Poniedziałkowa sesja azjatycka przyniosła wyraźne odprężenie na rynku ropy naftowej. Kontrakty na ropę Brent potaniały o ponad 2%, schodząc do 101,71 USD za baryłkę – najniżej od 10 września. Amerykańska ropa WTI zeszła do 98,15 USD. Impulsem do spadków stała się deklaracja Donalda Trumpa o gotowości do spotkania z prezydentem Iranu Masoudem Pezeshkianem na marginesie rozpoczynającego się Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Jednocześnie irański szef bezpieczeństwa Mohsen Rezaei potwierdził, iż Teheran przekazał pośrednikom warunki powrotu do negocjacji. Rynek zareagował ulgą – ale czy słusznie?
JP Morgan: „Po prostu nie wiemy”
JP Morgan – jeden z najważniejszych głosów na globalnym rynku surowcowym – przyznał w bezprecedensowo szczerym komunikacie, iż po raz pierwszy od wybuchu konfliktu nie dysponuje scenariuszem bazowym dla cen ropy.
„Po prostu nie wiemy, jak wymodelować ten finał” – napisali analitycy.
Wyjaśnili, iż na początku wojny zakładali istnienie „czerwonych linii ekonomicznych” dla administracji Trumpa: ropa powyżej 100 USD, inflacja na poziomie 4%, benzyna po 5 USD za galon, rentowności 10-letnich obligacji na 5%. Po sześciu miesiącach konfliktu wszystkie te granice zostały przekroczone, a strategia wyjścia jest mniej jasna niż kiedykolwiek.
JP Morgan szacuje „godziwą wartość” Brent na około 90 USD za baryłkę we wrześniu. Różnica między tą wyceną a rynkowymi 101-106 USD to czysta premia za ryzyko geopolityczne – rynek dopłaca kilkanaście dolarów za niepewność co do dalszych zakłóceń podażowych.
Co ciekawe, bank zwrócił uwagę na mechanizm, który dotąd zapobiegł jeszcze gwałtowniejszemu wzrostowi cen: destrukcję popytu. Globalny popyt na ropę jest o 4,4 miliona baryłek dziennie niższy niż rok temu. Globalne zapasy ropy i produktów rafinowanych spadły od wybuchu konfliktu o około 555 milionów baryłek – ale to zaledwie jedna trzecia spadku, jakiego bank się spodziewał. Innymi słowy: świat ogranicza zużycie szybciej niż pustoszeją magazyny.
„Opierając się znacznie bardziej na destrukcji popytu niż na spadku zapasów, rynek zdołał zaabsorbować nadzwyczajne zakłócenie podaży bez trwałego skoku cen. Od wybuchu konfliktu średnia cena Brent wyniosła zaledwie 94 USD” – podsumowali analitycy.
IEA kontra OPEC – dwie wizje popytu
Rozbieżność między Międzynarodową Agencją Energetyczną a OPEC osiągnęła rzadko spotykaną skalę. IEA jeszcze w kwietniu ostrzegła, iż wojna z Iranem „całkowicie wywróciła globalną perspektywę konsumpcji ropy”, prognozując spadek popytu o 80 tysięcy baryłek dziennie w 2026 roku – wobec wcześniejszej prognozy wzrostu o 640 tysięcy. W czerwcu IEA poszła dalej, szacując potencjalny spadek popytu na 2,5 miliona baryłek dziennie – co byłoby drugim najgorszym rocznym spadkiem od 60 lat.
OPEC widzi świat inaczej. Kartel wciąż prognozuje wzrost popytu o 380 tysięcy baryłek dziennie w 2026 roku, choć obniżył tę prognozę już piąty miesiąc z rzędu. Rozbieżność ta odzwierciedla fundamentalny spór o to, jak trwała jest destrukcja popytu wywołana wysokimi cenami i jak gwałtownie powrócą przepływy przez Ormuz.
