FTMO – największa firma prop tradingowa na świecie z przychodami przekraczającymi 329 mln USD w 2024 roku – dokonała istotnej zmiany w sposobie prezentowania swoich usług. Firma zrezygnowała z mówienia o „funded accounts” (kontach fundowanych) i podziale zysków. Zastąpiła je nowym pojęciem: „rewards” – nagrodami za dane generowane w procesie symulowanego tradingu. To zmiana, która na pierwszy rzut oka wygląda na kosmetyczną ale w praktyce może przebudować cały model marketingowy branży proptradingowej.
Co dokładnie się zmieniło?
Zaktualizowany regulamin FTMO – General Terms and Conditions z 1 grudnia 2025 roku – operuje zupełnie innym językiem niż wcześniejsze wersje. najważniejszy fragment brzmi następująco:
„If you successfully complete the Evaluation Process… you gain access to the FTMO Account and may receive a reward for the data you generate in your FTMO Account.”
Trader, który przejdzie proces ewaluacji, uzyskuje więc dostęp do konta FTMO i „może otrzymać nagrodę za dane wygenerowane na tym koncie”. Nie za zyski. Nie za wyniki. Za dane.
Ten sam język pojawia się na stronie głównej FTMO oraz konsekwentnie w całej sekcji FAQ. Na przykład w opisie procesu wypłat firma pisze wprost:
„Although FTMO Traders trade with fictitious capital only, they are entitled to receive a reward in the form of real money.”
Innymi słowy – traderzy handlują wyłącznie fikcyjnym kapitałem. Mają natomiast prawo do nagrody w formie prawdziwych pieniędzy.
Firma wielokrotnie podkreśla też, iż trader „na żadnym etapie nie handluje prawdziwymi pieniędzmi”, a wypłata nie jest pochodną osiągniętego zysku, ale odzwierciedleniem wartości danych, które trader wygenerował.
To fundamentalna zmiana narracji. Jeszcze do niedawna FTMO posługiwało się językiem sugerującym, iż trader otrzymuje realne konto finansowane i dzieli się zyskami z firmą. Dziś ta terminologia zniknęła z oficjalnych komunikatów.
Przejęcie OANDA jako katalizator zmian
Zmiana języka FTMO nie nastąpiła w próżni. 1 grudnia 2025 roku firma oficjalnie sfinalizowała przejęcie OANDA Global Corporation – jednego z najstarszych i najbardziej renomowanych brokerów online na świecie, działającego od 1996 roku. Transakcja wymagała uzyskania zgody od pięciu organów regulacyjnych i trwała około ośmiu miesięcy. FTMO nabyło OANDA od funduszu CVC Asia Fund IV, a doradcami finansowymi byli J.P. Morgan (po stronie FTMO) oraz Nomura i Santander (po stronie CVC).
OANDA posiada licencje regulacyjne w ośmiu kluczowych jurysdykcjach: Nowy Jork, Toronto, Londyn, Warszawa, Singapur, Tokio, Brytyjskie Wyspy Dziewicze i Sydney. Dla FTMO oznacza to wejście w świat, w którym każde słowo w regulaminie, każda obietnica marketingowa i każdy opis produktu podlega kontroli wielu nadzorców jednocześnie.
Współzałożyciel i CEO FTMO Otakar Šuffner ujął to tak: firma chce budować „trading powerhouse” – globalną grupę obejmującą nowoczesny prop trading, usługi brokerskie oraz narzędzia dla traderów. Taka ambicja wiąże się z zupełnie innym poziomem odpowiedzialności regulacyjnej niż prowadzenie firmy prop tradingowej operującej w szarej strefie.
To właśnie presja compliance związana z przejęciem OANDA jest najprawdopodobniejszym powodem przebudowy języka FTMO. Żadna firma prop tradingowa w historii nie przeszła tak intensywnej kontroli regulacyjnej. jeżeli FTMO zdecydowało się na tak istotne zmiany, niemal na pewno było to wynikiem analiz prawnych prowadzonych w kontekście utrzymania zgodności z przepisami w wielu jurysdykcjach.
Regulatorzy coraz bliżej prop tradingu
Zmiana FTMO wpisuje się w szerszy trend regulacyjny, który nabiera tempa w 2025 i 2026 roku. Europejscy regulatorzy coraz intensywniej przyglądają się firmom prop tradingowym.
