Ceny miedzi w górę. Dlaczego ten rajd to coś więcej niż zwykły cykl?

16 godzin temu

Miedź i cały koszyk metali przemysłowych w ostatnich miesiącach drożeje tak mocno, jakby rynek nagle przypomniał sobie, iż transformacja energetyczna i rozwój AI nie działają na powerpointach, tylko na kablach.

I to nie jest chwilowy skok pod spekulację. To sygnał, iż jeden z najbardziej „nudnych” surowców świata zaczyna pełnić rolę wąskiego gardła dla całej nowej gospodarki. Bo jeżeli drożeje miedź, to drożeje infrastruktura, a jeżeli drożeje infrastruktura, to drożeje wszystko, co na niej stoi.

W tym wpisie pokażę, dlaczego rynek miedzi przestaje zachowywać się jak klasyczny rynek towarowy, gdzie cena rozwiązuje problem podaży. I dlaczego to, co dziś widać na wykresie miedzi, to dopiero początek. Nie w krótkim terminie, ale w długim, bo miedź to ten metal, co do którego jesteśmy byczo nastawieni od dawna.

Ceny miedzi w górę. Dlaczego ten rajd to coś więcej niż zwykły cykl?

Załóż konto na Freedom24 i odbierz choćby 20 darmowych akcji o wartości choćby kilkaset dolarów każda!

Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome

Miedź jako fundament transformacji energetycznej

Wyobraź sobie, iż jutro świat ogłasza: „przyspieszamy transformację energetyczną”, „więcej AI”, „więcej OZE”, „więcej elektryków”. Brzmi jak plan. Jak strategia. Jak moment, kiedy wszyscy kiwają głową. Ale jest jeden szczegół, o którym prawie nikt nie mówi: czy jest z czego to wszystko zbudować. Nie „z czego” w sensie idei, tylko w sensie materiału, w sensie kiloton, megawatów, kilometrów kabli, stacji, przewodów i całej tej infrastruktury energetycznej.

W XXI wieku nie wygrywa już ten, kto ma najbardziej zaawansowany algorytm. Wygrywa ten, kto ma dostęp do materiałów, które pozwalają ten algorytm uruchomić na odpowiednią skalę. I dziś tym materiałem jest między innymi miedź – najważniejszy metal przemysłowy dla energetyki i nowych technologii. Przez lata traktowana jak oczywistość, obecna w tle, niewidoczna, niedyskutowana. Dopiero gdy tempo transformacji zaczęło przyspieszać, okazało się, iż ten „oczywisty” surowiec ma swoje granice. A globalny rynek miedzi, który jeszcze niedawno wyglądał jak klasyczny rynek towarowy, coraz częściej zaczyna przypominać pole geopolitycznej gry.

1. Koniec ery taniej miedzi

Era taniej miedzi nie kończy się dlatego, iż świat wykorzystał cały jej zapas. Kończy się dlatego, iż zmienił się model wzrostu gospodarki. Przez dekady popyt na miedź rósł stopniowo, przewidywalnie, wraz z rozwojem infrastruktury, urbanizacją i industrializacją. Podaż, mimo okresowych zawirowań, potrafiła się dostosować. System był w miarę stabilny: jeżeli cena rosła, rynek miał czas, żeby odpowiedzieć.

Obecny układ rynku miedzi zaczyna się zmieniać nie dlatego, iż pojawiła się jedna przełomowa technologia o wyjątkowo wysokim zużyciu miedzi. Przyczyną jest jednoczesne uruchomienie kilku dużych procesów strukturalnych. Elektryfikacja gospodarki, cyfryzacja i modernizacja infrastruktury nie zwiększają popytu w sposób liniowy, ale kumulatywny. Ich efekty nakładają się na siebie, co prowadzi do sytuacji, w której rynek przekracza punkt równowagi i wchodzi w stan trwałego niedoboru miedzi.

