Akcje Ferrari (RACE) przeżyły najgorszą sesję w swojej giełdowej historii. Inwestorzy zareagowali nerwowo nie tyle na samą prezentację pierwszego w pełni elektrycznego modelu Elettrica, co na zaktualizowane prognozy finansowe spółki do 2030 roku oraz wyraźne ograniczenie ambicji elektryfikacyjnych. Z kapitalizacji włoskiego producenta supersamochodów wyparowało w ciągu jednego dnia około 13,5 mld euro.
Najgorszy dzień Ferrari na parkiecie od debiutu giełdowego
Podczas Capital Markets Day, który odbył się w Maranello, kurs akcji Ferrari notowanych na giełdzie w Mediolanie spadał w trakcie sesji choćby o blisko 17 procent, by ostatecznie zamknąć dzień na poziomie 354 euro, niżej o 15,4 procent. To najgorsza sesja od giełdowego debiutu spółki w styczniu 2016 roku. Bliźniacze notowania na New York Stock Exchange straciły 15 procent, kończąc dzień przy 407,38 USD. Kapitalizacja Ferrari na NYSE zmalała do około 77 mld dolarów, a od początku roku akcje znalazły się około 4 procent pod kreską.
Skala przeceny była zaskakująca, biorąc pod uwagę, iż Ferrari od lat uchodziło za jedną z najodporniejszych spółek w branży motoryzacyjnej. Marka z Maranello potrafiła utrzymywać marże operacyjne dwukrotnie wyższe niż większość konkurentów premium, a popyt na jej modele konsekwentnie przewyższał podaż. Tym razem rynek wystawił jednak rachunek za rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a tym, co zarząd zaprezentował inwestorom.
Co adekwatnie pokazała Ferrari? Elettrica wjeżdża na scenę
Sercem prezentacji w Maranello była techniczna premiera Ferrari Elettrica, czyli pierwszego w pełni elektrycznego samochodu w historii marki. Włosi pokazali gotowe do produkcji podwozie wraz z baterią i napędem, choć kompletny samochód w finalnej karoserii ma zostać zaprezentowany dopiero podczas globalnej premiery w 2026 roku. Pierwsze dostawy do klientów zaplanowano na końcówkę przyszłego roku.
Z technicznego punktu widzenia Elettrica robi wrażenie. Cztery silniki elektryczne generują ponad 1000 koni mechanicznych, samochód ma cztery drzwi i cztery pełnowymiarowe miejsca, a bateria o pojemności 122 kWh brutto, dostarczana przez SK On, ma zapewniać około 530 km zasięgu w cyklu WLTP. Architektura elektryczna pracuje natywnie w napięciu 800 V, co przekłada się na szybkie ładowanie i lepszą efektywność energetyczną. Wszystkie najważniejsze komponenty, od pakietów bateryjnych przez e-osie po falowniki, powstają w nowym budynku e-building w Maranello.
Cena? Ferrari oficjalnie jej nie ujawniło, ale według wcześniejszych informacji agencji Reuters Elettrica ma kosztować co najmniej 500 tys. euro, czyli ponad 2 miliony złotych. To pozycjonuje ją w segmencie absolutnego top premium, na półce z hiperautami konkurencji.
Dlaczego spadły akcje? EV nie jest powodem
Paradoksalnie, sama premiera Elettriki nie była głównym powodem nerwowej reakcji rynku. Analitycy zwracają uwagę, iż inwestorów rozczarowały konkretne liczby w nowej strategii finansowej do 2030 roku.
Ferrari zaktualizowało prognozę przychodów netto na bieżący rok w górę do co najmniej 7,1 mld euro (wobec wcześniejszych „ponad 7 mld euro”). Jednak cel na 2030 rok został wyznaczony na poziomie około 9 mld euro przychodów oraz co najmniej 3,6 mld euro EBITDA, co według analityków Citi znalazło się poniżej choćby ich konserwatywnego scenariusza „niższego wzrostu”. Rynek liczył na bardziej dynamiczną ścieżkę.
CEO Benedetto Vigna bronił celów argumentem o realizmie, mówiąc, iż spółka nie może zobowiązywać się do tego, czego nie jest pewna, iż dostarczy. Komentarz ten oddaje istotę problemu: po latach przyzwyczajania inwestorów do regularnego podnoszenia prognoz, Maranello postawiło na ostrożność, a giełda nie wybacza takich zmian narracji spółkom wycenianym jak akcje wzrostowe luksusowych marek modowych.