W marcu 2024 roku belgijski organ nadzoru FSMA jako pierwszy w UE wydał ostrzeżenie publiczne, opisując prop trading jako „shadow investment game” – grę w cieniu inwestowania, w której konsumenci „grają na kontach demo”. W lipcu 2024 roku włoski Consob poszedł dalej, nazywając firmy prop tradingowe „finansowymi grami wideo mającymi na celu przechodzenie testów umiejętności.”
Szczególnie istotne jest stanowisko Czeskiego Banku Narodowego (CNB) – regulatora w kraju, w którym zarejestrowane jest FTMO. W czerwcu 2024 roku CNB stwierdził, iż modele biznesowe firm prop tradingowych „mogą podlegać ramom regulacyjnym MiFID”. Jednocześnie w październiku 2024 roku CNB doprecyzował, iż platformy prop tradingowe operujące na kontach demo nie wymagają autoryzacji jako podmioty regulowane – pod warunkiem, iż pozostają w modelu symulowanym.
I tutaj zamyka się logika działań FTMO. Firma przesunęła swój język maksymalnie w stronę „symulacji” i „danych” właśnie po to, żeby jednoznacznie mieścić się w modelu demo – tym, który czeski regulator uznał za niewymagający licencji. Jednocześnie jako właściciel OANDA firma ma do dyspozycji pełne zaplecze brokerskie dla tych traderów, którzy chcą przejść na realny handel.
Na poziomie unijnym perspektywa regulacji też się zacieśnia. ESMA w lutym 2026 roku przypomniała firmom o zobowiązaniach wynikających z interwencji produktowej w zakresie CFD, sygnalizując, iż nazwy produktów nie mają znaczenia dla ich klasyfikacji regulacyjnej – liczy się ich faktyczna natura.
Fala upadków i lekcja dla branży
Zmiana FTMO nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście tego, co stało się z branżą w latach 2024-2025. Według analizy VeritasChain w tym okresie z rynku zniknęło od 80 do 100 firm prop tradingowych – to około 13-14% wszystkich globalnych operatorów. True Forex Funds, SurgeTrader, Fidelcrest – lista ofiar jest długa.
Przypadek MyForexFunds jest pouczający z innego powodu. CFTC – amerykański regulator rynków kontraktów terminowych – zamroził aktywa firmy w sierpniu 2023 roku, oskarżając ją o pobieranie 310 mln USD opłat od 135 tysięcy traderów. Sprawa zakończyła się jednak spektakularnym zwrotem: w maju 2025 roku sąd oddalił pozew CFTC i nakazał regulatorowi zapłatę ponad 3,1 mln USD kosztów procesowych firmie MyForexFunds. Pięciu pracowników CFTC zostało zawieszonych.
Ten precedens pokazuje, iż klasyfikacja prawna firm prop tradingowych jest wciąż niejasna. Nie ma jednoznacznych regulacji ani w USA, ani w UE. Firmy, które chcą przetrwać, muszą same wyprzedzać regulatorów – i to właśnie robi FTMO.
„Nagrody za dane” – skąd ten pomysł?
Model „nagród za dane” daje FTMO kilka konkretnych korzyści prawnych. Po pierwsze, odcina jakikolwiek argument, iż firma oferuje usługi inwestycyjne. Skoro trader handluje fikcyjnym kapitałem i nigdy nie dotyka prawdziwego rynku – nie ma mowy o instrumencie finansowym, usłudze maklerskiej ani produkcie inwestycyjnym. Firma pozostaje poza zakresem MiFID II.
Po drugie, eliminuje ryzyko klasyfikacji wypłat jako opcji binarnych. Stała wypłata oparta na wyniku na „koncie finansowanym” może wyglądać w oczach regulatora jak opcja zero-jedynkowa: albo trader osiąga zysk i dostaje wypłatę, albo nie. Opcje binarne są zakazane w UE dla klientów detalicznych od 2018 roku. jeżeli jednak wypłata jest „nagrodą za wartość danych” – a nie pochodną wyniku handlowego – ten problem znika.
Po trzecie, daje firmie większą swobodę w kształtowaniu zasad. jeżeli wypłata jest wynagrodzeniem za dane, FTMO może ją dowolnie modyfikować, ograniczać lub uzależniać od dodatkowych kryteriów – bez ryzyka, iż trader podniesie zarzut naruszenia umowy o podział zysków.
