Ceny maszyn, niezależnie czy mowa o tych rolniczych czy budowlanych mówiąc wprost, nie zachwycają. Trudno jest dziś o optymistyczne patrzenie na zakup, gdy wyliczony czas zwrotu inwestycji przestaje się mieścić w tabelkach. Czy ktoś zatrzyma pogoń cen? Może Chińczycy?
Gdy powoli zaczynamy przyzwyczajać się, do nowych cenników u producentów, nadchodzi koniec roku, a po ustąpieniu bólu głowy wywołanego przyczynami biochemicznymi, powraca ten, związany z tym, iż owe cenniki można w zasadzie wyrzucić do kosza. Bo oto nadchodzi nowy rok a w nim?
No właśnie, nowych maszyn jakby mniej, zresztą często to co jest prezentowane jako nowe, bywa mocno naciąganą przez zespoły marketingowców, narracją w temacie zwykłego liftingu, bo i co nowego można pokazać w ciągniku, kombajnie, ładowarce czy koparce?
Jest pewne pole do popisu o ile chodzi o systemy wspomagające pracę, a projektanci silników dwoją się i troją by nowe generacje jednostek zapełniały choć 2-5% oszczędności względem poprzednika. Jednak maszyna jest jaka jest, ma wykonać pracę i często swoją niemal idealną formę osiągnęła już na przełomie wieków, dalej postępuje jedynie inwestycja w komfort i atrakcyjniejsze wzornictwo. Czy na pewno?
Nie, bowiem zdecydowanie postępuje jeszcze cena, która z roku na rok rośnie, bez względu czy producent realnie wprowadził nowy model, czy jest to ósma podwyżka cen, w ciągu ośmioletniej kariery danej maszyny na rynku.
Odsiecz zza Wielkiego Muru?
Ale adekwatnie dlaczego wspominamy o tym wszystkim i co mają z tym wspólnego Chińczycy? Przy okazji podsumowań roku, wpadł nam w ręce tekst opublikowany przez SAMAR.
Wedle wstępnych danych za ubiegły rok, w końcu, po długim okresie wzrostów nastąpiła względna stabilizacja cen nowych samochodów. A co to ma wspólnego z maszynami a tym bardziej Chińczykami? Sporo.
Siostrzana branża motoryzacyjna, zawsze była swojego rodzaju barometrem zmian jakie nastąpią w maszynach, może nie niebawem, bo zanim producenci ciągników wpadli na pomysł, iż kabina w traktorze nie musi być smutną blaszaną budką z zegarami i przyciskami wrzuconymi na ostatnią chwilę gdzie-bądź, minęło trochę czasu.
Producentom pozostałych maszyn roboczych, zajęto to mniej więcej jeszcze 5-10 lat więcej. Tutaj dochodzimy do roli Chińczyków.
Chińskie samochody ustabilizowały gorące zachodnie głowy
Mniej więcej od początku wydarzeń z 2020, zaraz za cichym okresem izolacji, nastąpił wysyp różnych niefortunnych zdarzeń, które to i rusz destabilizowały łańcuchy dostaw, to wysypywali się producenci różnych komponentów. I tak od zdarzenia do zdarzenia, trzeba było podnosić ceny samochodów, końca podwyżek nie było widać, choćby gdy większości problemów udało się zaradzić.
No ale skoro klient i tak kupuje, to po co obniżać ceny? Pomyśleli wszyscy, nie tylko w branży motoryzacyjnej i tak rok za rokiem akceptowaliśmy nową rzeczywistość. Do czasu.
35-50-70 KM, takie ciągniki dotychczas najczęściej znajdowały właścicieli, jednak firmy, choćby te słynące z najniższych cen idą po więcej, bo silniki nie stanowią już bariery, fot. Grzegorz SzularzDo Europy zaczęły napływać pierwsze samochody z Chin, wpierw elektryczne. Jednak w ich cieniu, a wszyscy mieli na językach fikuśne wzory, nazwy i szokujące ceny, w stosunku do elektrycznych propozycji zachodnich, weszły również auta bardziej konwencjonalne, hybrydowe i benzynowe. O dziwo te również, nie kosztowały fortuny.
W dodatku, miały na wyposażeniu standardowym to, za co lokalny (patrz: europejski) wytwórca kazał sobie słono dopłacać, nierzadko w wymyślnych pakietach, które trzeba było brać hurtem, bo “bez podgrzewanej kierownicy nie da się ulepszyć systemu audio” – logiczne.
Początkowo, nie bardzo zawracano sobie tym głowę, w końcu „kto kupi Chińczyka?”. Z roku na rok okazywało się, iż to źle postawione pytanie, prawidłowe to „kto jeszcze kupi Chińczyka?”.
Stabilne ceny Imperium Państwa Środka
Zgodnie z raportem na koniec listopada 2025, chińskie marki to 10% rynku, Q1-Q3 roku 2024 a Q1-Q3 w roku 2025 to wzrost z 1,4% do 6,8 %. Naturalnie mowa o skumulowanej sprzedaży wszystkich marek. Jak to się przekłada na ceny?
Ostatnie 12 miesięcy, według Indeksu Cenowego SAMAR to wzrost cen katalogowych o 0,83 %. Niecały procent, podczas gdy w latach ubiegłych auta potrafiły drożeć o niemal 10% w niektórych miesiącach. I każdy, kto ma na karku parę wiosen, pamięta jak w mgnieniu oka, przykładowo segment aut kompaktowych, wskoczył z poziomu startowego 60-70 tys., do ponad 100-120 tys. jakie mamy obecnie, za teoretycznie najbardziej uniwersalne i popularne samochody.