Kluczowa zmiana zachodzi jednak na poziomie jakościowym – miedź traci status metalu, który można łatwo zastąpić. Choć przez lata próbowano ją optymalizować lub zastępować (np. aluminium), współczesne priorytety uległy zmianie. Na przykład dziś już nie stosuje się aluminiowych przewodów tak jak kiedyś w kluczowych zastosowaniach. Dziś to niezawodność, trwałość i minimalizacja strat energetycznych determinują wybór surowca. W nowoczesnej infrastrukturze elektroenergetycznej te parametry nie są już tylko specyfikacją techniczną, ale realnym kosztem funkcjonowania całego systemu. W rezultacie miedź jest tak potrzebna, iż firmy kupują ją choćby wtedy, gdy drożeje. Czyli cena nie powoduje spadku popytu, a przynajmniej nie w takiej skali jak kiedyś.

W efekcie zakończenie okresu niskich cen miedzi nie oznacza jednego spektakularnego skoku cenowego, po którym wszystko wróci do normy. Oznacza ono trwałe przesunięcie ceny, które skutkuje wzrostem kosztów infrastruktury oraz zwiększoną wrażliwością rynku na zakłócenia. Miedź przestaje być surowcem o drugorzędnym znaczeniu i zaczyna pełnić rolę istotnego ograniczenia dla nowoczesnej gospodarki.

I tu pojawia się najważniejsze pytanie: jeżeli miedź stała się ograniczeniem, to gdzie dokładnie ta presja popytowa jest najbardziej widoczna?

2. Zastosowanie miedzi w technologii jutra

Najlepiej widać to na przykładzie sztucznej inteligencji. AI kojarzy się z algorytmami i oprogramowaniem, ale jej rzeczywistym zapleczem jest energia elektryczna i infrastruktura, która musi ten prąd dostarczyć. Centra danych nie obejmują wyłącznie infrastruktury serwerowej i systemów chłodzenia, ale także rozbudowaną infrastrukturę elektroenergetyczną i techniczną, w tym okablowanie, szyny prądowe, transformatory, rozdzielnie, systemy zasilania awaryjnego oraz przyłącza do sieci elektroenergetycznej. Wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej rośnie zapotrzebowanie na energię, a wraz z nią znaczenie strat, przegrzewania i niezawodności. Tego nie da się rozwiązać kodem.

Analogiczna zmiana zachodzi w sektorze motoryzacyjnym. Pojazd autonomiczny przestaje być przede wszystkim konstrukcją mechaniczną uzupełnioną elektroniką, a staje się złożonym systemem obliczeniowym na kołach. Wzrost liczby czujników oraz systemów bezpieczeństwa prowadzi do istotnego zwiększenia ilości miedzi obecnej we współczesnych autach. Elementy te nie pełnią już funkcji dodatkowej, ale stanowią warunek prawidłowego funkcjonowania pojazdu autonomicznego. Co więcej, choćby zwykłe samochody elektryczne wymagają prawie czterokrotnie większej ilości miedzi niż samochody spalinowe, co dodatkowo zwiększa popyt na ten metal przemysłowy.

Podobna logika działa w odnawialnych źródłach energii (OZE). Same turbiny wiatrowe czy panele fotowoltaiczne są tylko początkiem procesu. Prawdziwy popyt na miedź w energetyce odnawialnej zaczyna się tam, gdzie energia musi zostać odebrana, przetransportowana i wpięta w system. Farmy wiatrowe, instalacje PV, stacje transformatorowe i kilometry nowych linii przesyłowych oznaczają ogromne zapotrzebowanie na przewody i urządzenia elektroenergetyczne. Im bardziej rozproszona jest produkcja energii, tym więcej infrastruktury potrzeba, żeby spiąć całą sieć razem – a więc więcej elementów, które muszą przewodzić prąd. Czyli znów: więcej miedzi.

