To był bardzo dziwny tydzień. Z jednej strony inflacja w Polsce znowu przyspiesza. Z drugiej strony wszystko wskazuje na to, iż to może być tylko chwilowy strzał.
Z jednej strony ropa drożeje o kilkanaście procent w kilka tygodni. Z drugiej rynek już zaczyna to ignorować.
Gdzieś w tym całym chaosie dzieje się coś jeszcze ciekawszego.
Na polskiej giełdzie zaczyna się cicha rewolucja. Pojawiają się zmiany w przepisach, które mogą realnie poprawić sytuację inwestorów. Są też spółki, które coraz częściej myślą o zejściu z giełdy, a do tego dochodzą pojedyncze przypadki, w których jeden mail potrafi wymazać miliony złotych z wyceny giełdowej.
To jest dokładnie ten moment, kiedy warto się zatrzymać i spojrzeć szerzej. Rynek dalej opowiada kilka sprzecznych historii jednocześnie, a tam, gdzie pojawia się chaos, tam bardzo często pojawiają się też okazje.
Chaos na GPW. Inflacja znowu rośnie, a spółki zaliczają czarną serię!
Inflacja w Polsce znów rośnie, ale to może być tylko chwilowe
Solidny wzrost inflacji w marcu w Polsce. Ta podskoczyła do poziomu 3,0% w skali roku, a głównym winowajcą są ceny na stacjach benzynowych, które w zaledwie miesiąc poszły w górę o ponad 15%.

Gwałtowny wzrost CPI to przede wszystkim efekt drożejącej ropy. Oficjalne dane GUS mówią o wzroście cen paliw o 15,4%, choć na samych stacjach można było zaobserwować skoki przekraczające choćby 20%.
Takie rozbieżności przy gwałtownych zmianach cen się zdarzają i mogą zostać skorygowane w końcowym odczycie w połowie kwietnia, co oznacza, iż ostateczny odczyt inflacji może być jeszcze wyższy.