Jak trafnie zauważył jeden z komentatorów rynku, 15-procentowy spadek mówi mniej o pogarszaniu się fundamentów Ferrari, a więcej o tym, co dzieje się z drogimi spółkami wzrostowymi, gdy ich projekcje wzrostu zostają zrewidowane w dół. Wskaźniki Ferrari, oscylujące przed sesją wokół 50-krotności zysków, zakładały kontynuację ponadprzeciętnej dynamiki.
Mniej elektryczna przyszłość, niż obiecywano
Drugim filarem rozczarowania była rewizja celów elektryfikacyjnych. W planie z 2022 roku Ferrari zakładało, iż w 2030 roku jego oferta będzie się składać w 40 procent z samochodów w pełni elektrycznych, w 40 procent z hybryd i w 20 procent z modeli ze spalinowym sercem (ICE).
Nowa strategia, ogłoszona w Maranello, odwraca te proporcje. Cel udziału aut elektrycznych spadł z 40 do 20 procent, podczas gdy modele spalinowe zajmą 40 procent miksu. Vigna przyznał, iż przy takich założeniach „rozsądnie jest oczekiwać” wprowadzenia drugiego elektrycznego Ferrari w okresie objętym planem do 2030 roku, choć wcześniejsze nieoficjalne doniesienia wskazywały, iż drugi model EV może pojawić się nie wcześniej niż w 2028 roku, między innymi z powodu słabego popytu na elektryczne supersamochody.
Ferrari nie jest tu odosobnione. Volvo Cars, Mercedes-Benz, Porsche czy Aston Martin w ostatnich kwartałach również skorygowały swoje ambicje EV, wskazując na brak przystępnych cenowo modeli, wolniejszy od oczekiwań rozwój infrastruktury ładowania oraz silną konkurencję ze strony chińskich producentów. Decyzja Maranello wpisuje się więc w szerszy trend w branży, ale dla inwestorów, którzy wierzyli w narrację „Ferrari liderem luksusowej elektromobilności”, był to jednoznaczny sygnał spowolnienia transformacji.
Co poza Elettriką? Cztery premiery rocznie i strategia lifestyle
Z perspektywy operacyjnej plan do 2030 roku zawiera kilka mocnych elementów. Ferrari zapowiedziało, iż w latach 2026 – 2030 będzie wprowadzać średnio cztery nowe modele rocznie. Aktywna baza klientów wzrosła od 2022 roku o około 20 procent, do 90 tys. zamożnych nabywców, a spółka planuje pogłębiać relacje z nimi, otwierając nowe centra personalizacji Tailor Made w Tokio i Los Angeles w 2027 roku.
Coraz większą rolę w strategii odgrywa segment lifestyle. Flagowe sklepy mają zostać uruchomione w Londynie i Nowym Jorku w 2026 roku, a oferta dóbr luksusowych i doświadczeń dla właścicieli oraz fanów marki zostanie poszerzona. To wpisuje się w model biznesowy bliższy domowi mody niż klasycznemu producentowi samochodów. Analitycy JPMorgan w komentarzu po prezentacji pozostali pozytywnie nastawieni, podkreślając, iż popyt przez cały czas znacząco przewyższa podaż, a nadchodząca premiera nowego Supercaru może istotnie wesprzeć rentowność.
Co dalej?
Premiera Ferrari Elettrica to historyczny moment dla marki z Cavallino Rampante. Pierwszy w pełni elektryczny samochód z Maranello robi techniczne wrażenie i pokazuje, iż Włosi są w stanie zaoferować elektromobilność na własnych warunkach. Problem w tym, iż inwestorzy oczekiwali nie tylko technologicznego pokazu siły, ale także ambitnych prognoz finansowych i niezachwianej wiary w elektryfikację. Dostali tymczasem konserwatywne cele do 2030 roku i wyraźne ograniczenie udziału EV w strukturze sprzedaży, co zaowocowało najgorszą sesją w historii notowań RACE. Tym samym Ferrari zafundowało rynkom lekcję, którą luksusowe spółki wzrostowe powinny dobrze zapamiętać: na giełdzie choćby najpiękniejszy samochód nie obroni przeciętnej prognozy.

2 godzin temu