Na tym tle łatwo zapomnieć, iż miedź od dekad pozostaje jednym z fundamentów tradycyjnej gospodarki i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Budownictwo, przemysł ciężki, kolej, energetyka konwencjonalna, modernizacja sieci dystrybucyjnych czy infrastruktura miejska przez cały czas pochłaniają ogromne ilości metalu. Do tego dochodzi sektor obronny, w którym miedź jest obecna w systemach łączności, radarach, elektronice, napędach i zasilaniu. W zbrojeniówce niezawodność i odporność na zakłócenia są kwestią bezpieczeństwa, dlatego tutaj pole na substytuty jest praktycznie zerowe.

Wszystko sprowadza się do jednego: świat coraz bardziej stawia na prąd, elektryfikację i nowoczesną technologię. Miedź jest tu kluczowa, ale nie szukajmy jej tylko w samych gadżetach. Ona jest przede wszystkim „kręgosłupem” całego systemu energetycznego – znajdziemy ją w liniach energetycznych, stacjach zasilania i sieciach, które dbają, by wszystko działało bez przerw.

To prowadzi do kluczowego pytania: skoro wszyscy wiedzą, iż miedź będzie coraz bardziej potrzebna, to dlaczego jej wydobycie i podaż nie nadążają za rosnącym popytem?

3. Dlaczego nie da się gwałtownie zwiększyć podaży miedzi?

Problem w tym, iż kopalnia miedzi to nie fabryka, którą da się postawić w dwa lata. To projekt liczony w dekadach. Od momentu odkrycia złoża, przez badania geologiczne, pozwolenia środowiskowe, konsultacje społeczne i finansowanie, do pierwszej wydobytej tony rudy mija często dziesięć, piętnaście, a czasem choćby dwadzieścia lat. Rynek technologii działa w tempie kwartałów. Rynek miedzi – w tempie długich lat.

Pierwszą barierą są pozwolenia. Nowoczesna kopalnia miedzi to gigantyczna ingerencja w środowisko: zużycie wody, energii, emisje, składowanie odpadów. Każdy z tych elementów wymaga osobnych zgód, ocen oddziaływania i często wieloletnich postępowań administracyjnych. choćby jeżeli państwo chce „przyspieszać” inwestycje w surowce strategiczne, rzeczywistość jest brutalna: procedury mają swoje tempo, a konflikty interesów nie znikają od samego hasła „strategiczny surowiec”.

Drugą barierą są ludzie. Kopalnie coraz częściej przegrywają nie z ekonomią, ale z lokalnym sprzeciwem. Protesty mieszkańców, organizacji ekologicznych i samorządów potrafią zatrzymać projekty warte miliardy dolarów. I nie chodzi tylko o ideologię. Konflikty o wodę, ziemię i wpływ na lokalne społeczności są realne. W świecie, w którym społeczne koszty transformacji energetycznej stają się tematem politycznym, zgoda społeczna przestaje być formalnością.

Do tego dochodzi geologia. Najłatwiejsze złoża miedzi zostały już dawno wydobyte. Nowe projekty oznaczają coraz niższą zawartość miedzi w rudzie, większą ilość odpadów i wyższe koszty energii. W praktyce oznacza to, iż „więcej miedzi” wymaga wykopania i przerobienia znacznie większej ilości skały. To podnosi koszty wydobycia, ale też zwiększa presję środowiskową i społeczną, czyli wzmacnia te bariery, które już blokują inwestycje. Rynek wpada w pętlę.

A choćby jeżeli ruda zostanie wydobyta, to pojawia się kolejne wąskie gardło: przerób. Hutnictwo i rafinacja miedzi są kapitałochłonne, energochłonne i skoncentrowane geograficznie. Nowych hut nie buduje się szybko, a istniejące moce pracują często blisko maksimum. Do tego dochodzą ograniczenia energetyczne, regulacyjne i geopolityczne. Sama dostępność koncentratu nie gwarantuje, iż miedź rafinowana trafi gwałtownie na rynek.

