Trwająca dekada z pewnością nie jest pomyślna dla europejskich rolników, a co za tym idzie, dla producentów maszyn rolniczych. Po dwóch poważnych kryzysach przyszedł kolejny, którego zdaniem niektórych wielu graczy może po prostu nie przetrwać.
Kryzys za kryzysem
Pandemia Covid-19, wojna na Ukrainie, a teraz także na Bliskim Wschodzie (bo podobnie jak w przypadku opisu sytuacji za naszą wschodnią granicą, tak i tam darujemy sobie sformułowania w stylu “specjalna operacja wojskowa”). Ta dekada może doprowadzić do naprawdę poważnych przetasowań zarówno w strukturze rolnictwa, doprowadzając do upadku mniejszych graczy, którzy nie poradzą sobie z rosnącymi kosztami, jak i wśród producentów maszyn, których rynek prawdopodobnie skurczy się wobec szalejących kosztów paliw (prognozy 10 zł/l ON już przestają nas bawić) i nawozów (przecież w przypadku azotowych notujemy już kilkusetzłotowe wzrosty na tonie) przy jednoczesnym utrzymywaniu się niskich cen płodów rolnych.
To naturalnie spowoduje ograniczenie bądź całkowite wstrzymanie decyzji zakupowych, bowiem modernizacja parku maszynowego będzie jedną z ostatnich inwestycji, na jakie postawią rolnicy. Tym bardziej, iż maszyny taniały bynajmniej nie będą.
Pieniędzy mniej, a maszyny tańsze nie będą
– Pierwszy i bardzo zauważalny efekt widać już w logistyce: wzrosły koszty transportu, a logistyka dostaw stała się znacznie droższa – stwierdził cytowany przez Wall Street Jurnal Gerhard Freitag, członek zarządu firmy Claas.
A rosną przecież także ceny energii i stali (choć tej na nieco mniejszą skalę), co również przełoży się na ostateczne ceny produktów. W kontekście stali właśnie w najtrudniejszej sytuacji stoją mniejsi producenci, którzy po pierwsze zwykle nie mają wystarczającego zaplecza magazynowego, aby zrobić zapasy w niższych cenach, po drugie zaś nie mają tak dobrej pozycji negocjacyjnej wynikającej z wysokich wolumenów zamawianych materiałów do produkcji. Te słabe punkty w polskich realiach szczególnie uwydatnił wybuch konfliktu na Ukrainie. Dziś rodzimi producenci, z których niektórzy do tej pory odczuwają skutki tamtych wydarzeń, muszą zmierzyć się z kolejnym potężnym kryzysem. Nie pomagają im oczywiście zaniedbania w polityce energetycznej kolejnych ekip rządzących, które wespół z pozostałymi czynnikami powodują, iż istotny atut naszych producentów – niższe ceny – wyraźnie się skurczył.
– Wiele gospodarstw rolnych, w obliczu rosnących kosztów zasobów i spadającej rentowności, może zrezygnować z wymiany parku maszynowego, co ponownie negatywnie odbije się na popycie i rentowności producentów maszyn rolniczych – przewiduje dyrektor generalny Claasa Jana-Hendrik Mohr również cytowany przez WSJ.
Oczy zwrócone na Daleki Wschód
Na domiar złego dla europejskich producentów (na razie przede wszystkim ciągników) rośnie konkurencja ze strony firm chińskich, na co zwraca z kolei uwagę prezes Fendta Christoph Gröblinghoff, który kreśli możliwy scenariusz zniknięcia niektórych europejskich producentów. Gröblinghoff wskazuje na wysokie ceny energii, personelu i infrastruktury w Niemczech, jednak wykorzystanie zaawansowanych technologii tj. automatyzacja produkcji ma pozwolić firmie obniżyć koszty produkcji w nadchodzących latach i uczynić jej produkty bardziej przystępnymi cenowo.
Chiny choć już dość mocne w ciągnikach, przez cały czas mają do odrobienia lekcję z maszyn towarzyszących. W pewnej perspektywie i tę odrobią (czyt. Rabe). Jednak choćby o ile nie z konkurencją chińską, europejscy producenci będą musieli mierzyć się choćby z producentami z Turcji, którzy chociażby w segmencie maszyn uprawowych czy do siewu mają się już naprawdę nieźle tak cenowo, jak i jakościowo.
Optymalizacja kosztów
Tak jak Fendt stawia na optymalizację kosztów, tak jedyną drogą do zachowania opłacalności produkcji rolnej prowadzi właśnie przez optymalizację. Tu obraz wyłania się niestety ponury, bowiem jak wynika z rozmów z dealerami maszyn, często systemy pozwalające na redukcję kosztów, choć zamawiane, nie są przez rolników wykorzystywane. Strata jest zatem podwójna. o ile więc nie były do tej pory, czas najwyższy, aby to zmienić. Być może szalone ceny nawozów i paliw ożywią nieco zainteresowanie precyzyjnymi rozsiewaczami czy uproszczonymi technologiami upraw, jednak raczej na zasadzie mniej spektakularnych spadków aniżeli poważnych wzrostów sprzedaży.
Co dalej?
Co dalej – nie wie nikt. Już teraz mówi się o kryzysie naftowym bardziej dotkliwym od tego z 1973 roku. o ile blokada cieśniny Ormuz okaże się długotrwała, czeka nas na pewno bardzo ciężka próba. Paliwa w górę, nawozy w górę, mleko i wołowina w dół, zboża niemal bez zmian – z cenami na bardzo niskich poziomach. Odczują to rolnicy, a za nimi producenci maszyn.

6 godzin temu

![Ile dziś za byka i krowę? Ceny bydła przed Świętami [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/03/24/h_504474_1280.webp)















