Czy zagraniczny kapitał wykupił polską gospodarkę, uzależnił ją od obcych interesów i zablokował rozwój rodzimych firm? Taki obraz coraz częściej pojawia się w publicznej debacie. Problem w tym, iż ta opowieść pomija jedną z najważniejszych lekcji ostatnich trzech dekad: otwarcie polskiej gospodarki na światowy kapitał było jednym z motorów jej modernizacji. Nie oznacza to, iż polskie firmy nie powinny dziś zdobywać silniejszej pozycji na globalnych rynkach. Przeciwnie. Pytanie brzmi jednak, jak to osiągnąć: zamykając się na zagraniczną konkurencję czy tworząc warunki, w których polski biznes będzie mógł z nią skutecznie rywalizować?
O tym właśnie rozmawiali w czwartek 29 października przedstawiciele biznesu, środowiska akademickiego, instytucji pozarządowych oraz polityki. Punktem wyjścia dla dyskusji był raport WEI „Efekt otwartości. Kapitał zagraniczny i jego wpływ na modernizację polskiej gospodarki”, którego główne ustalenia przedstawił autor, Alessandro Petryshyn. Raport pokazuje, jak inwestycje zagraniczne oddziałują na Polskę w pięciu powiązanych ze sobą obszarach: cyfryzacji, kapitale ludzkim, konkurencji, sytuacji konsumentów i atrakcyjności inwestycyjnej. Nie chodzi przy tym wyłącznie o napływ pieniędzy. Zagraniczne przedsiębiorstwa przynoszą technologie i standardy zarządzania, kształcą pracowników, rozwijają sieci dostawców i zmuszają konkurentów do podnoszenia jakości. Ten pośredni wpływ, określany mianem efektu rozlewania (spillover effect), jest równie istotny jak sama wartość inwestycji.
Zagraniczny konkurent może być najlepszą lekcją dla polskiej firmy
Polskie przedsiębiorstwa nie raz pokazały, iż obecność międzynarodowych koncernów nie musi oznaczać słabości krajowego biznesu. Marek Tarnowski, były prezes grupy Mokate, opowiadał o doświadczeniach tej firmy, która analizowała rozwiązania wdrażane zagranicznych konkurentów, a następnie wykorzystała je podczas ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej. – Główny bonus wejścia kapitału zagranicznego to podpatrywanie mechanizmów, które doprowadziły do tego, iż zagraniczne firmy pojawiły się w Polsce – podkreślił. Przywołał też Maspex jako przykład firmy, która wyrosła na jednego z najważniejszych graczy spożywczych w regionie. W takim ujęciu zagraniczny inwestor nie jest wyłącznie konkurentem, ponieważ staje się także źródłem wiedzy, dzięki której polskie przedsiębiorstwa mogą same wchodzić na inne rynki.
Nie oznacza to jednak, iż korzyści przenikają do gospodarki samoistnie i rozkładają się równomiernie. Katarzyna Kala-Kowalska, była prezes DS Smith Polska, przypominała, iż choć obecność międzynarodowych firm przyspieszyła modernizację przemysłu, nie zawsze towarzyszyło jej przenoszenie do Polski najbardziej innowacyjnych rozwiązań. – Fetyszem w Polsce jest PKB, natomiast prawie nigdzie nie mówi się o czymś, co się nazywa net assets, czyli wartością kapitału na głowę mieszkańca. Generujemy te pieniądze, tylko zdecydowanie za mało z nich zostaje u nas w kraju – powiedziała. Wskazywała również na nierówne możliwości optymalizacji podatkowej i skalę kapitału, którym dysponują wielkie koncerny. Z kolei prezes WiseEuropa Maciej Bukowski zwracał uwagę, iż silna pozycja rynkowa dużych korporacji może sprzyjać intensywnemu lobbingowi czy ograniczaniu konkurencji. – Nie ma znaczenia, czy kapitał jest zagraniczny, czy krajowy. Przedsiębiorstwa kierują się przede wszystkim własnym interesem ekonomicznym, który nie zawsze jest tożsamy z interesem całej gospodarki – podkreślił. Alessandro Petryshyn, uznając zasadność tych komentarzy, wskazał, iż nie można traktować zagranicznego kapitału jako problemu samego w sobie, ale jednocześnie należy skupić się na ochronie uczciwej konkurencji. – Polska klasa polityczna musi położyć kres sporom wokół sądownictwa, bo to jedynie odstrasza inwestorów i pozbawia gospodarkę niezbędnych do rozwoju środków – odpowiedział autor raportu.
