Europejski rynek ziemniaka przeżywa wstrząs, jakiego nie było od lat. W części przypadków surowiec przestał mieć jakąkolwiek wartość rynkową, a producenci stają przed absurdalną sytuacją – muszą dopłacać, by pozbyć się plonów. To już nie tylko chwilowy kryzys cenowy, ale sygnał głębszego rozregulowania całego sektora.
Ceny ziemniaków poniżej zera. Rolnicy dopłacają, żeby ktoś je zabrałRynek zalany ziemniakiem. Efekt decyzji sprzed dwóch lat
Obecne załamanie nie pojawiło się nagle. To konsekwencja decyzji podejmowanych w czasie, gdy rynek dawał jasny sygnał: produkować więcej. W sezonach 2024–2025 ceny były stabilne, kontrakty opłacalne, a przetwórstwo chłonęło surowiec. Wielu rolników zwiększyło więc areał upraw, licząc na powtórkę dobrej koniunktury.
Dziś wiadomo, iż była to klasyczna pułapka nadprodukcji. Na rynek trafiły rekordowe ilości ziemniaków, których nie był w stanie wchłonąć ani przemysł, ani eksport. Nadwyżki w Unii Europejskiej przekroczyły 3,3 mln ton i zaczęły błyskawicznie ciążyć na cenach.
Ceny runęły. Od kilku euro do zera
Jeszcze jesienią ziemniaki miały realną wartość handlową. Kilkanaście euro za tonę pozwalało pokrywać koszty produkcji i myśleć o zysku. Jednak z każdym tygodniem presja nadwyżek rosła, a ceny zaczęły spadać lawinowo.
Dziś rynek w wielu miejscach doszedł do granicy absurdu. Wartość ziemniaka spadła do zera, a w przypadku sadzeniaków zeszła choćby poniżej tego poziomu. Oznacza to jedno – rolnik nie tylko nie zarabia, ale jeszcze dopłaca, by ktoś odebrał towar.
W krajach takich jak Holandia, Belgia czy Niemcy pojawiają się sytuacje, w których tańsze staje się oddanie plonów niż ich przechowywanie. To moment, w którym ekonomika produkcji przestaje istnieć.
Eksport zawiódł, konkurencja rośnie
W normalnych warunkach nadwyżki mogłyby zostać skierowane na rynki zagraniczne. Tym razem jednak globalna sytuacja nie sprzyja Europie. Coraz silniej widać presję producentów z Azji, którzy oferują tańszy surowiec i skuteczniej zdobywają odbiorców.
Do tego dochodzą bariery handlowe oraz niekorzystne relacje walutowe, które ograniczają konkurencyjność europejskiego eksportu. W efekcie ziemniaki zostają na rynku wewnętrznym, gdzie pogłębiają już i tak ogromną nadpodaż.
Magazyny pękają w szwach. Czas działa na niekorzyść
Ziemniak nie jest produktem, który można przechowywać w nieskończoność. Wymaga odpowiednich warunków i generuje koszty. A tych możliwości zaczyna brakować.
Dlatego producenci są zmuszeni do szybkich decyzji. Sprzedaż poniżej kosztów staje się codziennością, a tam, gdzie nie ma chętnych, pojawiają się inne rozwiązania. Ziemniaki trafiają do biogazowni, na pasze, do instytucji publicznych, a w skrajnych przypadkach są po prostu utylizowane.
To skala problemu, która jeszcze niedawno była trudna do wyobrażenia.
To nie tylko kryzys – to sygnał ostrzegawczy
Obecna sytuacja pokazuje, jak bardzo rynek rolny stał się wrażliwy na nadprodukcję i globalne zmiany. Wystarczy jeden sezon nadwyżek, by ceny załamały się w całej Europie.
Największym problemem nie jest dziś sam spadek cen, ale fakt, iż system przestał się bilansować. Produkcja rośnie szybciej niż popyt, eksport nie nadąża, a infrastruktura nie pozwala na bezpieczne magazynowanie.
Dla wielu gospodarstw oznacza to poważne straty i konieczność przemyślenia strategii na kolejne lata. Bo choć dziś problemem jest nadmiar, to równie gwałtownie może pojawić się jego odwrotność – niedobór i gwałtowne odbicie cen.

9 godzin temu





![Protest rolników 17 kwietnia w Warszawie! Jutro traktory opanują stolicę [SZCZEGÓŁY]](https://agroprofil.b-cdn.net/wp-content/uploads/2024/04/protest-1024x768.jpeg)