Argument o wartości danych FTMO wzmacnia posiadaniem Quantlane – tradycyjnej firmy proprietary trading, przejętej w 2023 roku. Quantlane handluje własnym kapitałem na realnych rynkach, a jej zespół składa się z matematyków, inżynierów i quant traderów. FTMO może więc wiarygodnie twierdzić, iż dane generowane przez traderów na platformie mają realną wartość analityczną – bo Quantlane je potencjalnie wykorzystuje.
Co to oznacza dla polskiego tradera?
Dla polskiego tradera korzystającego z FTMO zmiana ta ma kilka praktycznych konsekwencji. Mechanika pozostaje identyczna – dalej przechodzisz challenge, dalej handlujesz na koncie FTMO, dalej możesz wypłacić do 90% symulowanego zysku (w modelu 1-Step) lub 80% z możliwością skalowania do 90% (w modelu 2-Step, zgodnie ze Scaling Plan). Kwoty się nie zmieniły, proces się nie zmienił.
Zmienił się natomiast charakter prawny relacji. Wcześniej trader mógł argumentować, iż posiada „konto finansowane” i ma prawo do „udziału w zyskach.” Teraz regulamin jasno mówi, iż handluje fikcyjnym kapitałem, a wypłata jest nagrodą, której przyznanie zależy od oceny wartości wygenerowanych danych. To drobna, ale istotna różnica – szczególnie w przypadku ewentualnego sporu.
Polska perspektywa jest o tyle ciekawa, iż OANDA posiada regulowany podmiot w naszym kraju. FTMO buduje więc swoją infrastrukturę w sposób, który bezpośrednio dotyka polskiego rynku finansowego. Warto to obserwować.
Czy reszta branży pójdzie za FTMO?
FTMO od lat wyznacza standardy w branży prop tradingu. Firma była pierwsza we wprowadzeniu modelu dwuetapowej ewaluacji, pierwsza w oferowaniu zwrotu opłaty za challenge po udanej ewaluacji, pierwsza w skalowaniu kont do 2 mln USD. Branża regularnie kopiuje rozwiązania FTMO, często z kilkumiesięcznym opóźnieniem.
Zmiana na model „nagród za dane” ma duże szanse stać się kolejnym standardem. Zwłaszcza iż regulacyjny krajobraz w Europie zaostrza się w 2026 roku, a firmy prop tradingowe coraz częściej działają w symbiozie z regulowanymi brokerami – jak IC Funded (IC Markets), ThinkCapital (ThinkMarkets) czy Blueberry Funded (Blueberry Markets).
Jednocześnie zmiana ta niesie ryzyko marketingowe. Ludzie kupują challenge w prop firmach, bo chcą czuć, iż „handlują prawdziwymi pieniędzmi” i „dzielą się zyskami.” jeżeli oficjalny przekaz mówi, iż grają na demo i dostają pieniądze za dane – urok może osłabnąć. W wysoce konkurencyjnej branży, gdzie marketing odgrywa kluczową rolę, to nie jest mała sprawa.
Podsumowanie
Zmiana języka FTMO to nie kosmetyka. To strategiczna decyzja prawna wymuszona przejęciem regulowanego brokera OANDA i rosnącą presją europejskich organów nadzoru. Firma celowo odcięła się od narracji o „fundowanych kontach” i „podziale zysków,” zastępując ją modelem „nagród za dane wygenerowane w symulowanym tradingu.”
Dla traderów w praktyce kilka się zmienia – wypłaty, procenty, proces ewaluacji pozostają takie same. Zmienia się natomiast pozycja prawna tradera wobec firmy i – co być może ważniejsze – kierunek, w jakim zmierza cała branża. FTMO, dysponujące przychodami na poziomie 329 mln USD, globalną infrastrukturą brokerską i działem tradingu algorytmicznego Quantlane, gra w zupełnie innej lidze niż większość firm prop. A tam, dokąd idzie FTMO, reszta branży zwykle podąża.
Warto obserwować, czy w nadchodzących miesiącach inne firmy prop tradingowe zaczną kopiować ten model. jeżeli tak – „funded account” jako pojęcie marketingowe może niedługo odejść do historii.

2 godzin temu