Wciąż patrząc na top-listy, aby znaleźć chińskie marki trzeba wyjść poza Top10, nie mniej o ile 10% udział relatywnie dobrze wycenionych samochodów z Państwa Środka w końcu zmusiły producentów do zatrzymania galopu cen, to co się stanie gdy trend wzrostowy zostanie utrzymany?
Małe koparki to produkt, który w tej chwili, obok podnośników, ciągnie sprzedaż chińskich firm, czy klienci w końcu przekonają się do większych maszyn, gdy te małe spełnią oczekiwania?, fot. Grzegorz SzularzCzy chińskie maszyny wyhamują ceny w branży rolniczej?
Patrząc jeszcze kilka lat wstecz, gdy w zasadzie w kontekście chińskiej maszyny mogliśmy rozmawiać niemal wyłącznie o maszynach bardzo budżetowych, wręcz o nieakceptowalnej jakości i praktycznie tylko w segmencie mini, tak teraz wybór jest znacznie większy.
Silniki z normą Stage V nie są już przeszkodą i co miesiąc, na rynku pojawiają się albo nowe firmy albo nowe modele u zakotwiczonych już u nas dystrybutorów. Naturalnie wiele do życzenia pozostawia serwis, w końcu w odróżnieniu od samochodów, tutaj dostęp do wiedzy, części oraz ludzi jest znacznie gorszy, a maszyna aby móc zarabiać musi być sprawna.
Mieć “Chińczyka” – wstydu nie ma
Jakość samych maszyn, czy to rolniczych czy budowlanych, to wciąż nie jest to do czego przyzwyczaiły nas propozycje zachodnie, zupełnie jak w przypadku aut, choć pojawiają się już opinie iż biorąc pod ocenę stosunek jakości do ceny, to niestety, ale Chińczycy powoli nie muszą się wstydzić tego co oferują.
Co z cenami? Póki co, producenci maszyn nie specjalnie reagują na rosnącą w siłę chińską konkurencję. Wciąż powtarzając jak mantrę, iż nikt kto kupuje ich maszyny, nie skusi się na maszynę chińską, a rosnąca sprzedaż to głównie maszyny poniżej 5 ton.
Owszem, jednak gdzieś trzeba założyć przyczółek, aby przygotować się do pójścia dalej. Podnoszenie cen, połączone z ogólnym przestojem na rynku i wyhamowaniem inwestycji, mogą w końcu skłonić klientów do myślenia, czy do prostych prac, nie lepiej kupić coś prostszego i tańszego? Co gdy większa ilość osób tak pomyśli i również w przypadku traktorów, koparek czy ładowarek pojawi się 10% udział?
Często chińskie maszyny, zwłaszcza endemity, budzą zmieszanie i niepokój, czy to w ogóle się sprawdzi? Co to jest?, fot. Grzegorz SzularzWywołanie efektu hamowania może być w przypadku branży maszynowej trudniejsze, a to z uwagi na to, iż maszyny mają przynosić zyski. A co za tym idzie, istotny jest nie tylko czynnik w postaci ceny zakupu, ale także to ile trzeba będzie dołożyć do maszyny na potrzeby serwisu, oraz jaką wartość będzie miała maszyna gdy uznamy, iż jej czas w naszej firmie czy gospodarstwie już dobiegł końca.
W przypadku produktów zachodnich, zwłaszcza na przykładzie ciągników widać, jak dobrze niektóre marki potrafią trzymać cenę. Wciąż jednak pozostaje grupa klientów, którzy zwracają mniej uwagi na to co będzie, a bardziej ich interesuje co jest, a jest drogo.
Chińska maszyna: Samo dobro? A może kukułcze jajo?
Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Podobnie jak w przypadku samochodów, często mówi się o tym, iż producenci z Chin, dotowani przez tamtejszy rząd, chcąc wkupić się w rynek, sprzedają swoje produkty po znacznie zaniżonych cenach w stosunku do konkurencji.
Faktem jest, iż wsparcie przez Pekin swoich firm jest silne, a to ułatwia ekspansję. Z drugiej jednak strony na wielu rynkach samochody, także maszyny, są tańsze niż w Europie – przez długi czas było tak w USA, Kanadzie czy Australii.
Obecnie te różnice maleją, nie mniej rynki są podobne, z podobnymi, nieźle zarabiającymi klientami, a mimo to narzędzia pracy były tańsze. Odwrócenie się od lokalnych producentów, na rzecz tańszych propozycji z Chin może poskutkować tym, iż część z nich po prostu nie wytrzyma konkurencji i upadnie, wówczas wolną przestrzeń jeszcze szybciej mogą wypełnić ci drudzy.
Niektórzy twierdzą, iż właśnie taki jest cel, tu można by posłużyć się przykładem branży elektronicznej, gdzie w przypadku telefonów, w zasadzie to Chińczycy rozdają teraz karty.
Aczkolwiek chińscy producenci wiedzą, iż trzeba mieć także produkty, które bardziej trafiają w gusta, droższe i innowacyjne, fot. Grzegorz SzularzCzy za cłami, które płacą klienci, stoją korporacje?
Oczywiście prawdopodobnie przyjdzie czas rozmowy o różnego rodzaju cłach, blokadach czy tworzeniu prawa utrudniającego homologowanie maszyn, jednak to wszystko po części uderzy także w wewnętrzny rynek oraz oczywiście klientów, na których niemal zawsze przenosi się wszelkie koszta.
Pytanie, czy faktycznie klienci muszą utrzymywać rozbuchane do granic możliwości korporacje, które przez lata obrosły w tłuszcz tak bardzo, iż w tej chwili nie ma dla nich pola manewru, a krok wstecz w cennikach, brzmi niemal jak potwarz.

1 dzień temu