To wszystko sprawia, iż podaż miedzi nie reaguje na cenę z dnia na dzień. Wysoka cena miedzi nie oznacza szybkiego wzrostu wydobycia. Oznacza jedynie próbę zwiększenia wydobycia, ale zanim ta próba zamieni się w realne kopanie, minie trochę lat.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

4. Gdzie bije serce globalnego rynku miedzi?

To jednak nie koniec problemów na tym rynku. jeżeli spojrzeć na globalny rynek miedzi w szerokiej perspektywie, gwałtownie widać, iż jego centrum ciężkości znajduje się z dala od miejsc, gdzie metal jest dziś najbardziej potrzebny. Wydobycie miedzi jest skupione w konkretnych regionach świata i w dużym stopniu zależne od kilku kluczowych krajów.

Tradycyjnie kluczową rolę w wydobyciu miedzi odgrywa Ameryka Południowa, w szczególności Chile oraz Peru. To tam zlokalizowane są największe i najdłużej eksploatowane złoża, które od dekad stanowią fundament światowego rynku. Jednocześnie kraje te pozostają podatne na niestabilność regulacyjną, protesty społeczne oraz narastające konflikty dotyczące dostępu do wody i oddziaływania górnictwa na środowisko.

Przykładem była kopalnia Escondida w Chile (największa kopalnia miedzi na świecie), gdzie w 2017 roku kilkutygodniowy strajk pracowników doprowadził do istotnego ograniczenia wydobycia. Protest był głównym powodem wzrostu cen miedzi o około 5% w ciągu kilku dni. Tego rodzaju zakłócenia w regionie niemal bezpośrednio przekładają się na sytuację rynku miedzi na świecie.

Poza Ameryką Łacińską kolejnym filarem globalnej podaży miedzi są kraje Afryki, z Demokratyczną Republiką Konga na czele. Afrykańskie złoża uchodzą za jedne z najbardziej perspektywicznych, jednak ich eksploatacja odbywa się w warunkach skrajnie podwyższonego ryzyka politycznego, niedoinwestowanej infrastruktury oraz niestabilnych przepisów prawa.

Przykładem niech będzie kopalnia Tenke Fungurume, gdzie w 2022 roku spór regulacyjno-właścicielski między operatorem a władzą doprowadził do kilkumiesięcznego wstrzymania eksportu miedzi, mimo braku fizycznych ograniczeń wydobycia. Ilustruje to paradoks rynku miedzi: największy potencjał wzrostu produkcji koncentruje się w regionach, w których ryzyko jego utrzymania pozostaje najwyższe.

Obecnie pewną przeciwwagą jest Australia, często niedoceniana w publicznej debacie, a dziś będąca jednym z filarów bezpieczeństwa surowcowego Zachodu. Dysponuje ona ogromnymi zasobami miedzi, stabilnym otoczeniem prawnym i rozwiniętą infrastrukturą górniczą. W świecie, w którym ryzyko geopolityczne staje się nową normą, Australia wyrasta na strategiczny punkt równowagi dla globalnego rynku miedzi, bo jest krajem rozwiniętym i ma stabilną sytuację polityczną, więc częściowo amortyzuje szoki z innych regionów.

Omówiliśmy więc kluczowych producentów miedzi, ale samo wydobycie rudy to dopiero początek drogi. Miedź nie trafia bezpośrednio z kopalni do sieci energetycznej czy fabryki samochodów. Wymaga wieloetapowego przerobu: kruszenia, flotacji, wytapiania i rafinacji. Każdy z tych etapów potrzebuje ogromnej infrastruktury – hut, pieców, rafinerii, dostępu do energii, wody oraz stabilnych połączeń logistycznych. To kolejny proces energochłonny i kapitałochłonny, którego nie da się łatwo przenieść ani gwałtownie rozbudować.

W tym miejscu kluczową rolę odgrywają Chiny. Choć nie są największym producentem rudy miedzi, zbudowały dominującą pozycję w przerobie i rafinacji miedzi. To generuje kolejne wąskie gardła i wydłuża cały łańcuch dostaw, jaki musi przejść surowiec od kopalni do klienta końcowego.