Dobrą wiadomością jest to, iż reszta koszyka inflacyjnego pozostaje stabilna. Tak zwana inflacja bazowa, czyli wskaźnik pokazujący zmiany cen z wyłączeniem najbardziej kapryśnych elementów, takich jak żywność i energia, utrzymała się na poziomie około 2,5–2,6%.
Ceny żywności w marcu również nie drgnęły. Istnieje jednak ryzyko, iż droższy gaz i ropa przełożą się z czasem na ceny nawozów, co z kolei z opóźnieniem może podbić koszty produkcji rolnej i ostatecznie także ceny jedzenia. Wszystko zależy od rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie. W nocy ze środy na czwartek Trump zapowiadał, iż wojna potrwa jeszcze kilka tygodni, co może przyczynić się do tego, iż inflacja rozleje się nieco szerzej na gospodarkę. Efekt ten będzie jednak przytłumiony.
Jeśli jednak mocno obawiacie się, iż to dopiero początek fali drożyzny, prognozy na kwiecień niosą pewne uspokojenie. Już po samym odgórnie ustalanym limicie cen paliw przez rząd inflacja ma szansę spaść w okolice 2,5%. Sam program CPN ma obniżyć ogólny wskaźnik o około 0,6 punktu procentowego. Bardzo możliwe więc, iż marcowe 3% będzie lokalnym szczytem inflacji w tym roku.
Co to oznacza dla naszych portfeli i kredytów? Rada Polityki Pieniężnej, czyli RPP, prawdopodobnie zachowa ostrożność. Spora część analityków nie spodziewa się w tej chwili żadnych zmian stóp procentowych w całym 2026 roku. Niektórzy analitycy rynkowi zaczęli już obstawiać, a choćby obstawiać podwyżki stóp w odpowiedzi na drogie paliwa, ale to bajdurzenie. Obecny wstrząs nie jest jak ten z 2022 roku, a jego skala wpływu na gospodarkę będzie istotnie mniejsza, więc bank centralny najpewniej przeczeka ten moment bez gwałtownych ruchów.
Zmiany na GPW mogą poprawić sytuację inwestorów
Kilka pozytywnych zmian zapowiada się też na GPW. Wygląda na to, iż Ministerstwo Finansów w końcu staje bardziej po stronie mniejszych graczy na rynku kapitałowym. Resort zaprezentował projekt zmian, który ma wdrożyć unijne przepisy, czyli tzw. Listing Act, ale przy okazji chce też posprzątać trochę na krajowym podwórku.
Najważniejszą kwestią dla zwykłego inwestora jest walka z tzw. „wyciskaniem”, czyli przymusowym wykupem akcji. Dzieje się tak, gdy jeden duży właściciel ma niemal wszystkie udziały i może zmusić pozostałych, mniejszościowych akcjonariuszy do sprzedaży ich papierów. Do tej pory ostateczna cena w takim procesie była często krzywdząca i nie oddawała realnej wartości firmy. Nowe przepisy mają to zmienić – cena wykupu będzie teraz mocniej powiązana z tym, co dzieje się na rynku i z tym, czy inni inwestorzy faktycznie ją akceptują.
Chodzi o to, by duży gracz nie mógł przejąć całej spółki „po kosztach”. Temat jakże aktualny w otoczeniu tego, jak InPost po raz drugi schodzi z giełdy po cenie niższej niż na nią wszedł. Tak, wiem, iż nie na GPW, ale temat dla polskiego inwestora jest istotny.
Kolejnym dużym problemem polskiej giełdy jest to, iż o wielu spółkach po prostu mało się pisze. Brakuje analiz, które pomagają podjąć decyzję o kupnie lub sprzedaży akcji. Wynikało to z tzw. unbundlingu, czyli przepisu, który nakazywał biurom maklerskim rozdzielać opłaty: osobno za realizację transakcji, a osobno za dostarczanie raportów.
W praktyce sprawiło to, iż pisanie o mniejszych firmach przestało się opłacać. Ministerstwo chce teraz pozwolić na ponowne łączenie tych opłat, co ma zachęcić analityków do częstszego opisywania spółek z GPW.
Projekt cywilizuje też badania sponsorowane, czyli analizy opłacane przez same spółki. Inwestor ma od razu wiedzieć, iż czyta materiał, za który firma zapłaciła, ale jednocześnie ma mieć gwarancję, iż taki raport powstał według rzetelnych, unijnych standardów. Tak moi drodzy, jakkolwiek nie byłoby to dla was szokujące, to na Zachodzie standardem jest to, iż spółki same opłacają swoje pokrycie analityczne, bo bez tego nikomu nie chce się go zrobić, a samej spółce po prostu zależy na dotarciu do świadomości inwestorów.
Wszystkie te zmiany mają jeden cel: sprawić, by polska giełda była bardziej przyjazna i przejrzysta. Konsultacje zmian realizowane są do 20 kwietnia, a organizacje zrzeszające inwestorów i domy maklerskie już teraz oceniają ten kierunek bardzo pozytywnie. Ja również.
Może takie zmiany to początek większych zmian na GPW? Może niedługo zmienimy coś, co nakłoni firmy do debiutów i odwiedzie je od delistingów, bo te pojawiają się coraz częściej.
Spyrosoft i rosnące ryzyko delistingu spółek technologicznych
Koniec giełdowej przygody Spyrosoftu również może być bliżej, niż nam się wydaje. Zarząd spółki właśnie ogłosił nową strategię, z której płynie jasny wniosek: priorytetem na najbliższe trzy lata jest znalezienie dużego partnera biznesowego, co może wiązać się z opuszczeniem parkietu w Warszawie.
Czym adekwatnie zajmuje się Spyrosoft? To grupa technologiczna, która w tej chwili przechodzi gruntowną przemianę. Wcześniej firma działała głównie jako software house, czyli dostawca programistów i wykonawca konkretnych zleceń. Teraz staje się doradcą i integratorem technologii. Spyrosoft nie tylko dostarcza „ręce do pracy”, ale projektuje i wdraża całe systemy informatyczne. Zamiast brać pieniądze za godziny pracy specjalistów, coraz częściej chce rozliczać się za konkretne efekty biznesowe, jakie ich rozwiązania przyniosą klientom.
Decyzja o zmianie modelu biznesowego to dla Spyrosoftu ucieczka do przodu. Spółka nie chce być już tylko „dostawcą rąk do pracy”, ale kimś, kto bierze pełną odpowiedzialność za końcowy sukces technologiczny klienta. Dzięki sztucznej inteligencji pisanie kodu staje się tańsze i szybsze. To z jednej strony zagrożenie dla tradycyjnych firm programistycznych, ale z drugiej ogromna szansa. Skoro oprogramowanie powstaje taniej, projektów będzie więcej, a firmy będą potrzebowały kogoś, kto im doradzi, jak tę technologię mądrze posklejać w całość.
Dlaczego spółka rozważa wyjście z giełdy? Prezes Konrad Weiske tłumaczy, iż najkorzystniejszą opcją dla firmy jest pozyskanie inwestora strategicznego, który wesprze firmę w transformacji biznesu.
Prezes przyznaje, iż taki inwestor może chcieć mieć spółkę tylko dla siebie i wycofać ją z obrotu publicznego. To istotna zmiana, bo wcześniej firma myślała o debiucie na giełdach międzynarodowych.
Szkoda, bo biznesowo Spyrosoft nie zwalnia tempa. Firma podtrzymuje swoje cele i do 2026 roku chce rosnąć o 25–35% rocznie na przychodach, utrzymując marżę EBITDA na poziomie 11–14%. Kurs akcji znajduje się w korekcie od listopada i spadł już o około 33% od lokalnych szczytów. No cóż, niedługo może już przestanie razić po oczach.
Wirtualna Polska i pytania o skup akcji oraz przyszłość na giełdzie
Pytanie o pożegnanie z parkietem zaczęli zadawać sobie również akcjonariusze Wirtualnej Polski po tym, jak spółka ogłosiła wezwanie na wszystkie swoje akcje. Choć zarząd zapewnia, iż chce pozostać na giełdzie, na rynku od razu pojawiły się spekulacje, czy to nie pierwszy krok do całkowitego wycofania firmy z obrotu.
Wirtualna Polska wraz ze swoimi założycielami zaproponowała cenę 59 zł za każdą akcję. To o 25% więcej niż inwestorzy płacili na giełdzie tuż przed ogłoszeniem tej nowiny.

