Efekt września na giełdzie 2026 – czy S&P 500 znów czeka najgorszy miesiąc w roku?

10 godzin temu

Wrzesień na Wall Street ma fatalną reputację. Od niemal stu lat jest jedynym miesiącem w kalendarzu, w którym indeks S&P 500 notuje ujemną średnią stopę zwrotu. Zjawisko to – znane jako „efekt września” – co roku o tej porze wraca do nagłówków mediów finansowych, budząc niepokój inwestorów. W 2026 roku temat ten nabiera dodatkowego znaczenia, bo rynek wchodzi we wrzesień w warunkach, które analitycy z Wall Street określają jako nietypowe.

Czy historia się powtórzy? A może tym razem statystyczna klątwa zostanie przełamana?

Czym jest efekt września

Efekt września to empirycznie udokumentowana prawidłowość polegająca na tym, iż dziewiąty miesiąc roku wypada na giełdach słabiej niż pozostałe. Według danych sięgających 1928 roku, zgromadzonych przez Dow Jones Market Data, S&P 500 tracił we wrześniu średnio 1,1%. Dane firmy Finaeon, na które powołuje się Fisher Investments w swojej analizie sezonowości, wskazują na średnią -0,7% od 1926 roku – co i tak czyni wrzesień jedynym miesiącem z ujemną średnią stopą zwrotu w skali stulecia.

Prawdopodobieństwo wzrostu S&P 500 we wrześniu wynosi zaledwie ok. 50-52%, podczas gdy w najlepszym pod tym względem grudniu sięga blisko 78%. To jedyny miesiąc, w którym szanse na spadek i wzrost są niemal równe.

Co istotne jednak – i o czym wielu komentatorów zapomina – mediana wrześniowych stóp zwrotu wynosi +0,1%. To pozornie drobna liczba, ale kryje się za nią fundamentalna różnica. Mediana bliska zeru oznacza, iż połowa wszystkich wrześniowych notowań w historii kończyła się na plusie lub w okolicach zera. Przeciętną ciągną w dół pojedyncze, ekstremalne obsunięcia – w tym katastrofalny wrzesień 1931 roku (-29,6%), będący wynikiem kryzysu bankowego i odejścia Wielkiej Brytanii od standardu złota.

Dlaczego wrzesień jest słaby – i czy to w ogóle ma znaczenie

Ekonomiści i analitycy od lat próbują wyjaśnić fenomen słabego września. Wśród najczęściej przytaczanych hipotez pojawiają się czynniki behawioralne – powrót z wakacji, psychologiczny efekt końca lata, skracanie dnia na półkuli północnej i wynikająca z tego zmiana nastrojów. Inni wskazują na wzrost aktywności handlowej po letnim zastoju, co przekłada się na wyższą zmienność.

Fisher Investments w cytowanej wyżej analizie trafnie punktuje, iż żaden z wielkich wrześniowych krachów nie wydarzył się „dlatego, iż był wrzesień”. Każdy miał konkretne, pozakalendarzowe przyczyny. Wrzesień 1974 roku (-11,5%) to szczyt obaw o recesję spowodowaną szokiem naftowym. Wrzesień 2002 (-10,9%) przypadł na schyłek bessy po bańce dotcomów. Wrzesień 2008 to upadek Lehman Brothers. Wrzesień 2022 (-9,2%) to kulminacja podwyżek stóp procentowych przez Fed za kadencji Jerome’a Powella.

Gdyby usunąć te ekstremalnie słabe miesiące, średni wrześniowy zwrot zbliżyłby się do zera. To istotna wskazówka: efekt września jest w dużej mierze artefaktem statystycznym, a nie powtarzalnym wzorcem rynkowym.

Warto też pamiętać o kontrprzykładach. S&P 500 zyskał 2,1% we wrześniu 2024 roku i 3,6% we wrześniu 2025 – to dwa solidne miesiące z rzędu, które powinny schłodzić emocje wokół „klątwy września”. We wrześniu 2010 indeks wzrósł o 8,9%, a w latach 1995-1998 rósł w każdym wrześniu o ponad 4%.

Wrzesień 2026 – punkt wyjścia ma znaczenie

Tu dochodzimy do sedna: jeżeli efekt września w ogóle działa, to nie bezwarunkowo. Analiza przygotowana przez Oppenheimer & Co., opisana przez MarketWatch, pokazuje coś niezwykle istotnego. Firma podzieliła wszystkie wrześniowe notowania od 1950 roku na dwie grupy: te, w których S&P 500 rozpoczynał miesiąc powyżej swojej 200-dniowej średniej kroczącej, oraz te, w których był poniżej.

Wynik jest wymowny. Kiedy indeks wchodził we wrzesień w trendzie spadkowym (poniżej 200-dniowej średniej), tracił średnio ok. 3%. Kiedy trend był wzrostowy – zyskiwał średnio 0,2%. Nie jest to spektakularny wynik, ale różnica między stratą 3% a zyskiem 0,2% to przepaść.

Na koniec sierpnia 2026 roku S&P 500 zamknął się na poziomie 7 686 punktów – znacząco powyżej 200-dniowej średniej kroczącej, która wynosiła ok. 7 123. To ponad 500 punktów zapasu. Indeks jest też zaledwie 1,4% poniżej swojego historycznego szczytu z 13 sierpnia (7 798,99), ustanowionego jako 27. rekord zamknięcia w tym roku.

