Dolar wygrał rundę banków centralnych [Komentarz walutowy]

10 godzin temu

Dolar wychodzi z rundy decyzji banków centralnych jako zwycięzca, spychając EURUSD poniżej 1,15 i umacniając się do 2-miesięcznych szczytów w skali indeksu mierzonego siłą relatywną względem innych walut. Pytanie brzmi jednak, czy to początek nowego trendu, czy raczej szczyt oczekiwań, które trudno będzie dowieźć.

Dlaczego dolar jest teraz mocny

Amerykańska waluta dostała dokładnie to, czego potrzebowała. Fed podniósł stopy o 25 pb do przedziału 3,75 do 4,00 proc., a decyzja była jednomyślna, co samo w sobie było jastrzębim sygnałem po miesiącach wewnętrznych podziałów. Jeszcze ważniejszy okazał się nowy wykres kropkowy, na którym aż 16 z 19 członków komitetu zakłada jeszcze jedną podwyżkę w 2026 r., a prognozy PKB i inflacji bazowej powędrowały w górę przy jednoczesnym obniżeniu oczekiwanej stopy bezrobocia do 4,1 proc. Kevin Warsh dołożył do tego zaskakująco twardą retorykę, stwierdzając, iż letnie odczyty inflacji nie dają podstaw, by sądzić, iż trend uległ poprawie, i iż trudno byłoby mu określić obecne warunki finansowe jako restrykcyjne. Dla rynku był to komunikat, iż Fed odzyskuje wiarygodność i niezależność, mimo nacisków ze strony Białego Domu, gdzie Donald Trump wciąż domaga się stóp na poziomie 1 proc. lub niższym, ale na ten moment wydaje się akceptować politykę Warsha, co samo w sobie jest mocno pro-dolarowym czynnikiem. Efektem był powrót zaufania oraz umocnienie dolara. Kontrast z resztą świata tylko to wzmocnił, bo zarówno Bank Japonii, jak i Bank Anglii rozczarowały. Jen osłabił się mimo historycznej podwyżki do 1,25 proc., bo podział głosów 7 do 2 i gołębia narracja Uedy odebrano jako zapowiedź bardzo powolnego tempa dalszego zacieśniania, a funt stracił po tym, jak BoE utrzymała stopy na poziomie 3,75 proc.

Gdzie tkwi ryzyko dla amerykańskiej waluty

Tu zaczyna się druga strona medalu. Skoro rynek wycenia już bardzo agresywną ścieżkę zacieśniania, przestrzeń do pozytywnego zaskoczenia dla dolara mocno się skurczyła, a największym zagrożeniem staje się rozczarowanie. Obecny jastrzębi repricing wydaje się zbyt intensywny, bo fundamentalnie inflacja bazowa nie rośnie w niepokojącym tempie, a głównym motorem podwyżek pozostaje szok energetyczny, który sam w sobie działa jak podatek dławiący konsumpcję. jeżeli w kolejnych tygodniach dane nie potwierdzą konieczności następnych ruchów, część zakładów za podwyżkami zostanie wycofana, co historycznie nie jest dobrą informacją dla waluty. Dodatkowym elementem jest niewygodny kalendarz, bo zbliżająca się rewizja metodologii liczenia PCE może obniżyć preferowaną przez Fed miarę inflacji, podnosząc poprzeczkę dla kolejnego zacieśnienia. Sygnał ostrzegawczy widać już na innych parach. Spread rentowności dwuletnich obligacji Wielkiej Brytanii i USA skurczył się do zaledwie 6 pb, a mimo to GBPUSD utrzymuje się w okolicach 1,334, co pokazuje, iż sama różnica w stopach nie wystarcza już do napędzania ruchów. To samo dotyczy dolara szeroko. Techniczny obraz EURUSD pozostaje słaby, bo notowania w rejonie 1,147 tkwią poniżej wszystkich trzech głównych średnich kroczących, splecionych i skierowanych w dół, a o odwróceniu trendu będzie można poważnie mówić dopiero po pokonaniu strefy 1,156 do 1,160. Dopóki to nie nastąpi, bardziej prawdopodobne pozostaje testowanie letnich dołków w okolicy 1,132.

Czego oczekiwać w kolejnych tygodniach

Najbliższy scenariusz dla dolara wydaje się dwufazowy. Krótkoterminowo przewaga stopy procentowej oraz relatywna siła amerykańskiej gospodarki, którą sam Warsh tłumaczy boomem inwestycyjnym wokół sztucznej inteligencji, mogą jeszcze podtrzymywać mocniejszego dolara, zwłaszcza wobec jena i funta, gdzie polityka pieniężna okazała się mniej zdecydowana. W dłuższym horyzoncie ryzyko przechyla się jednak w stronę osłabienia, bo rynek zbudował wyśrubowane oczekiwania nie tylko wobec Fedu, ale też wobec EBC, BoE, BoJ i Banku Kanady, a przy każdym z nich łatwiej dziś o gołębią niespodziankę niż o kolejny jastrzębi impuls. najważniejsze będą dwa czynniki. Pierwszym są ceny ropy, bo to one napędzają obecny impuls inflacyjny, a rynek fizyczny wydaje się być już za punktem ekstremum, na co wskazuje cofający się Dated Brent oraz stabilizująca się krzywa terminowa. Ich spadek podważyłby uzasadnienie dla dalszych podwyżek. Drugim jest sam ton kolejnych wystąpień decydentów i napływające dane, w tym środowe wskaźniki PMI oraz decyzja SNB. Nie da się dokładnie przewidzieć kierunku, ale asymetria jest czytelna. To nie liczba dostarczonych podwyżek, ale to, czy uda się utrzymać wiarę w tak agresywnie wyceniony cykl, przesądzi, czy dolar obroni świeżo zdobytą przewagę, czy też odda ją, gdy rynek zacznie kwestionować scenariusz, który dziś wydaje się przesądzony.


Autor: Mateusz Czyżkowski, Analityk Rynków Finansowych XTB

Idź do oryginalnego materiału