Kurz po wyborach połówkowych w USA zaczyna powoli opadać (choć należy zaznaczyć, iż wciąż zliczane są głosy w wyścigach do Senatu w Mississippi i na Alasce), warto więc przyjrzeć się co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla walut.
Wyniki wyborów
O ile można było podejrzewać, iż Demokraci przejmą obie izby Kongresu, o tyle skala tego zwycięstwa jest wstrząsająca. Według wstępnych szacunków, przewaga, którą osiągnęli w głosowaniu powszechnym sięgnie 13 pp. Tak dużej rozbieżności nie widzieliśmy od lat 1974-76 i słynnej afery Watergate.
Wiele wskazuje na to, iż Demokraci będą dysponowali w Senacie aż 56 mandatami (jeżeli wygrają ostatecznie wspomniane wcześniej wyścigi w Mississippi i na Alasce). Przejęli także kilka istotnych stołków gubernatorskich. Najważniejszym triumfem na tej płaszczyźnie wydaje się triumf Giny Hinojosy w Teksasie.
Co oznacza to jednak z perspektywy rynkowej?
Wnioski
Budowa centrów danych spowolni (pytanie jak bardzo)
Wygrana republikańskich senatorów oraz gubernatorów w kluczowych z perspektywy rewolucji AI stanach (Teksas, Georgia), zwiększa prawdopodobieństwo wprowadzenia regulacji ograniczających lub wstrzymujących budowę centrów danych. Wydaje się, iż był to główny czynnik warunkujący wczorajszą wyprzedaż na Wall Street, zwłaszcza, iż spadkom przewodziły spółki półprzewodnikowe (indeks SOXX w dół o ponad 11%).
Pogorszenie rynkowego sentymentu (największy jednodniowy spadek na Nasdaq 100 od marca 2020 r.) odcisnęło krótkotrwałe piętno także i na rynku walutowym – umocniły się waluty safe haven takie jak dolar, jen japoński czy frank szwajcarski, wyprzedaży uległy zaś waluty rynków wschodzących, takie jak złoty.
W dłuższym terminie spowolnienie prac nad budową nowych centrów danych może doprowadzić do spowolnienia wzrostu gospodarczego o kilka dziesiątych procenta (zakładając scenariusz stonowanych zmian regulacyjnych), z drugiej jednak mogłoby okazać się sprzyjajace pod kątem inflacyjnym, pogłębiając ostatni trend spowolnienia dynamiki wzrostu cen produktów bezpośrednio powiązanych ze sztuczną inteligencją.
Dla Rezerwy Federalnej istotniejsza okazałaby się najpewniej druga z wymienionych powyżej kwestii. Sam Kevin Warsh akcentował podczas ostatniego posiedzenia, iż większość jego kolegów z FOMC nie uważa aby gospodarka była w tej chwili zbyt rozgrzana, co sugeruje, iż Komitet rozgranicza dynamikę wzrostu od czynników za nią stojących.
Warto zwrócić uwagę także na to, iż amerykańska konsumpcja od miesięcy odbywa się w dużej mierze kosztem topniejącej stopy oszczędności. Większa skłonność do zakupów była w znacznym stopniu warunkowana wzrostami na giełdzie. Zgodnie z danymi Rezerwy Federalnej, akcje stanowią 48,2% wszystkich aktywów finansowych amerykańskich gospodarstw domowych (stan na Q2 2026). Zyski z Wall Street, choć niezrealizowane, pozwalały wielu konsumentom czuć się pewnie, co wpływało na ponadprzeciętnie wysoką dynamikę popytu wewnętrznego.
Ponowna eskalacja sytuacji na Bliskim Wschodzie jest mniej prawdopodobna
Spada prawdopodobieństwo scenariusza w którym Donald Trump decyduje się na kolejny pełnoskalowy atak na Iran przed zaprzysiężeniem nowych członków Kongresu. To nastąpi dopiero 3 stycznia 2027 r., co pozostawia okienko, w którym Republikanie wciąż dysponują pełnią władzy. Wydaje się jednak, iż po tak dotkliwej porażce, wielu członków partii będzie dystansować się od prezydenta, pozycjonując się powoli pod kolejną kampanię wyborczą. Oznacza to, iż Trump staje się tzw. kulawą kaczką (lame duck).
W ostatnich dniach otrzymaliśmy zresztą wiele wypowiedzi spójnych z tezą o mniejszej skłonności względem eskalacji. W wywiadzie dla Financial Times, Donald Trump zaznaczył, iż nie ma w tej chwili planów wznowienia ataków na Iran. Wczoraj przyznał publicznie, iż wojna z Iranem była częściowo odpowiedzialna za porażkę Republikanów.
JD Vance, który pozostaje głównym kandydatem do zwycięstwa w republikańskich prawyborach w roku 2028, poszedł o krok dalej. Nie dość, iż uznał wszczęcie wojny z Iranem jako główny powód porażki, to odciął się od wypowiedzi Trumpa, które próbowały uzasadniać jej słuszność. Warto przypomnieć, iż latem publicznie krytykował członków izraelskiego rządu za sprzeciw wobec starań USA o zakończenie konfliktu, co pokazuje, iż w samym Białym Domu pojawiają się coraz większe znaki zapytania wokół sensu kontynuacji konfliktu.
Jeżeli scenariusz pewnego rodzaju deeskalacji się zrealizuje, możemy liczyć na spadek cen ropy naftowej i umocnienie walut, które znajdują się w grupie importerów surowców energetycznych netto (jen japoński, rand południowoafrykański, złoty polski, forint węgierski, won południowokoreański, etc.). Wyprzedaży mogą ulec za to korona norweska, dolar amerykański czy dolar kanadyjski, którzy znajdują się w grupie eksporterów netto.