Local content – szansa na rozwój czy droga do protekcjonizmu?
To właśnie przy rozmowie o tzw. local content, czyli preferowaniu krajowego komponentu w inwestycjach i zamówieniach, ujawniły się największe różnice zdań. Poseł klubu parlamentarnego Centrum Ryszard Petru ostrzegał przed scenariuszem, w którym państwowe spółki dokonują zakupów przede wszystkim u innych spółek z dominującą rolą skarbu państwa. Tak rozumiane „wsparcie” polskości ograniczałoby rywalizację, podnosiłoby koszty i utrudniałoby funkcjonowanie jednolitego rynku europejskiego. – Polskie regulacje są bardzo nieprzyjazne dla biznesu private equity. Jest cała masa rozwiązań, które wbrew pozorom blokują tego typu inwestycje. Mamy główny problem z biurokracją w Polsce, a nie ze sposobem myślenia o firmach zagranicznych – zaobserwował.
Dyskutanci zwrócili również uwagę, iż najtańsza oferta dziś nie zawsze oznacza najkorzystniejszy efekt za kilka lat, zwłaszcza gdy prowadzi do uzależnienia od jednego dostawcy albo utraty krajowych kompetencji. Zamówienia publiczne mogłyby, zaspokajając bieżące potrzeby, także pomagać w rozwoju technologii, kapitału ludzkiego i alternatywnych źródeł dostaw. Spór nie dotyczył zatem samej potrzeby wzmacniania polskiej gospodarki, tylko granicy między uzasadnionym budowaniem zdolności produkcyjnych a protekcjonizmem, jednak w tej sprawie wspólnego stanowiska nie udało się wypracować. Dodatkowego wymiaru dyskusji nadał Wojciech Machulski, rzecznik partii Konfederacja, zwracając uwagę, iż zagraniczni przedsiębiorcy często mogą liczyć na wsparcie polityczne i instytucjonalne swoich państw, podczas gdy polskie firmy nie zawsze otrzymują porównywalną pomoc w zagranicznej ekspansji. – Kiedy się jest odbiorcą kapitału zagranicznego, to on ustala cele. Kiedy się jest eksporterem kapitału, dopiero wtedy można opanować ten mechanizm i czerpać z niego pełnię korzyści. Ważne jest to, żeby konkurencja była uczciwa zarówno w Polsce, jak i w kraju, gdzie lokuje się polski kapitał, a nie żeby dyskryminowała obce firmy – zarekomendował rzecznik. Dlatego, jego zdaniem, potrzebne są zarówno uczciwe reguły konkurencji w kraju, jak i aktywniejsze otwieranie drzwi polskim przedsiębiorstwom na zagranicznych rynkach.
Równe zasady nie zawsze oznaczają równe możliwości
Wiele osób stawiało pytanie czy Polska zapewnia przedsiębiorcom wystarczająco dobre warunki do rozwoju. Dr Arkadiusz Tarnowski, zastępca dyrektora w Biurze Inwestycji PAIH S.A., podkreślał, iż kraj nie przyciąga inwestorów już tylko kosztami pracy, jako iż dziś atutami Polski są lokalizacja, infrastruktura logistyczna, wykwalifikowana kadra i dostępne instrumenty wsparcia. – Kiedy mówimy o potencjale ludzkim naszego rynku, połączmy Rumunię, Węgry i dodajmy Czechy. To, co uzyskamy, będzie wtedy mniej więcej wielkość Polski. Poprzez analogie pokazujemy, jaki jest rozmiar naszej gospodarki i jakie jest jej znaczenie – przekazał. w tej chwili mówimy o wspieraniu inwestycji, a nie wyłącznie inwestycji zagranicznych; od kilku lat najliczniejszą grupę inwestorów w projektach obsługiwanych przez PAIH stanowią bowiem firmy z Polski. Dlatego politykę inwestycyjną warto oceniać przede wszystkim przez pryzmat warunków, jakie tworzy dla rozwoju biznesu, niezależnie od kraju pochodzenia kapitału.
