Swojego rodzaju konsensusem analityków, inwestorów oraz zarządzających aktywami jest to, iż 160 jenów za dolara to „maksimum” osłabienia kursu japońskiej waluty, na jakie pozwoli Japonia. Jest to opinia, która posiada silne umocowanie w rzeczywistości — nie tylko ze względu na fundamentalne uzasadnienie, ale również ze względu na bardzo dobrze widoczny opór na wykresie. Co wyjątkowego jest jednak w liczbie 160?
Jak powszechnie wiadomo, Japonia jest wyspą, wyspą historycznie bardzo ubogą w zasoby mineralne, w tym wszelakie węglowodory. Paliwa, ropę, gaz oraz produkty pokrewne Japonia musiała zawsze pozyskiwać w ten lub inny sposób zza granicy. Od końca II wojny światowej Japonia kupuje ropę zza granicy, za dolary amerykańskie. Jako gospodarka silnie rozwinięta i uprzemysłowiona, a pozbawiona własnej produkcji, Japonia jest śmiertelnie zależna od importu ropy. Bardziej niż ogromny dług to ropa i gaz są zmartwieniem Japonii. Japonia może w dużym stopniu kontrolować koszty obsługi własnego długu oraz kurs walutowy, nie może jednak kontrolować czynników zewnętrznych, takich jak ceny ropy. Zmiana cen ropy może dać oddech Bankowi Japonii lub zmusić go do drastycznych kroków.
Obecny kurs jena jest optymalny: wystarczająco tani, by wspierać eksport, jednak wciąż wystarczająco drogi, by móc zaopatrzyć kraj w niezbędne smary i paliwa. Ten balans wymaga jednak poruszania się ropy w pewnym kanale cenowym. Stopy procentowe już dają się we znaki gospodarce i rządowi, który musi częściowo konfrontować skalę długu, jednak sytuacja pozostaje pod kontrolą.
Jaki ruch ropa musiałaby wykonać, by hipotetycznie przełamać obecne status quo? jeżeli na fali np. szoku podażowego lub konfliktu geopolitycznego cena ropy wzrosłaby o 20–25%, mówimy tu o możliwym wymuszeniu na Banku Japonii interwencji walutowej lub awaryjnego podniesienia stóp procentowych w celu sprowadzenia kursu do poziomu ok. 150 USD/JPY, by zabezpieczyć import. Biorąc pod uwagę te informacje, Bank Japonii oraz inwestorzy z ekspozycją na jena powinni bacznie śledzić rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Natomiast jeżeli w wyniku drastycznego zwiększenia podaży lub spowolnienia gospodarczego, cena spadłaby o 20% z obecnych poziomów, BOJ mógłby uwolnić kurs i pozwolić mu się osłabić choćby do 165-170 jenów za dolara.
O godzinnie 11:00, za Euro zapłacić musimy 4,219 złotych, za dolara 1,352 złote, za funta 4,835 złotych a frank szwajcarski kosztować nas będzie 4,62 złote.
Źródło: Kamil Szczepański, XTB

8 godzin temu