Cena i prostota, czyli dlaczego polscy rolnicy pokochali New Hollanda T5.90S

6 godzin temu

Ten widok, czyli charakterystyczny niebieski lakier i zwarta sylwetka New Hollanda T5.90S, stał się na polskiej wsi niemal tak oczywisty, jak bocianie gniazda. Choć konkurencja w segmencie ciągników pomocniczych jest ogromna, ten konkretny model zdobył serca (i portfele) rolników znad Wisły.

Na ten sukces złożyło się kilka czynników o których na pewno warto powiedzieć. Na pewno jednym z nich jest prostota samej konstrukcji,gdyż w dobie maszyn, które czasem wydają się bardziej skomplikowane od statków kosmicznych, T5.90S jest powiewem normalności.

Rolnicy cenią go za mechaniczne rozwiązania. Mniej elektroniki to mniejsza szansa, iż drobny błąd czujnika unieruchomi maszynę w środku intensywnych prac. To maszyna, którą „da się ogarnąć” bez doktoratu z informatyki.

Kolejnym mocnym atutem jest również silnik. Pod maską pracuje sprawdzona jednostka FPT (Fiat Powertrain Technologies). Silnik o pojemności 3,6 litra generuje 90 KM, co w polskich warunkach jest wartością niemalże idealną, gdyż w małych gospodarstwach pełni rolę głównego konia pociągowego. Z kolei w dużych gospodarstwach może on być perfekcyjnym ciągnikiem pomocniczym do ładowacza czołowego, paszowozu czy transportu.

Ponadto ten ciągnik swoimi gabarytami bardzo dobrze wpisuje się w realia polskich gospodarstw, gdzie podwórka bywają ciasne, a stare obory mają niskie wjazdy. T5.90S został zaprojektowany tak, by wjechać tam, gdzie większe modele serii T6 czy T7 mogą tylko pomarzyć. Krótki rozstaw osi i świetny promień skrętu sprawiają, iż manewrowanie z ładowaczem czołowym to czysta przyjemność.

I wreszcie nie wie oszukujmy się, ale to ekonomia gra pierwsze skrzypce w przypadku tego modelu (model pokazany w Kielcach to koszt około 200 tys. zł netto). New Holland T5.90S często wygrywa w rankingach sprzedaży, ponieważ oferuje najlepszy stosunek „ilości ciągnika w ciągniku” do wydanej złotówki.

Idź do oryginalnego materiału