Takie zlokalizowanie zakładów, które obrabiają miedź, sprawia, iż rynek miedzi jest szczególnie wrażliwy na napięcia geopolityczne. Konflikty handlowe, sankcje, wojny celne czy przerwane łańcuchy dostaw uderzają nie tylko w ceny miedzi, ale w fizyczną dostępność metalu.

Produkcja w krajach rozwijających się i przetwórstwo u największego rywala USA i szeroko pojętego Zachodu. Brzmi jak przepis na ciągłe napięcia i szoki.

Wszystkie te kwestie, które podnoszę tutaj, przekładają się na bieżące wzrosty cen miedzi, której notowania w czasie ostatnich 12 miesięcy urosły o około 40%, ale też na prognozowany niedobór surowca, który w kolejnych latach ma się tylko pogłębiać.

5. Giełdowi giganci branży miedzi

W tym miejscu warto się zastanowić, jak inwestorzy mogą na tym zarobić? Na giełdach wzrost cen miedzi gwałtownie znajduje odzwierciedlenie w notowaniach spółek wydobywczych, ale nie w sposób prosty ani jednolity. Kapitał rozlewa się po całym sektorze, reagując na ekspozycję firm na metal, ich strukturę kosztów oraz skalę działalności. Jedne spółki korzystają na droższej miedzi niemal automatycznie, inne dopiero wtedy, gdy rynek zaczyna wierzyć w trwałość trendu wzrostowego i utrzymanie wysokich cen.

Największą uwagę przyciągają najwięksi górnicy. Firmy takie jak BHP czy Rio Tinto nie są czystą grą na miedź, ale skala ich projektów sprawia, iż rosnące ceny surowców wzmacniają narrację o ich wynikach, przepływach pieniężnych i umiejętności finansowania kolejnych inwestycji. Inwestorzy widzą tu stabilność, dywersyfikację i doświadczenie w realizacji megaprojektów – cechy szczególnie cenione w świecie podwyższonego ryzyka geopolitycznego.

Silniej i szybciej reagują spółki żyjące miedzią niemal w całości. Freeport-McMoRan czy Southern Copper są bezpośrednio wystawione na wahania cen miedzi, dlatego ich notowania stają się szybkim papierkiem lakmusowym rynku. Jednak wraz ze wzrostem cen na powierzchnię wychodzi cała lista czynników, których nie widać w samym wykresie: ryzyko kraju, strajki, logistyka, pogoda, infrastruktura i lokalna polityka. Tu giełda wycenia nie tylko metal, ale całą operacyjną rzeczywistość kopalń. Cena miedzi może rosnąć, ale jeżeli pracownicy w twojej kopalni strajkują, to twoje akcje raczej nie zarobią.

Europejski akcent dopełnia obrazu. Drożejąca miedź poprawia perspektywy spółek notowanych na europejskich giełdach, które mają bezpośrednią ekspozycję na ten metal. Antofagasta pozostaje dla inwestorów giełdową bramą do andyjskich złóż, natomiast z polskiej perspektywy KGHM jest dobrym przykładem, jak globalny trend cenowy przekłada się na bardzo konkretne, lokalne efekty – od lepszych wyników finansowych, przez decyzje inwestycyjne, po wpływ na rynek pracy i koszty energii.

Na końcu łańcucha pozostało obszar często pomijany w narracji inwestycyjnej – przerób i rafinacja miedzi. To tam dzieje się magia: surowa ruda wyciągnięta z ziemi zamienia się w czysty metal, który można sprzedać.

Nawet jeżeli miedź jest bardzo droga i kopalnie pracują na pełnych obrotach, cały system może się „zapchać”. Przykładem jest firma Aurubis – pokazuje ona, iż to właśnie huty bywają tym słabym ogniwem. jeżeli one nie nadążają z przerobem, to nieważne, ile miedzi wykopiemy; przemysł i tak jej nie dostanie, bo utknie ona w kolejce do przetopienia.

To prosta droga do podnoszenia opłat za przerób i rosnących zysków w tym segmencie.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

6. Od wolnego rynku do polityki surowcowej

Jednak nie tylko spółki i biznes reagują na rosnące ceny surowców i prognozy niedoborów. Również rządy zaczynają się tematem miedzi interesować coraz mocniej.

