Dalszy ciąg rozkmin związanych z tzw. pewną pracą.

oszczednymilioner.pl 1 tydzień temu

Skończyłem poprzedni wpis na ten temat dość pesymistyczną konkluzją ogólną. W moim przypadku, sytuacja przedstawia się znacznie lepiej.

Prowadzę firmę, nie podpisywałem umowy o zakazie konkurencji. Dostając 3-miesięczne wypowiedzenie i zwolnienie ze świadczenia pracy, pozwolę sobie na długi odpoczynek, za który mi zapłacą. Do tego dodam 6-miesięczne odszkodowanie za niesłuszne zwolnienie i 2 miesiące ekwiwalentu za urlop. Niedawno wszedłem w projekt, który przy 50 godzinach pracy zdalnej miesięcznie (12 godzin tygodniowo), daje mi 70% pensji z obecnej pracy etatowej, przynajmniej przez pewien czas. Kilka podobnych pojedynczych strzałów mam za sobą. Wychodzi na to, iż bez intencji, pracodawca zrobi mi przysługę – da na start prawie roczną pensję i jeszcze sporo wolnego czasu. Za 16 godzin pracy zdalnej tygodniowo, zarobię tyle, co za 28 godzin na etacie (24 godziny stacjonarnej i jeszcze 4-5 zdalnej). Jeszcze raz o mechanizmie.

Pracodawca zakłada świadomie i celowo pewien scenariusz. 3-miesięczne wypowiedzenie nie jest żadną łaską. Zwolnienie ze świadczenia pracy zapobiega działaniom szkodliwym (pracownik np. nie skopiuje baz, nie zniszczy nic w złości) albo typowym skutkom wypowiedzenia (3 miesięczne L4). 6 miesięcy odszkodowania (nazywanego czasem „odprawą”) związanego z porozumieniem, zamyka drogę do sądu pracy, skarg, wizyt w mediach, a w przypadku zarzutu dyskryminacji, mobbingu – wydatki byłyby znacznie wyższe. Zero podejścia charytatywnego – czysty interes.

Rzeczywistość odpowiada dokładnie słowom Roberta Kiyosaki – pewność etatu = 3 miesięczny okres wypowiedzenia. Prawdziwa pewność opiera się na stabilnych podstawach. Zgromadzonych oszczędności, inwestycji, nieruchomości – nie stracę przez redukcję w pracy. Podobnie jak tego co umiem, potrafię. Nikt mi nie odbierze ułożonego budżetu i świętego spokoju. One zostaną ze mną na długo. Warto mieć tego świadomość. Dysponując triadą: płynne oszczędności/inwestycje+stabilne przedmioty przynoszące dochód+niewielkie wydatki, wchodzę w stan FIRE, z pieśnią na ustach. Mogę sobie pracować dorywczo, nie pracować, spokojnie szukać pracy -itd.

Całe zamieszanie, wywołane przez szefów i księgowych, skłoniło mnie do powrotu, do dawno czytanej lektury Nigela Marsha „Fat, forty and fired” (Gruby, czterdziestoletni, zwolniony). Książkę kupiłem lata temu, przeczytałem i odłożyłem na półkę w Apple Books. Posiada ona interesujący podtytuł „Jak straciłem pracę, a zyskałem życie”. I ponownie doznałem olśnienia. Historia grubego, bez kontaktu z rodziną czterdziestolatka, który wylatuje nagle z wysokiego szczebla korpo (był szefem filii międzynarodowej firmy), działa oczyszczająco. Marsh, ojciec czwórki dzieci, opisał swoje życie przed zwolnieniem słowami o upadającym małżeństwie, stresie, dzieciach, którym nie poświęcano czasu i zniszczonym przy okazji świecie. Ale poza negatywnymi myślami miał jeszcze poduszkę finansową (którą nieodmiennie polecam). Firma zachowała się fair i wypłaciła odprawę, oszczędności istniały. Natomiast najważniejszym game changerem ojca, który nigdy nie był obecny, stały się: spadek wagi, uczestnictwo w życiu dzieci oraz zajmowanie się nimi, zmniejszenie wydatków i sport. Rok bez pracy oznaczał odbudowanie wszystkich straconych chwil, szans i relacji. Ponieważ tracąc pracę, zyskujemy też czas oraz motywacje by dokonać zmian. Oczywiście, o ile nie walczymy nerwowo o byt.

Na koniec – smaczek. Słowa pewnego przełożonego, który rozmawiał z pracownikiem, który chciał negocjować warunki zwolnienia: „Lepiej szukać pracy na etacie, niż jako bezrobotny”. Szef pokazał tym samym własny mental i strach. Ponieważ i dla niego (nie był właścicielem, udziałowcem), pomimo wysokiego stanowiska – największym koszmarem wydaje się bezrobocie, łączone powszechnie z nieuniknionymi problemami (niespłacone kredyty, utrata dachu nad głową), znanymi z amerykańskich filmów. Wcale nie musi tak być.

Idź do oryginalnego materiału