Dymisja Trumpa nie jest kompletnie nierealistyczna
Odwołanie prezydenta ze stanowiska przed końcem urzędu nie miało jeszcze w historii miejsca. Blisko było w roku 1974, natomiast przed głosowaniem w tej sprawie Richard Nixon sam podał się do dymisji.
Ważne jest tutaj rozgraniczenie impeachmentu, czyli postawienia w stan oskarżenia i procesu oraz ewentualnej dymisji. Prezydenta można usunąć za „zdradę, przekupstwo lub inne ciężkie przestępstwa i wykroczenia”, co jest zdefiniowane w amerykańskiej Konstytucji.
Aby doszło do wszczęcia procesu impeachmentu, wystarczy złożenie przez jednego z członków Izby Reprezentantów rezolucji oraz uzyskanie zwykłej większości. To jednak dopiero połowa drogi – i to ta zdecydowanie łatwiejsza do przebycia. Skazanie prezydenta wymaga aż ⅔ głosów (czyli poparcia aż 67 na 100 senatorów).
Przed wyborami wydawało się, iż jest to scenariusz absolutnie nierealistyczny. Przy niebieskim tsunami, które otrzymaliśmy, nie można go jednak całkowicie wykluczyć.
Jedno jest pewne – pozycja Trumpa wewnątrz partii Republikańskiej mocno osłabła. Nie będzie on w stanie podejmować decyzji głęboko niepopularnych pośród jej członków. Już w roku 2021, kiedy po raz ostatni miał miejsce proces impeachmentu, za odwołaniem Trumpa zagłosowało siedmiu Republikanów. w tej chwili cztery dodatkowe głosy “za” (zakładając wygraną Demokratów w wyścigach o senat w Mississippi i na Alasce) przedwcześnie zakończyłyby jego kadencję.
Pierwszy w historii proces impeachmentu zakończony dymisją mógłby mocno nadszarpnąć zaufanie względem USA jako stabilnego rynku będącego fundamentem globalnej struktury finansowego, prowadząc do przyspieszenia procesów dedolaryzacyjnych.
Znacznie bardziej prawdopodobny wydaje się jednak scenariusz w którym Trump sprawuje władzę do końca kadencji, ale jego sprawczość bardzo mocno spada. Spokojniejsze, mniej erratyczne działania, mogłyby paradoksalnie wspierać amerykańską walutę, odbudowując zaufanie względem amerykańskich instytucji.
Polityka fiskalna nie ulegnie poluzowaniu, ale czekają nas shutdowny
O ile historycznie to partia Demokratyczna była kojarzona z luźniejszą polityką fiskalną i większymi wydatkami, o tyle dwa pierwsze lata drugiej kadencji prezydenta Trumpa pokazały, iż w obecnym środowisku sytuacja nie jest już tak łatwa do interpretacji. Podział władzy między obie partie (ustawodawcza po stronie Demokratów, wykonawcza po stronie Republikanów) oznacza konieczność osiągania kompromisów, co ogranicza przestrzeń zarówno do wprowadzania bardzo kosztownych programów socjalnych, jak i przeznaczania bajońskich sum na wojnę z Iranem oraz masowe deportacje.
Kongres dysponuje tzw. “power of the purse” czyli siłą portfela, tudzież portmonetki, tzn. decyduje o wydatkach federalnych. Prezydent posiada za to prawo weta, które obalić można jedynie przy uzyskaniu ⅔ głosów w obu izbach Kongresu, co wymaga wsparcia części członków partii Republikańskiej.
Głównym ryzykiem z perspektywy samego dolara nie jest więc nadmierna skala wydatków – co sygnalizuje brak wzrostu rentowności amerykańskich obligacji skarbowych – a problem z uchwalaniem prowizorium budżetowego, do czego potrzeba większości w Izbie, 60 głosów w Senacie i podpisu prezydenta.
Najbliższy deadline to 11 grudnia, kiedy kończy się obecne prowizorium budżetowe. Oznacza to, iż shutdown – który byłby Demokratom na rękę, mógłby rozpocząć się już 12 grudnia. Rok temu trwał on aż 43 dni i był najdłuższy w historii. Gdybyśmy w tej chwili zbliżyli się do tego wyniku, w międzyczasie (3 stycznia) doszłoby do wymiany składu Kongresu, co zmusiłoby Republikanów na znacznie większe ustępstwa.
Sam shutdown oznacza wstrzymanie lub ograniczenie prac licznych niekrytycznych usług rządowych. Działają jednak wciąż m.in. wojsko, straż graniczna i organy ścigania. Co z perspektywy analityka istotne, może dojść do przerwy w publikacjach kluczowych danych przez BLS, co utrudnia podejmowanie decyzji przez bank centralny. Wstrzymanie prac instytucji rządowych i chaos towarzyszący całemu procesowi ciężko postrzegać jako korzystny dla amerykańskiej waluty.
Autor: Michał Jóźwiak, Analityk Rynków Finansowych XTB

9 godzin temu



![Nie widzę przeszkód, dowożę wyniki. Dlaczego pracodawcy wciąż boją się zatrudniać osoby z niepełnosprawnościami? [Gość INFOR.PL]](https://g.infor.pl/p/_files/39308000/gosc-inforpl-nowa-minatura-(5)-39308476.jpg)