Spółka zamiast wypłacać dywidendę, czyli dzielić się zyskiem w gotówce, woli te pieniądze przeznaczyć na skup akcji własnych. To mechanizm, w którym firma „kupuje samą siebie”, co zwykle podbija wartość pozostałych w obrocie papierów, bo wygenerowany zysk przypada wtedy na mniejszą liczbę udziałów.
Dlaczego jednak ogłoszono wezwanie, skoro firma chce tylko skupić część akcji? Tutaj wchodzimy w zawiłości prawa. Założyciele WP posiadają w tej chwili między 50% a 66% głosów. Zgodnie z przepisami, jeżeli ktoś ma tak duży pakiet i chce dokupić choćby jedną akcję, musi dać szansę wyjścia z inwestycji wszystkim pozostałym akcjonariuszom. Wezwanie jest więc jedyną legalną drogą, by przeprowadzić taki skup na większą skalę.
Finansowo spółka przygotowała się do tego ruchu bardzo solidnie. Dzięki zmianie zasad księgowych Wirtualna Polska „uwolniła” w swoich kapitałach aż 518 milionów złotych, które może teraz wydać na skup.
Dyrektor finansowa spółki stawia sprawę jasno: obecna cena na giełdzie nie oddaje realnej wartości firmy. WP to nie tylko portal informacyjny. To potężna grupa trzymająca w rękach takie marki jak Wakacje.pl, Audioteka czy portal Nocowanie.pl. Działa więc na styku mediów, turystyki i finansów.
Mimo optymizmu zarządu ostatnie wyniki są słabe. Segment reklamy cały czas spada i ma problemy fundamentalne, bo rynek reklamy ogółem rośnie, a spółka turystyczna Invia, która rok temu została przejęta przez WP, dziś mierzy się z problemami wynikającymi z konfliktu na Bliskim Wschodzie i ograniczonym ruchem turystycznym.
Ostatecznie więc zarząd przekonuje, iż to wezwanie nie jest wyrazem chęci zdjęcia spółki z giełdy, a jedynie pokazaniem wiary w fundamenty biznesu i przekonania o jego niedowartościowaniu. Lepiej żeby tak było, bo inaczej wrócą stałe porównania Wirtualnej do lekcji delistingu od Rafała Brzoski.