Jeszcze do niedawna miedź była traktowana przede wszystkim jako towar rynkowy – to mechanizmy cenowe miały wskazywać skalę niedoboru, a decyzje inwestycyjne zapadały głównie w oparciu o rachunek ekonomiczny. Dla państw takich jak Stany Zjednoczone ten sposób myślenia przestaje dziś wystarczać. W realiach narastających napięć geopolitycznych miedź coraz częściej postrzegana jest nie jako zwykły surowiec przemysłowy, ale jako element infrastruktury krytycznej, porównywalny znaczeniem z sieciami energetycznymi czy systemami telekomunikacyjnymi.

Amerykański rząd przestał wierzyć, iż problem braku miedzi rozwiąże się sam. Zamiast czekać na to, co zrobi wolny rynek, USA postawiło na aktywną politykę surowcową, traktując miedź jako fundament bezpieczeństwa narodowego i transformacji energetycznej. Oficjalne wpisanie jej na listę minerałów krytycznych to przełom – daje to jasny sygnał bankom i inwestorom, iż projekty związane z tym metalem są priorytetem państwa i mogą liczyć na specjalne traktowanie oraz ochronę.

Kluczowym elementem tej strategii jest walka z biurokracją, która dotychczas paraliżowała nowe inwestycje górnicze. Przez lata otwarcie kopalni w USA trwało choćby dekadę ze względu na skomplikowane przepisy. Podpisane w 2025 roku rozporządzenie Executive Order 14241 ma to zmienić: urzędy dostały nakaz przyspieszenia procedur i uproszczenia formalności. Cel jest prosty – przeciąć biurokratyczny węzeł, aby nowoczesne kopalnie i huty miedzi mogły powstawać w kilka lat, a nie kilkanaście.

Jednocześnie Amerykanie dążą do tego, by cały proces produkcji miedzi – od wydobycia po rafinację – odbywał się „u siebie” lub u najbliższych sojuszników. Rząd oferuje potężne wsparcie finansowe i ulgi podatkowe dla firm, które zdecydują się budować zakłady przetwórcze na terenie USA. Chodzi o to, by skrócić łańcuchy dostaw i nie wysyłać rudy na drugi koniec świata tylko po to, by kupować ją później w formie gotowego metalu od krajów, które mogą w każdej chwili „zakręcić kurek”.

Wszystkie te działania mają jeden nadrzędny cel: pełną niezależność od Chin i innych globalnych graczy, którzy w tej chwili kontrolują znaczną część hut i rafinerii miedzi. USA chce mieć pewność, iż w razie konfliktu lub kryzysu ich przemysł zbrojeniowy, energetyczny i technologiczny nie zostanie odcięty od dostaw miedzi. Państwo przestało być jedynie obserwatorem, a stało się aktywnym gwarantem dostaw, budując własny, bezpieczny ekosystem surowcowy.

7. Perspektywy rynku miedzi

Jak to wszystko, o czym mówię, ma się wobec ceny miedzi w przyszłości? Perspektywy rynku miedzi w kolejnych latach będą wyglądały mniej jak klasyczny „cykl surowcowy”, a bardziej jak walka o przepustowość systemu. Nie liczy się już tylko to, ile miedzi jest w ziemi, ale to, jak gwałtownie i w jakich warunkach da się ją bezpiecznie wydobyć, przerobić i dowieźć tam, gdzie powstają nowe moce przemysłowe. To oznacza rynek o podwyższonej nerwowości: niekoniecznie permanentnie drogi, ale podatny na skoki cen i „wąskie gardła”, bo margines bezpieczeństwa będzie niewielki.

Trzeba jednak mieć na uwadze, iż obecne wzrosty ceny miedzi są po części spowodowane rosnącymi napięciami na linii USA–Chiny. To nie tak, iż cały wzrost został wygenerowany wyłącznie przez prognozy deficytu za 15 lat.

