęły się pod koniec czerwca. Przez trzy miesiące rozmów na szczeblu technicznym nie było wyraźnych postępów, a nierównowaga w tym czasie jeszcze wzrosła. Według „The Guardian” Bruksela liczy teraz na porozumienie pilotażowe, tzw. proof of concept, dla jednego sektora. Najpewniej byłaby to motoryzacja. Później rozwiązanie mogłoby objąć kolejne branże. Euronews pisze, iż Komisja chce negocjować kontyngenty importowe dla konkretnych produktów. South China Morning Post zauważa, iż Pekin przynajmniej przestał całkowicie zaprzeczać, iż w relacjach handlowych z Europą jest problem.
Druga sprawa to metale ziem rzadkich. W 2025 r., w czasie konfliktu z USA, Chiny ograniczyły ich eksport. Unijny przemysł odczuł też skutki sporu wokół holenderskiej firmy Nexperia, który uderzył w dostawy chipów dla motoryzacji. Eksport surowców został wznowiony, ale obecny rozejm obowiązuje tylko do 10 stycznia 2027 r. Chiny kontrolują większość światowego przetwórstwa tych surowców i to jest ich najmocniejszy argument w negocjacjach. Dlatego temat inwestycji w metale ziem rzadkich wraca przy każdym napięciu między Pekinem a Zachodem.
Pekin wysyła jasne sygnały, iż zamierza się bronić. MOFCOM zapowiedział „zdecydowaną odpowiedź”, jeżeli UE wprowadzi ograniczenia wobec chińskich firm lub produktów. List Merza i Macrona ministerstwo skomentowało tak:
„Protekcjonizm nie zwiększa konkurencyjności, a decoupling czy przerywanie łańcuchów dostaw zaszkodzi innym, nie przynosząc korzyści samemu sobie”.
Pekin nie ograniczył się do słów. W sobotę 3 października wszczął postępowanie antydumpingowe wobec unijnego p-nitrotoluenu, związku chemicznego używanego do produkcji barwników i leków. Wcześniej, we wrześniu, UE wszczęła postępowanie dotyczące importu PVC, m.in. z Chin. Chiny już wcześniej odpowiadały w ten sposób na cła na elektryki: wszczynały postępowania wobec europejskiej brandy, wieprzowiny i nabiału. Uderzały w towary ważne dla konkretnych państw członkowskich. Prorządowy „Global Times” pisał we wrześniu:
„UE nie ma potencjału, by prowadzić wojnę handlową z Chinami. jeżeli naprawdę jest na to zdecydowana, niech spróbuje”.
Ryzyko „pułapki procesu”
Eksperci nie spodziewają się po tej rundzie przełomu. Andrew Small z European Council on Foreign Relations, były doradca UE ds. Chin, powiedział „The Guardian”:
„Najskuteczniejszą taktyką Chin może być wciągnięcie Europy w pułapkę procesu – zaoferowanie akurat tyle, by opóźnić działania, bez zajmowania się siłami napędzającymi europejską deindustrializację”.
Chiny mają też swoje powody, by nie ustępować. Gdyby zgodziły się na „dobrowolne” ograniczenie eksportu do UE, stworzyłyby precedens, który mogliby wykorzystać inni partnerzy. Max Zenglein z The Conference Board zwraca uwagę, iż chiński eksport wytrzymał amerykańskie cła. W 2025 r. Chiny miały globalną nadwyżkę handlową na poziomie 1,2 bln dolarów. Zenglein spodziewa się, iż Pekin w rozmowach z UE będzie używał obietnic inwestycji w Europie, bo państwa członkowskie konkurują o kapitał i nowe fabryki.
Europa też nie jest całkiem jednomyślna. Najostrożniejsza jest Hiszpania. Premier Pedro Sánchez był w Pekinie cztery razy w ciągu trzech lat. Z kolei Bruksela, jak pisze Bloomberg, chce dawkować działania tak, by ograniczyć ryzyko odwetu. Dlatego zaczyna od jednego sektora i czasowych środków ochronnych, a nie od szerokiego cła na wszystko.

4 godzin temu