Wawel traci po jednym mailu. Jak duże jest ryzyko dla spółki?
Silne spadki ma za sobą również Wawel. Wszystko przez jeden e-mail od właściciela Biedronki, który postawił pod znakiem zapytania obecność produktów tej marki na półkach największej sieci dyskontów w Polsce.
Wawel to jeden z najbardziej rozpoznawalnych producentów słodyczy w kraju, znany przede wszystkim z wyrobów czekoladowych, bombonierek i cukierków. Firma poinformowała właśnie o otrzymaniu wypowiedzenia umowy sprzedaży od Jeronimo Martins Polska. Reakcja rynku była natychmiastowa – w dniu ogłoszenia komunikatu akcje spółki traciły na wartości około 10%, ostatecznie cena zamknęła się na minus 5%.

Dlaczego to wydarzenie wywołało taki niepokój? Odpowiedź tkwi w strukturze przychodów firmy. Choć Wawel stara się różnicować swoich odbiorców, Biedronka wciąż odpowiada za prawie 20% całkowitej sprzedaży spółki. Strata tak potężnego partnera to dla producenta potężny cios finansowy, oznaczający niemal natychmiastowe zniknięcie co piątej złotówki wpływającej do firmowej kasy.
U podstaw konfliktu leżą pieniądze i rosnące koszty produkcji. Wawel od lat walczy z drożejącymi surowcami na światowych rynkach, głównie kakao i cukrem. Aby utrzymać rentowność, producent musi podnosić ceny swoich słodyczy. Z kolei Jeronimo Martins, wykorzystując swoją dominującą pozycję rynkową, bardzo twardo negocjuje i nie chce zaakceptować wyższych stawek.
Obecnie mamy tam trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Zarząd Wawelu zapowiada walkę o pozostanie w sieci i planuje rozmowy, które mają ustalić nowe zasady współpracy.
Zastanawia mnie jednak fakt, iż punkt kulminacyjny tego sporu osiągnęliśmy teraz, kiedy zarówno ceny kakao, jak i cukru na światowych giełdach są w bardzo silnej korekcie, a czasy rekordowych cen mają daleko za sobą.
Kakao jest 70% poniżej ceny z maja ubiegłego roku, a cukier spada od prawie trzech lat i dziś jest 45% poniżej szczytów. jeżeli w takim otoczeniu Wawel skarży się na rosnące koszty produkcji, to zaczynam się zastanawiać nad ich wewnętrzną efektywnością operacyjną.

Answear rozczarowuje wynikami mimo wzrostu sprzedaży
Tydzień czarnej serii, bo po wynikach spada również o 5% Answear i zalicza najniższy poziom na kursie akcji od 2022 roku. Choć krakowska firma zakończyła rok „na plusie”, to styl, w jakim to zrobiła, pozostawia rynkowi spory niedosyt.
Answear.com to jeden z czołowych graczy w europejskim handlu odzieżą przez internet. Firma, założona przez braci Bajołków, prowadzi platformy Answear oraz PRM.com, oferując ponad 1000 marek i niemal 250 tysięcy produktów. Poza internetem spółka rozwija też salony stacjonarne z ubraniami z wyższej półki cenowej. W czwartym kwartale dostaliśmy bardzo kiepską mieszankę. Tempo wzrostu przychodów spowolniło do 4,4% rok do roku z 14,5% kwartał temu, co nie zadowala inwestorów wzrostowych.

Jednocześnie sam zysk netto okazał się mniejszy niż rok temu o prawie 93%, chociaż to akurat zasługa kolosalnej bazy z 4Q’24.

W efekcie wyniki ostro rozjechały się z konsensusem prognoz.

Największym problemem jest brak realizacji celów zapisanych w programie motywacyjnym dla menedżerów. Aby zarząd mógł otrzymać darmowe akcje, spółka musiała wypracować 80 mln zł zysku EBITDA w 2025 roku. Tymczasem udało się dowieźć jedynie 56 mln zł.
Co poszło nie tak? Prezes Krzysztof Bajołek tłumaczy to brutalną walką cenową w branży e-commerce oraz rekordowymi wydatkami na reklamy telewizyjne, które pochłonęły aż 21% przychodów w samej końcówce roku. Do tego doszła słaba kondycja gospodarcza na rynkach zagranicznych, takich jak Ukraina, Rumunia czy Bułgaria, co skutecznie hamowało zakupy klientów.
Na Rumunii na przykład mamy w tej chwili do czynienia z powrotem inflacji, która znów wystrzeliła w okolice 10%, a przyczyny tego tłumaczyłem jakiś czas temu w osobnym materiale. Taki wzrost inflacji ogranicza siłę nabywczą tamtego konsumenta.

