Początek roku przyniósł znaczące turbulencje przede wszystkim na rynku surowców. Euforia na cenach metali szlachetnych i gwałtowne cofnięcie na koniec miesiąca powiązane były jednak także z dolarem – zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio. To jednak jeszcze nie koniec amerykańskiej waluty.
Wzrosty cen złota, jak i osłabienie dolara od czasu rozpoczęcia prezydentury Donalda Trumpa mają jeden wspólny mianownik – rosnąca nieprzewidywalność. Choć w przypadku obydwu rynków dynamika była znacznie inna i istnieje szereg czynników inaczej oddziałujących na złoto niż na dolara to jednak inwestorzy zadają sobie jedno pytanie: czy system finansowy oparty na dolarze jest u swojego zmierzchu?
Nie ma wątpliwości, iż w ostatnich latach wydarzyło się wiele, a w ostatnim roku jeszcze więcej rzeczy, które mogą podmywać zaufanie do amerykańskiej waluty. Skokowy wzrost sumy bilansowej Fed zakończony falą inflacyjną, de facto dewaluującą oszczędności gospodarstw domowych podmyła wiarygodność banków centralnych. Inwestorzy uznali, iż skoro to wydarzyło się raz, to wydarzy się ponownie, gdy zajdzie taka (polityczna) potrzeba. A symptomy się nasiliły. Deficyt budżetowy pozostaje bardzo duży pomimo solidnej koniunktury a – wobec zbliżających się wyborów do Kongresu – prezydent Trump wymyśla co chwila nowe wątki wydatkowe. Dodatkowo otwarcie czy też intensyfikacja napięcia na wielu frontach geopolitycznych powoduje naturalny popyt na bezpieczne aktywa, a ponieważ w epicentrum tych napięć jest USA, nie są nimi amerykańskie obligacje.
W oczekiwaniu na dane z USA
To wszystko oznacza, iż fundamenty faworyzują „twarde aktywa”, natomiast wszystko wymaga spojrzenia z odpowiedniej perspektywy. choćby jeżeli „pieniądz papierowy” traci wartość szybciej niż wynikałoby to z celów inflacyjnych, nie jest to równia pochyła. Tym samym na proces utraty wartości powinniśmy patrzeć bardziej w latach niż tygodniach czy miesiącach. Oczywiście rynki nie działają liniowo i mogliśmy obserwować silniejsze dyskontowanie tej rzeczywistości, wydaje się jednak, iż (co również na rynkach nie jest niczym nadzwyczajnym) wkradły się tu przesadne emocje. Odejście od dolara jako waluty rezerwowej przez cały czas nie jest w ogóle oczywiste, a wybór Kevina Warsha na kolejnego szefa Fed może oznaczać, iż mimo wszystko w Białym Domu pozostało głos rozsądku (nawet jeżeli nie jest nim prezydent).
Patrząc już bardziej krótkoterminowo, solidne dane z USA przemawiają raczej za konsolidacją na parze EUR/USD, a to powinno uspokajająco wpływać też na rynek złotego. Dziś istotny dzień, gdyż poza indeksem ISM dla sektora usług (godz. 16:00) mamy raport ADP, a wobec (tym razem raczej bardzo krótkiego) paraliżu rządu prawdopodobnie w piątek nie zobaczymy raportu NFP.
Złoty zaczyna dzień spokojnie. Czekamy na decyzję RPP – naszym zdaniem stopy nie zostaną zmienione. O godzinie 9:45 euro kosztuje 4,22 złotego, dolar 3,57 złotego, funt 4,90 złotego, zaś frank 4,60 złotego.
Źródło: dr Przemysław Kwiecień CFA, XTB

2 godzin temu








