Polskie jabłka są groźne dla Brazylii? Podczas gdy polscy sadownicy od ponad dekady odbijają się od biurokratycznej ściany w Brasilii (stolica), Europa szeroko otwiera drzwi dla produktów z Ameryki Południowej. Czy to jeszcze wolny handel, czy już jednostronna kapitulacja? Przyjrzyjmy się absurdalnej asymetrii w relacjach z krajami Mercosur, gdzie bezpieczeństwo żywności staje się kartą przetargową w politycznej grze, a polskie interesy są spychane na boczny tor.
Przeczytaj również – Skażona wołowina z Brazylii trafiła na unijne talerze. Przeciwnicy umowy z Mercosur dostali miażdżące argumenty
Interwencja w Brukseli: Minister Krajewski walczy o polskie sady
Nierównowaga w handlu z Brazylią stała się jednym z głównych tematów rozmów na najwyższym szczeblu unijnym. Minister rolnictwa Stefan Krajewski spotkał się z unijnym komisarzem ds. rolnictwa i żywności, Christophem Hansenem, aby stanowczo podnieść kwestię dostępu do rynków państw trzecich. Minister podkreślił, iż polscy sadownicy są gotowi do natychmiastowego uruchomienia eksportu, a wsparcie Komisji Europejskiej jest niezbędne, aby skrócić lata urzędniczej bezczynności. Polska jasno komunikuje: oczekujemy, iż rok 2026 będzie ostatecznym terminem finalizacji procedur, które w tej chwili hamują rozwój naszego sektora ogrodniczego.
Fitosanitarna blokada w Brazylii kontra skażone mięso w UE
Oficjalny powód, dla którego polskie jabłka wciąż nie mogą trafić na brazylijski rynek, to konieczność zakończenia procedury oceny ryzyka fitosanitarnego (PRA). Brazylijscy urzędnicy od lat „badają”, czy nasze owoce nie zawleką do nich groźnych agrofagów. To proces żmudny i – jak pokazuje praktyka – wybitnie polityczny, zwłaszcza iż Polska odnotowuje potężny deficyt w handlu z Brazylią, który w ostatnich latach regularnie oscylował wokół 1 miliarda euro rocznie.
Tymczasem statystyki eksportowe z 2025 roku zadają kłam narracji o „ryzykownym produkcie”. Polska z powodzeniem wysłała:
- 5 585 ton jabłek do Kolumbii,
- 769 ton do Kostaryki.
Skoro te rynki uznały nasze owoce za bezpieczne, dlaczego Brazylia wciąż zwleka? Odpowiedź staje się wyjątkowo gorzka, gdy spojrzymy na standardy brazylijskiej wołowiny trafiającej do UE. Podczas gdy my musimy udowadniać czystość każdego jabłka, unijny rynek wielokrotnie zmagał się ze skażonym mięsem z Brazylii (m.in. bakteriami Salmonella czy pozostałościami niedozwolonych hormonów). Afery takie jak „Carne Fraca” obnażyły korupcję w tamtejszych inspekcjach, a mimo to import do Europy trwa w najlepsze i prawdopodobnie jeszcze wzrośnie pod szyldem umowy z Mercosur.
Podsumowanie: Otwarcie rynku dla polskich jabłek w 2026 roku nie może być traktowane jako „uprzejmość” ze strony Brazylii. W obliczu nacisków na ratyfikację umowy z Mercosur, pełny dostęp dla polskiej żywności powinien być twardym warunkiem stawianym przez Brukselę. Nie ma zgody na to, by polski sadownik był blokowany przez urzędników w Brasilii (stolica), podczas gdy wątpliwej jakości wołowina zalewa Europę bez większych przeszkód.

5 godzin temu
![Plaga szarańczy na Saharze: Kierowcy przedzierają się przez gigantyczne roje na drodze [WIDEO]](https://agroprofil.pl/cms/wp-content/uploads/2026/02/sahara-szarancza.png)




![Nagły skok cen prosiąt w Polsce. Rolnicy płacą już ponad 300 zł [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/02/26/621233.webp)