Gdyby nie to, iż polski rynek urósł o imponujące 31%, sytuacja byłaby jeszcze trudniejsza, ale widać, iż przynajmniej na lokalnym rynku spółka sobie radzi, co daje nadzieję, iż sytuacja nie jest tak tragiczna, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Warto też dodać, iż gdyby kursy walut były stabilne, przychody spółki wzrosłyby o dodatkowe 3 punkty procentowe. Więc dynamika była znacznie niższa de facto nie z winy spółki.
Co dalej? Rada nadzorcza już „urealniła” plany na 2026 rok, obniżając poprzeczkę dla menedżerów. Nowy cel zysku EBITDA to 90 mln zł zamiast planowanych 100 mln, a docelowy kurs akcji to 45 zł zamiast 50 zł. Firma zapowiada teraz przejście na ścieżkę oszczędności i cięcie kosztów marketingu, licząc na to, iż wcześniejsze inwestycje w wizerunek zaczną w końcu procentować. Na razie jednak rynek pozostaje sceptyczny, co widać po kursie.

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Bogdanka rośnie na fali droższego gazu i napięć na Bliskim Wschodzie
Zakończmy jednak materiał pozytywniej, bo coś tam ostatnio na GPW jednak urosło. Wojna na Bliskim Wschodzie błyskawicznie „podpaliła” ceny gazu, a to z kolei wywołało prawdziwy rajd na akcjach Bogdanki. Kiedy gaz na rynkach drożeje o 40% w zaledwie kilka dni, to inwestorzy giełdowi natychmiast zmieniają strategię. Mechanizm jest prosty: jeżeli produkcja prądu z gazu staje się zbyt droga lub nieopłacalna, energetyka przeprasza się z węglem i zaczyna mocniej wykorzystywać bloki węglowe.

Na warszawskim parkiecie najmocniej zareagowała na to Bogdanka, której akcje podrożały o blisko 70% od początku marca. Trzeba jednak rozumieć, jak działają finanse w tej branży, by nie wpaść w pułapkę nadmiernego optymizmu.
Ceny węgla, który kopalnie dostarczają do elektrowni, są zwykle „zaklepane” w kontraktach na cały rok z góry. Oznacza to, iż kopalnia nie dostanie od razu więcej pieniędzy za każdą wydobytą tonę.
Jej szansą na lepszy wynik finansowy jest teraz przede wszystkim popyt, czyli sytuacja, w której elektrownie po prostu zamówią tego surowca znacznie więcej niż planowały.

Trzeba jednak wiedzieć, iż inwestowanie w Bogdankę to raczej spekulacyjna zabawa. Warto przypomnieć wydarzenia z 2022 roku. Wtedy, po wybuchu wojny w Ukrainie, ceny węgla wystrzeliły, a kopalnie notowały świetne zyski. Niestety, te dodatkowe pieniądze gwałtownie zniknęły. Rosnące ceny gazu i ropy nie tylko spowodowały przerzucanie się elektrowni na węgiel na stałe, ale do tego doszedł wzrost inflacji, który wymusił podwyżki płacowe.
W skrócie: ceny gazu i węgla wzrosły na chwilę i spadły, ale inflacja podniosła pensje górników na stałe i w długim terminie to się okazało problemem. Jednak dziś sytuacja jest nieco inna. Po pierwsze ceny gazu rosną, póki co w znacznie mniejszym stopniu.

Po drugie wzrost inflacji wynikający z tego konfliktu będzie też mniejszy niż w przypadku całego szeregu wydarzeń z początku tej dekady.

Efekt? Potencjalnie mniejsze korzyści po stronie przychodowej dla kopalń niż 4 lata temu. Póki co Bogdanka jest głównym beneficjentem tego, bo samo JSW produkuje węgiel koksowy dla hutnictwa, który nie jest zamiennikiem gazu w elektrowniach. Tutaj zadziałały czyste emocje. Inwestorzy często kupują akcje JSW jeszcze bardziej spekulacyjnie niż w przypadku Bogdanki. Ceny węgla koksowego podskoczyły, jasne, ale mówimy o skali wzrostu rzędu 8% od początku roku, a nie kilkadziesiąt procent, jak to miało miejsce w przypadku europejskiego gazu.

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

5 godzin temu
Obserwuj 