Saudi Aramco: improwizacja logistyczna
W chaosie wojennym Arabia Saudyjska stała się kluczowym barometrem rzeczywistej podaży. Dane firmy analitycznej Kpler – cytowane przez Bankiera – pokazują, iż wrześniowy eksport Saudi Aramco powrócił do ponad 4 milionów baryłek dziennie, po sierpniowym dołku na 2,4 miliona. To rezultat ryzykownej decyzji logistycznej: po uszkodzeniu rurociągu Wschód-Zachód i atakach Hutich na port w Yanbu, Aramco przekierował większe wolumeny przez Cieśninę Ormuz – tę samą cieśninę, która teoretycznie jest zamknięta.
Dane satelitarne wskazują, iż przez Ormuz przepływa w tej chwili do 2,9 miliona baryłek saudyjskiej ropy dziennie. To oznacza, iż cieśnina nie jest całkowicie zamknięta – raczej funkcjonuje w trybie ograniczonego, wysoce ryzykownego tranzytu, z towarzyszącymi atakami, minami morskimi i astronomicznymi kosztami ubezpieczeń.
Mimo to – jak wyliczyli analitycy JP Morgan – całkowity przepływ ropy z Bliskiego Wschodu w ostatnich 10 dniach wyniósł średnio 17,1 miliona baryłek dziennie, co jest o 6,1 miliona poniżej średniej z 2025 roku. Luka ta – ponad 6 milionów baryłek dziennie utraconych przepływów – jest największym trwałym zakłóceniem podaży w historii rynku ropy.
Francja: kryzys na stacjach benzynowych
Francja – trzecia co do wielkości gospodarka strefy euro i kraj silnie uzależniony od importu diesla (38% krajowego zużycia pokrywane importem, według BNP Paribas) – przeżywa w tej chwili najpoważniejszy kryzys paliwowy od lat.
Według danych rządowych z 18 września 11% francuskich stacji paliw nie miało w ofercie ani benzyny, ani diesla. To prawie co dziewiąta stacja w kraju. Sytuacja jest najgorsza w regionach Grand Est (16% stacji z brakami), Centre-Val de Loire (14%) i Occitanie (14%). Paryski Île-de-France radzi sobie relatywnie lepiej (7%), ale trend jest jednoznacznie pogarszający się – z 9% na początku tygodnia do 11% w piątek.
Ceny biją rekordy lub oscylują tuż poniżej nich. Diesel kosztował 18 września średnio 2,378 EUR za litr – zaledwie 2 centy poniżej historycznego rekordu z kwietnia 2026. Benzyna SP95-E10 osiągnęła 2,16 EUR za litr, SP95 – 2,24 EUR. W ciągu miesiąca diesel podrożał o prawie 7%.
Sytuację dodatkowo zaogniły protesty. Rybacy z południa Francji, zdesperowani cenami paliwa uniemożliwiającymi rentowną działalność, od połowy września blokują porty i składy paliwowe w Nicei, Frontignan, Grau-du-Roi i Fos-sur-Mer. W Nicei łodzie rybaków utworzyły „ludzki łańcuch”, blokując wejście do portu i uniemożliwiając cumowanie promom Corsica Ferries. Blokady trwały trzy dni, zanim rząd wynegocjował porozumienie o dodatkowej pomocy dla sektora.
W mediach społecznościowych krążą wezwania do powrotu ruchu „żółtych kamizelek” (gilets jaunes) – z datą nowych protestów wyznaczoną na 17 października. Macron zwołał 20 września nadzwyczajne spotkanie z głównymi kandydatami na prezydenta, aby omówić kryzys paliwowy. Marine Le Pen domaga się obniżki VAT na paliwa z 20% do 5,5% – rząd odrzucił ten postulat, szacując jego koszt na 15 miliardów euro.
Rządowy program pomocy paliwowej (100 EUR dla kierowców dojeżdżających do pracy) został przedłużony do końca września. Minister energii Maud Bregeon zapowiedziała nowy system wsparcia od 1 października dla „najbardziej narażonych pracowników”, ale szczegóły nie zostały jeszcze ogłoszone.
