Ceny wynajmu w Polsce od dawna przestały być tematem do żartów. W większych miastach potrafią szeroko otworzyć oczy, a warszawskie stawki często wyznaczają krajowy sufit. Rodzinom bywa łatwiej, bo budżet domowy zasilają dwie pensje i koszty rozkładają się na dwoje. Gdy jednak ktoś prowadzi jednoosobowe gospodarstwo, matematyka wygląda zupełnie inaczej. I właśnie tu zaczyna się historia o kosztach niezależności.
REKLAMA
Zobacz wideo Student o sytuacji mieszkaniowej w Warszawie. "Ogromne ceny"
Jaki jest średni koszt wynajmu mieszkania w Warszawie? Single nie mają łatwego życia
Warszawa potrafi gwałtownie zweryfikować marzenia o samodzielności. W teorii własne dwa pokoje to symbol dorosłości. W praktyce wystarczy rzut oka na ogłoszenia, by entuzjazm lekko przygasł. Czynsze w stolicy dawno przestały być jedynie "wysokie" i dziś realnie konkurują z wysokością jednej pensji. Eksperci serwisu rynekpierwotny.pl sprawdzili, jak ta układanka wygląda w liczbach. Zestawili przeciętne wynagrodzenia z aktualnymi stawkami najmu i przyjęli zasadę, iż bezpieczny poziom wydatków na mieszkanie nie powinien przekraczać 30 proc. dochodu. To próg, po którym budżet zaczyna być napięty i nie ma w nim za wiele miejsca na oszczędności.
W stolicy przeciętnie zarabiający singiel otrzymuje około 9,9 tys. zł brutto, czyli mniej więcej 7 tys. zł netto. Tymczasem mediana czynszu za dwupokojowe mieszkanie wynosi około 3,6 tys. zł miesięcznie. choćby kawalerka to wydatek rzędu 2,6 tys. zł. Oznacza to, iż już najmniejsze lokum pochłania znacznie więcej niż wspomniane 30 proc. dochodu. A przecież do czynszu dochodzą opłaty administracyjne, prąd, internet, codzienne życie. Nie mówiąc już o drobnych przyjemnościach czy wakacjach, na które raz na jakiś czas każdy powinien pojechać.
Autorzy raportu odwołują się do koncepcji nazwanej "Carrie Bradshaw Index", inspirowanej analizą "The Economist" i główną postacią z serialu "Seks w wielkim mieście". Chodzi o sprawdzenie, czy osoba zarabiająca średnią krajową może pozwolić sobie na samodzielny najem bez wpadania w finansową pułapkę. W europejskim zestawieniu tylko kilka miast, jak np. Bonn, Lyon, Bruksela, Wiedeń czy Berlin spełniło to kryterium. Warszawa nie znalazła się w tej grupie, co mówi wiele o lokalnych realiach.
interesujące jest też to, iż w tej samej analizie pojawia się wątek kredytów hipotecznych. Po obniżkach stóp procentowych rata bywa zbliżona do wysokości czynszu. Różnica polega na tym, iż spłacając kredyt, buduje się własny majątek. Dane Biura Informacji Kredytowej pokazują, iż ponad jedna trzecia kredytobiorców to dziś single, najczęściej młodzi pracujący z kilkuletnim doświadczeniem. To nie jest decyzja bez ryzyka, bo wkład własny i stabilność zatrudnienia wciąż mają znaczenie. Jednak przy obecnych cenach najmu coraz więcej osób zamieszkałych solo zaczyna traktować zakup mieszkania nie jako luksus, ale jako korzystniejszą alternatywę dla wynajmu.
mieszkanie (fot.ilustracyjne)Fot. Grażyna Marks / Agencja Wyborcza.pl
Ile trzeba zarabiać netto, żeby dostać kredyt hipoteczny? Przy takiej pensji bank powie "tak"
W pewnym momencie wiele osób zaczyna liczyć: skoro rata kredytu bywa zbliżona do czynszu, to może lepiej spłacać swoje niż cudze. Tylko iż zanim bank przekaże pieniądze na mieszkanie, trzeba przejść przez sito zdolności kredytowej. I tu zaczynają się konkrety.
Z symulacji opublikowanych przez serwis rankomat.pl wynika, iż singiel zatrudniony na umowę o pracę, bez innych zobowiązań i z umiarkowanymi kosztami życia, przy dochodzie około 4 tys. zł netto może liczyć na kredyt w granicach 300 tys. zł. Przy zarobkach rzędu 5,3-5,5 tys. zł "na rękę" zdolność rośnie do około 400 tys. zł. Dochód na poziomie 6,5-6,7 tys. zł netto otwiera drogę do finansowania w wysokości około 500 tys. zł. To wyliczenia przy kredycie na 25 lat, z oprocentowaniem w okolicach 6 proc., bez dodatkowych rat i limitów na kartach.
Do tego dochodzi wkład własny. Banki wymagają zwykle 10-20 proc. wartości nieruchomości. Przy mieszkaniu za 500 tys. zł oznacza to konieczność zgromadzenia choćby 100 tys. zł oszczędności. Bez tego rozmowa o kredycie często kończy się już na wstępie.
Prognozowane przeciętne wynagrodzenie w 2026 roku ma wynieść około 9420 zł brutto, czyli mniej więcej 6750 zł netto. Przy takim dochodzie zdolność kredytowa może przekroczyć 500 tys. zł. Na papierze średnia pensja pozwala więc myśleć o własnym kącie. W praktyce bank sprawdzi jeszcze historię w BIK, formę zatrudnienia i to, ile zostaje po opłaceniu raty. Przy jednej pensji margines bezpieczeństwa jest po prostu węższy. Kalkulator daje orientację, ale ostateczną decyzję i tak podejmują analitycy. Wynajmujesz mieszkanie czy spłacasz kredyt hipoteczny? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.

2 godzin temu












