Co do zasadności tego typu działań można mieć pewne wątpliwości, gdyż nie jest to raczej ekonomicznie uzasadnione. Niemniej jednak – jak pokazuje pewien Brytyjczyk – jest to jak najbardziej wykonalne, choć czołg wymaga pewnych przeróbek. Choć mocy mu nie brakuje.
Na youtubowym kanale Mr Hewes prowadzonym przez Joe Hewesa, można znaleźć interesujący film przedstawiający projekt przerobienia 55-tonowego, 750-konnego czołgu Chieftain, będącego swego czasu brytyjskim czołgiem podstawowym, na maszynę rolniczą.
Czemu czołg do orki?
Sam pomysł, choć wydaje się szalony, ma swoje historyczne uzasadnienie, ponieważ jak zauważa autor filmu, po II wojnie światowej kraje były wyniszczone finansowo i brakowało potężnych ciągników zdolnych obrabiać pola. Jednocześnie armie dysponowały nadmiarem bezużytecznych wówczas czołgów. Dlatego Joe Hewes i jego ekipa postanowili wrócić do tej koncepcji, adaptując 55-tonową bestię na maszynę zdolną orać pola.
Nie obeszło się bez przeróbek
Jednak by czołg mógł pracować w polu, ekipa musiała dokonać kilku modyfikacji. Po pierwsze wykonano specjalną płytę adaptacyjną z podnośnikiem, którą zamontowano z tyłu czołgu. Dodatkowo zainstalowano układ hydrauliczny, który pozwolił na sterowanie pługiem obrotowym, którym był 6 skibowy Dowdeswell DP70.
By móc cokolwiek widzieć co dzieje się z tyłu czołgu dołożono również tylną kamerę pozwalającą na obserwację podłączonego z tyłu pługa.
Rezultaty zaskakują
Wyniki eksperymentu były zaskakujące, ponieważ czołg napędzany silnikiem Leyland L60 o mocy około 750 KM, radził sobie zaskakująco dobrze z dołączonym z tyłu pługiem i bez problemów mieścił się w bruzdę, a jakość orki absolutnie nie odbiegała od klasycznych zestawów ciągnik kołowy- pług…
Dla porównania obok pracował ciągnik Massey Ferguson 2720 o mocy 150 KM posiadający napęd 4×4, który momentami zmagał się z ciężką ziemią i tracił przyczepność, a czołg niemal nie czuł oporu pługa. Masa maszyny i gąsienice zapewniały stabilność, której nie posiada żadna kołowa maszyna.
Jednak nie oszukujmy się, to tylko interesujący eksperyment, gdyż koszty są nieadekwatne do rezultatów. Podczas kilku przejazdów czołg spalił ponad 100 litrów paliwa i choć twórca tego eksperymentu przyznał, iż spodziewał się gorszych wyników, to koszt eksploatacji czołgu na dłuższą metę byłby zabójczy dla portfela rolnika.
Producenci ciągników nie mają się czego bać
Ten eksperyment pokazał, iż pod względem czystej siły pociągowej czołg sprawia, iż praca traktora wygląda na nieco marną, ponieważ czołg bez problemu radzi sobie z najcięższymi warunkami glebowymi, gdzie zwykłe maszyny mogą ugrzęznąć.
Jednakże, ze względu na astronomiczne zużycie paliwa oraz trudności logistyczne, czołg pozostanie raczej ciekawostką dla pasjonatów militariów i mechaniki niż realną alternatywą dla współczesnego rolnictwa.

2 godzin temu