TotalEnergies utrzymuje limity cenowe na swoich stacjach (1,99 EUR za litr benzyny, 2,25 EUR za diesel), ale to właśnie te stacje najszybciej się wyczerpują – aż 90,8% stacji z brakami paliwa należy do sieci TotalEnergies. Kierowcy, którzy nie zdążą zatankować u najtańszego dystrybutora, płacą rynkowe ceny u konkurencji – co pogłębia poczucie niesprawiedliwości.
„Dopóki nie zostaną rozwiązane główne konflikty międzynarodowe, napięcia w produkcji i dystrybucji będą się utrzymywać. Wszystkie wskaźniki sugerują, iż ten kryzys będzie przedłużony” – ocenił Dominique Schelcher, szef sieci supermarketów Coopérative U.
Szczytu ONZ a ropa – ile warta jest nadzieja?
Poniedziałkowy spadek cen to klasyczne „kupowanie nadziei”. Tim Waterer, główny analityk KCM Trade, ujął to celnie na łamach Reutera:
„Z cen ropy zdejmowana jest część premii za ryzyko w nadziei, iż w tym tygodniu uda się wypracować dyplomatyczną ścieżkę deeskalacji. Czas pokaże, czy te nadzieje są uzasadnione.”
Historia ostatnich sześciu miesięcy nakazuje daleko idącą ostrożność. Tymczasowy rozejm z kwietnia rozpadł się w ciągu tygodni. Rozmowy w Islamabadzie nie przyniosły rezultatu. Operacja „Project Freedom” została wstrzymana po dwóch dniach. Każda fala optymizmu dyplomatycznego kończyła się dotąd kolejną eskalacją.
Jednocześnie nie można ignorować faktu, iż obie strony ponoszą kolosalne koszty. Iran jest pod podwójną blokadą (własną i amerykańską), jego eksport ropy spadł do minimum. USA borykają się z rekordowymi cenami diesla (6,31 USD za galon), spadającymi zapasami i rosnącą inflacją. Obie strony mają motywację, by szukać wyjścia – pytanie, czy motywacja ta jest wystarczająco silna wobec dynamiki eskalacji.
Perspektywa inwestycyjna: o czym pamiętać
Dla inwestorów śledzących rynek ropy najważniejsze zmienne na nadchodzący tydzień to przede wszystkim przebieg spotkań na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ – jakakolwiek konkretna deklaracja Trump-Pezeshkian mogłaby zepchnąć Brent choćby w okolice 90 USD, czyli poziomu „godziwej wartości” według JP Morgan.
W drugiej kolejności: dane o zapasach. JP Morgan zwraca uwagę, iż „znaczące zapasy pozostają dostępne, szczególnie w Chinach, Europie, Japonii i Korei Południowej”, co stanowi bufor. Ale bank ostrzega jednocześnie, iż jeżeli zakłócenia bliskowschodnie utrzymają się, ceny mogą pójść wyżej w czwartym kwartale, gdy zapasy będą dalej topnieć, a sezonowy popyt na ogrzewanie wzrośnie.
Na radykalne scenariusze wskazywał JP Morgan już wcześniej – w maju bank ostrzegał, iż utrzymujące się zakłócenia w Cieśninie Ormuz mogą wywindować Brent do 151 USD za baryłkę w czwartym kwartale. Taki scenariusz pozostaje mało prawdopodobny, ale sam fakt, iż pojawia się w modelach największego banku inwestycyjnego świata, pokazuje skalę niepewności.
Wreszcie: warto obserwować dolara. Wysoka ropa jest strukturalnie pro-dolarowa (surowce wyceniane w USD), ale jednocześnie destrukcja popytu osłabia wzrost gospodarczy, co działa w przeciwnym kierunku. Ten wewnętrzny konflikt sprawia, iż prognoza JP Morgan dotycząca „braku prognoz” jest paradoksalnie najuczciwszym komunikatem rynkowym ostatnich miesięcy.

13 godzin temu