Prof. Andrzej Cieślik z Uniwersytetu Warszawskiego studził natomiast przekonanie, iż o lokalizacji wielkich inwestycji przesądzają ulgi podatkowe, ponieważ w dłuższej perspektywie znaczenie mają stabilność gospodarcza, infrastruktura i dostęp do odpowiednich zasobów. – Strefy początkowo miały stymulować rozwój regionalny, ale później ich rozmieszczenie zostało trochę wypaczone ze względu na lobbing polityczny. Powstały w miejscach, które tak czy inaczej bez tych stref by sobie poradziły – zaakcentował. W debacie wielokrotnie wracał też problem przewidywalności prawa oraz sprawnego rozstrzygania sporów, bo choćby najbardziej atrakcyjne zachęty fiskalne tracą sens, gdy przedsiębiorca nie ma przekonania co do stabilności systemu prawnego danego państwa. Osobnym wyzwaniem pozostaje finansowanie, dlatego iż krajowe firmy często nie dysponują zasobami porównywalnymi z kapitałem międzynarodowych grup, a mniejsze przedsiębiorstwa mają też trudniejszy dostęp do wiedzy o dostępnych formach wsparcia. Uczestnicy zwracali uwagę na potrzebę skuteczniejszego zamieniania oszczędności w inwestycje, wspierania innowacyjności i zwiększania krajowej akumulacji kapitału.
Otwartość gospodarcza w świecie geopolitycznej rywalizacji
Dyskusja pokazała także, iż nie wszystkie inwestycje można oceniać tylko przez pryzmat kosztów, produktywności i liczby miejsc pracy. Jan Domanik, dyrektor departamentu strategii Polskiego Funduszu Rozwoju, wskazywał na rosnącą rolę kapitału chińskiego w części państw Europy Środkowo-Wschodniej i na Bałkanach oraz ryzyko gospodarczych i politycznych zależności, podkreślając konieczność uwzględniania długofalowych uwarunkowań gospodarczych i geopolitycznych przy ocenie inwestycji zagranicznych. – Polska już nie jest tym miejscem, gdzie mamy tanią pracę, i już nigdy nim nie będzie. Musimy się dostosować do innych elementów łańcucha wartości i skupić się w dyskusji na tym, jak wytworzyć odpowiednie zdolności, żeby polskie firmy produkowały lepiej i bardziej efektywnie – stwierdził. W sektorach strategicznych, takich jak wojskowość czy energetyka, kwestia pochodzenia inwestora, bezpieczeństwa technologii i stabilności dostaw może mieć niemałe znaczenie. Inni dyskutanci przestrzegali natomiast przed rozszerzaniem takiego myślenia na całą gospodarkę, dostrzegając zagrożenie, iż ochrona bezpieczeństwa państwa może stać się wygodnym wytrychem do zamykania rynku. Na zakończenie prof. Andrzej Cieślik zwrócił uwagę na szansę, którą otwierają przed Polską zmiany zachodzące w gospodarce niemieckiej, jako iż perspektywa przejęcia niektórych zagranicznych przedsiębiorstw mogłaby oznaczać dla polskiego kapitału dostęp nowych klientów, technologii, marek i doświadczenia. – Gospodarka powinna być zrównoważona, nie powinna się opierać tylko i wyłącznie na usługach, ale również mieć zdywersyfikowaną bazę przemysłową – podsumował prof. Cieślik.
Najważniejsze pytanie po debacie nie brzmi zatem, czy ograniczać kapitał zagraniczny, aby wzmocnić polski biznes, ale jak wykorzystać otwartość gospodarczą, konkurencję i międzynarodowe powiązania do tego, by polskie firmy coraz częściej tworzyły własne technologie, marki i globalne łańcuchy wartości.
Pełny raport Warsaw Enterprise Institute „Efekt otwartości. Kapitał zagraniczny i jego wpływ na modernizację polskiej gospodarki” dostępny jest na stronie WEI.

10 godzin temu



![Nie widzę przeszkód, dowożę wyniki. Dlaczego pracodawcy wciąż boją się zatrudniać osoby z niepełnosprawnościami? [Gość INFOR.PL]](https://g.infor.pl/p/_files/39308000/gosc-inforpl-nowa-minatura-(5)-39308476.jpg)