W tym sensie choćby banki inwestycyjne, takie jak Goldman Sachs, zakładają, iż po okresie wysokich cen możliwa jest korekta – nie dlatego, iż popyt na miedź zniknie, ale dlatego, iż wraz z rozstrzygnięciem kwestii amerykańskich ceł na rafinowaną miedź z rynku może zniknąć premia za niepewność, która dziś ceny podtrzymuje na wysokich poziomach.

Jednak w długim terminie miedź ma raczej tendencję do wzrostu wartości, a nie do trwałego spadku. Trzeba jednak pamiętać, iż ten wzrost nie będzie liniowy. Korekty zawsze będą miały miejsce.

Czyli w kolejnych latach najważniejsze stanie się nie pytanie „czy popyt rośnie”, tylko kto będzie miał kontrolę nad tempem dostaw miedzi. Coraz częściej o podaży decydować będą czynniki pozarynkowe: polityka pozwoleń, konflikty społeczne, dostęp do energii i wody, geopolityka oraz kondycja łańcuchów dostaw. Rynek będzie reagował bardziej na decyzje rządów, lokalne napięcia i regulacje niż na czyste modele ekonomiczne, co tłumaczy, dlaczego po okresach euforii mogą pojawiać się gwałtowne korekty.

Jednocześnie pojawi się druga, cichsza rewolucja: recykling miedzi i „urban mining” (czyli odzysk surowca z istniejącej infrastruktury i produktów). Te rozwiązania przestaną być dodatkiem, a staną się narzędziem odporności systemu. To nie rozwiąże problemu samo, ale będzie jedną z niewielu rzeczy, które da się skalować szybciej niż nowe kopalnie.

I jeszcze jedna rzecz: rynek miedzi będzie testował granice kompromisu między bezpieczeństwem dostaw a ambicjami klimatycznymi i społecznymi. o ile państwa naprawdę chcą stabilnych dostaw miedzi, będą musiały wybrać: albo przyspieszyć procedury i dopuścić nowe inwestycje, albo zaakceptować rynek z wyższą zmiennością i większą podatnością na szoki. To napięcie nie zniknie – ono będzie definiować całą dekadę.

Jeśli z tego wpisu ma zostać jedna myśl, to ta: miedź nie jest już tylko surowcem, jest miarą realności planów transformacji energetycznej i cyfrowej. Można mieć strategie, cele, deklaracje i wielkie liczby w prezentacjach. Ale na końcu wszystko rozbija się o to, czy system da radę: czy da się dowieźć metal, przerobić go, wpiąć w infrastrukturę i utrzymać tempo. Dlatego miedź coraz rzadziej będzie postrzegana wyłącznie jako towar, a coraz częściej jako element bezpieczeństwa gospodarczego.

Nowa epoka miedzi będzie więc premiować nie tylko tych, którzy mają złoża, ale tych, którzy kontrolują najważniejsze odcinki łańcucha dostaw: wydobycie, rafinację i zdolność do domykania obiegu poprzez recykling. Przewaga coraz rzadziej będzie wynikać z samej geologii, a coraz częściej z infrastruktury, regulacji i technologii.

Miedź nie drożeje dlatego, iż ktoś ją spekuluje. Drożeje, bo świat próbuje jednocześnie zbudować nowe sieci energetyczne, centra danych, elektromobilność i infrastrukturę pod AI, a robi to szybciej, niż globalna podaż miedzi jest w stanie dostarczyć metal.

To dlatego razem z miedzią ruszają inne metale przemysłowe. Rynek nie wycenia jednego surowca, tylko fizyczne ograniczenia całego systemu.

I to jest kluczowa zmiana. W tej dekadzie nie wygra ten, kto ma najlepszą narrację o transformacji, tylko ten, kto ma dostęp do realnych zasobów i zdolność ich dowiezienia.

Bo plany są tanie. Materiały – coraz droższe.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz choćby 20 darmowych akcji o wartości choćby kilkaset dolarów każda!

Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
67
5
Idź do oryginalnego materiału