Ryan Detrick, główny strateg rynkowy Carson Group, przytacza dodatkowe dane, które warto wziąć pod uwagę. Kiedy sierpień kończy się na plusie, a stopa zwrotu S&P 500 od początku roku mieści się w przedziale 10-17,5% – co dokładnie odpowiada sytuacji z 2026 roku (YTD ok. 12,7%) – wrzesień historycznie przynosił średni zysk rzędu 1,0%. Co więcej, w takich warunkach ostatnie cztery miesiące roku kończyły się wzrostem w 10 na 11 przypadków, ze średnim zyskiem 5,6%.

Detrick podkreśla też szeroką bazę obecnych wzrostów. Blisko 70% spółek z S&P 500 notowane jest powyżej swoich 200-dniowych średnich kroczących, co oznacza, iż hossa nie jest napędzana wyłącznie przez garstkę megaspółek technologicznych. Taka szerokość rynku historycznie poprzedza silne, a nie słabe miesiące.

Czynniki ryzyka – Fed, inflacja, geopolityka

Byłoby jednak błędem traktować wrzesień 2026 jako miesiąc wolny od ryzyka. Jest kilka istotnych czynników, które mogą zakłócić optymistyczny scenariusz.

Najważniejszym z nich jest polityka monetarna Rezerwy Federalnej. Kevin Warsh, pełniący funkcję przewodniczącego Fed od maja 2026 roku, wykorzystał swoje wystąpienie na sympozjum w Jackson Hole pod koniec sierpnia, by zasugerować możliwość podwyżki stóp procentowych, jeżeli inflacja utrzyma się powyżej celu 2%. Rynki kontraktów terminowych na fundusze federalne wyceniły prawdopodobieństwo podwyżki we wrześniu na ok. 50-60%. Tak wyrównane szanse – tuż przed posiedzeniem decyzyjnym – historycznie powstrzymują inwestorów od podejmowania dodatkowego ryzyka.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA wzrosła powyżej 4,7%, zbliżając się do najwyższych poziomów z ostatniego roku. Wyższe stopy dyskontowe stanowią zagrożenie dla wycen akcji, szczególnie spółek wzrostowych z sektora technologicznego.

Koncentracja zysków to kolejny powód do czujności. Analiza Charles Schwab pokazuje, iż zaledwie dwie spółki – Nvidia i Micron – odpowiadają za ok. jedną trzecią całkowitego wzrostu zysków rynku w 2026 roku, a dziesięć największych kontrybutorów generuje ok. dwie trzecie. Taka koncentracja czyni indeks wrażliwym na rozczarowanie wynikami choćby jednego z tych gigantów.

Mike Santoli z CNBC zwraca z kolei uwagę na niepokojąco niski poziom indeksu zmienności VIX, który spadł poniżej 15. Santoli określił to mianem „złowieszczej samozadowolenia” – w okresie, gdy sezonowe wzorce zwykle pchają zmienność w górę. Niski VIX w połączeniu z rosnącymi rentownościami obligacji i jastrzębim tonem Fed to mieszanka, która może zaskoczyć zbyt pewnych siebie inwestorów.

Nie można pominąć też napięć geopolitycznych. Pod koniec sierpnia doszło do wymiany uderzeń militarnych między USA a Iranem, co podbija ceny ropy naftowej i wprowadza dodatkowy element niepewności.

A co z polską giełdą?

Efekt września nie jest wyłączną domeną Wall Street. Dane historyczne dla indeksu WIG są równie wymowne. Według analizy Quercus TFI wrzesień na GPW cechuje się zaledwie 41-procentowym prawdopodobieństwem wzrostu – najgorszym wynikiem spośród wszystkich miesięcy. Średnia stopa zwrotu WIG we wrześniu jest ujemna zarówno w krótszym, jak i dłuższym okresie historycznym.

WIG w 2026 roku osiągnął historyczny szczyt na poziomie 154 510 punktów w sierpniu i zakończył miesiąc w okolicach 152 500 punktów. Polska giełda notuje solidny rok, wspierana przez silną koniunkturę w Europie Środkowej, ale jest jednocześnie podatna na globalne zawirowania – szczególnie te związane z polityką Fed i cenami surowców energetycznych.

Dla polskiego inwestora najważniejsze jest to, iż efekt września na GPW historycznie pokrywa się ze wzorcem obserwowanym w USA. jeżeli Wall Street przetrwa wrzesień w dobrej formie, GPW prawdopodobnie pójdzie w jej ślady. Odwrotny scenariusz również jest prawdopodobny.

Jak podejść do września

Efekt września jest zjawiskiem rzeczywistym statystycznie, ale jego wartość prognostyczna jest ograniczona. Sezonowość nie jest siłą sprawczą rynku – jest jedynie odbiciem historycznych zbiegów okoliczności, w których konkretne makroekonomiczne i geopolityczne wydarzenia akurat przypadły na wrzesień.

Nie oznacza to oczywiście, iż wrzesień 2026 musi być dobry. Podwyżka stóp przez Fed, eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie czy rozczarowujące dane makro mogą wywołać korektę niezależnie od sezonowości. najważniejsze jest jednak to, by nie podejmować decyzji inwestycyjnych wyłącznie na podstawie nazwy miesiąca w kalendarzu.

Dla inwestorów, którzy myślą długoterminowo, wrzesień – choćby jeżeli przyniesie chwilową zmienność – historycznie okazywał się dobrym momentem na akumulację pozycji przed silnym czwartym kwartałem.

Idź do oryginalnego materiału