Czy rolnicy zarobią w żniwa?

8 godzin temu
Zdjęcie: Czy rolnicy zarobią w żniwa?


Ostatnie opady deszczu poprawiły nawodnienie gleby w województwie opolskim i uratowały przyszłe plony zbóż. Nie wiadomo, jak będzie z rzepakiem, bo brak deszczu do połowy maja sprawił, iż skutki suszy były widoczne. O aktualną sytuację wegetacji upraw na polach oraz na rynkach rolnych i jak się to przełoży na zysk lub stratę rolników spytaliśmy Mirosława Marciniaka, analityka rynku InfoGrain.

Jakie są zapasy?

Mirosław Marciniak, analityk rynku InfoGrain:

– Tegoroczne zapasy zbóż będą wyższe niż normalnie. Może nie będą jakoś przesadnie wysokie, ale będą wyższe. Ten zapas jest, ale na papierze, jednak – jak widać w ostatnich tygodniach – niekoniecznie jest on dostępny dla kupujących. Pomimo tego, iż ceny, zwłaszcza kukurydzy, w ostatnim czasie dosyć znacząco wzrosły, rolnicy dalej wyczekują. To nie są ceny, które ich zadowalają, więc limitują ten podaż tych zbóż.

Co z plonami?

W przypadku zbóż ostatnie opady na pewno poprawiły sytuację na polach, bo było już faktycznie źle – mówi Mirosław Marciniak. Oczywiście są rejony w Polsce, gdzie tych opadów było mniej, natomiast w niektórych rejonach, na przykład w zachodniej Polsce, gdzie opadów jest wystarczająco, jest potencjał. Więc na dzisiaj oceniam, iż w dalszym ciągu mamy szansę na to, żeby ten zbiór zbóż w Polsce był w okolicach średniej wieloletniej, czyli nie najgorszy. Oczywiście pod warunkiem, iż najbliższe tygodnie nie przyniosą jakiegoś pogorszenia warunków, jak fali upałów czy braku deszczu.

Ceny rosną

– Kupujący w dalszym ciągu nie zabezpieczyli całości swoich potrzeb do końca sezonu. Stąd te wyższe ceny, które obserwujemy. Natomiast większość zapasów, w mojej ocenie, zostanie przeniesiona na nowy sezon. Jak to będzie wpływało na ceny? My i tak w Polsce jesteśmy zależni od tego, co się dzieje na świecie. Czy my zbierzemy milion ton zbóż więcej czy milion ton mniej, to w dalszym ciągu mamy nadwyżkę, którą musimy wyeksportować. A żeby to zrobić musimy być konkurencyjni na świecie, czyli musimy być skorelowani z rynkiem światowym. Więc cenowo i tak to rynek światowy decyduje o cenach w Polsce. Pierwsze szacunki bilansów na nowy sezon wskazują na spadek produkcji i spadek zapasów. Przy czym też trzeba na to spojrzeć szerzej i trzeba wziąć pod uwagę jedną rzecz, iż porównujemy się do poprzedniego sezonu, gdzie mieliśmy rekordowe zbiory i pszenicy i kukurydzy na świecie i mieliśmy wzrost zapasów.

Kluczowy lipiec

– Siłą rzeczy powrót do jakiegoś normalnego poziomu plonów na świecie to i tak jest spadek w stosunku do poprzedniego rekordowego sezonu. Nie będzie tragedii, ale nie będzie też rekordów. Jeszcze kilka tygodni przed nami dla pszenicy, a dla kukurydzy na półkuli północnej kluczowym miesiącem jest lipiec. Więc tak naprawdę pogoda zweryfikuje te obecne założenia.

Co z rzepakiem?

Jeżeli mówimy globalnie o rynku rzepaku to tutaj nie ma tragedii – przyznaje ekspert InfoGrain. Pierwsze bilansy na nowy sezon wskazują na to, iż zbiory będą wysokie. choćby w Europie dzisiaj prognozy mówią o tym, iż zbiory będą na podobnym poziomie jak w poprzednim roku, dlatego, iż areał zasiewów rzepaku w Europie, oprócz Polski, jest zwiększony. W naszym regionie, czyli Czechach, Słowacji, częściowo na Węgrzech i w Polsce kondycja rzepaku wygląda gorzej. Natomiast w pozostałych krajach typu Rumunia, Bułgaria, Niemcy czy Francja, to tam rzepak wygląda dobrze. Dobrze wygląda też Ukraina, więc globalnie nie ma problemu.

Import a ceny

  • – Problem może być w Polsce, ponieważ w tym roku przy spadku produkcji, bo rzepak wygląda źle w wielu regionach Polski, będziemy zmuszeni do importu. Więc tak naprawdę cenę w Polsce będzie wyznaczał parytet importowy. A im szybciej dojdziemy do tego parytetu, tym te ceny przestaną rosnąć. Dzisiaj tak naprawdę handlu rzepakiem na nowym zbiorze nie ma, bo rolnicy też dzisiaj wyczekują. Patrząc, jak te uprawy wyglądają na polach, nie są skłonni do podpisywania kontraktów na rzepak i czekają aż do momentu wjazdu w pola. Przy czym z rzepakiem też trzeba być ostrożnym, o ile mówimy o szacowaniu plonów, bo rzepak bardzo często potrafi zaskakiwać. Czasem wygląda źle, a później jest zaskoczenie wysokimi plonami, bo masa tysiąca nasion jednak jest wyższa. I odwrotnie. Czasem rzepak wygląda bardzo dobrze, a później się okazuje, iż ten rzepak słabo plonuje. Więc dopóki kombajny nie wjadą w pola, to tak naprawdę możemy mówić o jakimś przedziale, o ile chodzi o poziom produkcji. Natomiast choćby patrząc optymistycznie, to nasze zapotrzebowanie już od dwóch, trzech lat przewyższa naszą produkcję rzepaku. Więc my i tak jesteśmy w ostatnich dwóch sezonach importerem netto.
  • rozmawiał: Mariusz Drożdż
Idź do oryginalnego materiału