Najprościej:Przyczyny tego stanu rzeczy możemy podzielić na dwie kategorie: ekonomiczne i mentalne.
Teraz czas na rozwinięcie. Jak napisałem w sierpniu – Freedom 55, czyli własna, wcześniejsza emerytura wymaga posiadania kapitału w wysokości 1,5 mln zł. Można próbować z mniejszymi kwotami, ale narażamy się albo na ryzyko wyczerpania środków z worka, albo dorabianie (niepełną emeryturę). Ilu znacie ludzi, którzy mają 1.5 mln zł w inwestycjach, majątku, wolnych środkach i do tego mieszkanie/dom/kampera/jacht. W mojej bańce, ludzi zarabiających przez lata od 2 do 5 średnich krajowych na rodzinę, tworzących zbiór ok. 100 rodzin, otrzymujących czasami istotne darowizny (np.mieszkanie, mieszkanie+działka, wkład własny na dom) wszystkich policzyłbym na palcach jednej, maksymalnie dwóch rąk. W populacji – na pewno mniej niż 5 %. Większość, co podają wszystkie media dość regularnie nie posiada choćby 30 tys. zł oszczędności. 75% nie zebrała więcej niż 100 tys. zł. Co to oznacza? Że o wcześniejszej emeryturze mogą pomarzyć.
Znowu ciśnie się na usta pytanie – dlaczego – skoro na 1.5 mln złoży się:
- 1000 zł miesięcznych oszczędności przez 30 lat przy stopie zwrotu 8%,
- 4166 zł miesięcznie przez 30 lat, jeżeli chowaliśmy kasę do skarpety.
Niewątpliwie, o ile założymy inflację równą stopie zwrotu (obligacje) odłożenie dzisiejszych 4167 zł dla rodziny z dochodem 30.000 zł nie stanowi problemu. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja ekonomiczna ludzi zarabiających mniej. W końcu, przy 30k dochodu mówimy o stopie oszczędności (relacja: oszczędności/dochód netto) na poziomie niespełna 14%, przy 10k już 42%. choćby ktoś, kto jak my, zarabia ok. 2,5 średniej krajowej, powinien po prostu kupować obligacje za 30% swojej pensji. I tu z ekonomii/matematyki przechodzimy dalej.
Mental. Co takiego dzieje się w głowie ludzi zarabiających 2.5 średniej krajowej (ok. 16 tys zł netto), iż unikają myśli o wcześniejszej emeryturze?
Powód 1. Brak wiedzy. Wiedza to istotny składnik mentalu. o ile nie wiesz, iż możesz przejść na emeryturę 10 lat przed czasem, nie zrobisz tego. Podobnie, gdy nie masz świadomości, jak to zrobić (poprawna odpowiedź: Odkładać i inwestować 2000-3000 zł czyli od 13,4 do 20% dochodów.)
Powód 2. Niewiara we własne siły. Myślenie – wprawdzie Oszczędny milioner może to zrobić z trójką dzieci, ale ja nie, ponieważ……. (tu pada szereg wymówek). Prawda jest inna – z pomysłem wcześniejszej prywatnej emerytury poradziło sobie mnóstwo osób. Jak wiemy, wielu przeszło na nią po 30-tce.
Powód 3. Lęk. Co się stanie, gdy inflacja pójdzie do góry? Co zrobię przy delflacji/spadku giełdy/potrzeby poniesienia dużego wydatku itd.? Doskonale rozumiem takie lęki, ale podobnie jak przy duchach, ciemności itd. lęk trzeba zwalczać w sobie, gdyż nie przynosi nic dobrego.
Powód 4. Strach. W odróżnieniu od lęku, strach jest racjonalny. Boimy się czegoś istniejącego. Ludzkich wypowiedzianych opinii („jesteś leniem”, „co powiedziałby Twój ciężko pracujący ojciec”), własnych błędów, zatrzymania gospodarki. Obroną przed strachem staje się dobre przygotowanie, warianty awaryjne itp. Warto o nich pomyśleć.
Powód 5. Nieprzeznaczanie czasu w rzeczy ważne. Wielu współczesnych pracowników i jednoosobowych przedsiębiorców jest tak zajętych czynnościami zawodowymi, iż zwyczajnie brakuje im godzin w ciągu dnia, żeby pomyśleć o sprawach strategicznych, jak własne bezpieczeństwo finansowe. Słynny Stephen Covey wprowadził do literatury sukcesu pojęcie „ostrzenie piły”, jako synonim „dbania o własne możliwości wykonawcze” albo typowo polskiego „tu trzeba usiąść i pomyśleć na spokojnie” i nie sposób się z nim zgodzić. Francuskie przysłowie mówi „Stracić beczkę dla garści wiórów”, a więc poświęcić rzeczy istotne dla mniej ważnych. Dokładnie tak zachowuje się wielu przedstawicieli klasy średniej – poświęcając miesiąc na planowanie wakacji (a choćby tygodnia na ustalanie wystroju stołu podczas kolacji i kilku godzin na retusz zdjęcia przed wrzuceniem do mediów społecznościowych), zamiast na założenie rachunku inwestycyjnego, przeczytanie książki o inwestowaniu. Mam znajomego, który świetnie nadaje się na przykład: dwa etaty, dobrze zarabiająca żona, jedno dziecko, ale inwestycje zerowe, kredyt na auto, wakacje 4 razy w roku i za każdym razem działają z żoną tak:
- wydanie połowy pensji w galerii – 10 minut na podjęcie decyzji (powtarzane co miesiąc),
- studiowanie tematu jak wybrać ujęcia do fotografii ze spotkania towarzyskiego – godziny oglądanych filmików i instrukcji,
- zakup roweru, nart, butów do biegania, wczasów – miesiąc kilkugodzinnych analiz i konsultacji (w sumie 100 godzin), ale już o wiele droższy samochód kupuje wg renomy marki.
I nagle staje się oczywiste, dlaczego niewielkiej w sumie rodzinie (specjaliści lekko po 50-tce, dobre zawody, rodziny z tradycjami), która otrzymała pomoc na starcie, (dwa małe mieszkania, z których jedno posłużyło na wkład własny do większego) zarabiającej od wielu lat na poziomie 3.5 średnich krajowych (dzisiaj ok. 25 tys. zł netto) wiecznie brakuje pieniędzy na oszczędności. Poświęca cały wolny czas na rzeczy nieistotne, optymalizowanie marginalnych zakupów, a brakowało go na znalezienie odpowiedzi na pytania ważne: jak wcześniej spłacić kredyt, ile kosztuje serwis aut pewnej japońskiej, uznanej marki (podpowiadam „Motor” pisał o częściach 2-3 razy droższych niż np. w Toyocie), czy można zrezygnować z wczasów 4 razy do roku, ale za to założyć IKZE itd.
Na koniec pewna refleksja historyczna. Generałowie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i dowódcy z Kampanii Wrześniowej, którzy przedostali się za żelazną kurtynę, mieli często po 50-60 lat. Przez lata żyli sobie nieźle wynagradzani i odcięci od trosk materialnych. Praktycznie żaden z nich nie dostał brytyjskiej emerytury, a w tym wieku posiadali jeszcze dzieci i niepracujące żony na utrzymaniu. Co zrobili? Poszli do pracy fizycznej. Jeden był barmanem, inny tapicerem, jeszcze inny pracował jako magazynier w fabryce praktycznie do śmierci w wieku 75 lat. Planując swoją starość trzeba wziąć pod uwagę i takie scenariusze.









