Funt umacnia się. Polityczny chaos w Londynie zażegnany szybciej, niż ktokolwiek zakładał

8 godzin temu

Jeszcze dwa tygodnie temu inwestorzy masowo pozbywali się brytyjskich aktywów. Rezygnacja premiera Starmera, widmo przeciągającego się kryzysu politycznego i rosnąca popularność skrajnej prawicy – to był przepis na przecenę funta. Tymczasem w czwartek rano kurs GBP/USD spokojnie testuje okolice 1,34. Co się zmieniło?

Rynki nie lubią niepewności, ale potrafią błyskawicznie ją wycenić i przejść dalej – pod warunkiem, iż pojawi się czytelny scenariusz. I właśnie taki scenariusz dał im Andy Burnham.

Kiedy 22 czerwca Keir Starmer stanął przed kamerami pod Downing Street 10 i oznajmił, iż odchodzi, funt stracił w ciągu dwóch sesji prawie dwa centy wobec dolara. Inwestorzy mieli w pamięci chaos po rezygnacji Liz Truss, wojnę frakcji w Partii Konserwatywnej, kolejkę kandydatów, tygodnie jałowych przepychanek. Obawiali się powtórki.

Nic takiego nie nastąpiło. Burnham – były burmistrz Manchesteru, polityk z doświadczeniem rządowym jeszcze z czasów Browna i Blaira – wrócił do parlamentu tydzień przed rezygnacją Starmera, wygrywając wybory uzupełniające w Makerfield z przewagą ponad 9 tysięcy głosów nad kandydatem Reform UK. Jego potencjalni rywale – Wes Streeting i Angela Rayner – wycofali się jeden po drugim, publicznie udzielając mu poparcia. Dziś, 9 lipca, formalnie otwierają się nominacje, ale konkurs wygląda na rozstrzygnięty, zanim się na dobre zaczął. Rynek zakłada, iż nowy premier obejmie urząd przed 20 lipca.

Dla traderów walutowych to informacja kluczowa: zamiast tygodni niepewności dostali miesiąc od kryzysu do rozwiązania. Premia za ryzyko polityczne, która przez chwilę podbijała rentowności giltów i ciążyła na Cable’u, w zasadzie wyparowała.

Fundamenty grają na korzyść funta

Stabilizacja polityczna to jednak tylko jedna strona medalu. Funt umacnia się również dlatego, iż Bank Anglii nie ma zamiaru ciąć stóp – i rynek dobrze o tym wie.

Od marca, kiedy BoE zdecydował się na ostatnią obniżkę (o 25 punktów bazowych, do 3,75%), Komitet Polityki Monetarnej konsekwentnie głosuje za utrzymaniem status quo. W czerwcu decyzja zapadła stosunkiem 7 do 2. Inflacja CPI trzyma się na poziomie 2,8 proc. i nie wykazuje chęci do dalszych spadków, a inflacja bazowa – 2,6 proc. – pozostaje wystarczająco uporczywa, by zamknąć dyskusję o luzowaniu.

Na tle Rezerwy Federalnej, która wprawdzie rozważa podwyżkę, ale jednocześnie boryka się ze słabnącym rynkiem pracy i spadającą dynamiką PKB, brytyjski bank centralny wygląda na instytucję pewną swoich decyzji. Dyferencjał stóp procentowych faworyzuje funta i napędza przepływy kapitałowe. GBP/USD w okolicach 1,34 to logiczna konsekwencja tego układu.

Do tego dochodzi kurs wobec euro. Para EUR/GBP porusza się przy 17-miesięcznych szczytach – w okolicach 0,85. Strefa euro ma swoje problemy: niższa od prognoz inflacja za czerwiec zmniejszyła oczekiwania na kolejny ruch EBC w górę, a dane z niemieckiego przemysłu rozczarowują kolejny miesiąc z rzędu.

Minutki Fed nie pomogły dolarowi

Wczorajsza publikacja protokołu z czerwcowego posiedzenia FOMC – pierwszego pod przewodnictwem Kevina Warsha – miała być katalizatorem umocnienia dolara. Tak się nie stało.

Owszem, minutki pokazały jastrzębi ton: część członków Komitetu otwarcie wskazywała, iż kolejna podwyżka może być konieczna, jeżeli inflacja nie odpuści. Prognozy cen PCE na 2026 rok podniesiono do 3,6 proc. Ale jednocześnie dokument odsłonił głęboki podział wewnątrz Fed – brak konsensusu co do kierunku polityki, rozbieżne oceny rynku pracy i pogarszające się szacunki wzrostu. Indeks dolara (DXY) po publikacji drgnął, ale gwałtownie wrócił w okolice 101,00. Na razie rynek nie chce agresywnie kupować greenbacka, dopóki dane makro nie potwierdzą, iż gospodarka USA faktycznie przegrzewa się na tyle, by uzasadnić dalsze zacieśnianie.

Bliski Wschód to jedyny poważny czynnik ryzyka

Gdyby nie geopolityka, funt miałby otwartą drogę w stronę 1,35. Problem w tym, iż geopolityka w tych dniach potrafi zmienić wszystko w ciągu kilku godzin.

W nocy ze środy na czwartek Stany Zjednoczone przeprowadziły kolejną rundę uderzeń na cele w Iranie – według CENTCOM czterokrotnie silniejszą niż poprzednia. Iran odpowiedział ostrzałem baz amerykańskich w Bahrajnie i Kuwejcie. Prezydent Trump, przebywający w Ankarze na szczycie NATO, oświadczył wprost, iż porozumienie o zawieszeniu broni „jest skończone”. Ropa Brent podskoczyła powyżej 79 dolarów za baryłkę.

Dla funta to ryzyko dwutorowe. Z jednej strony drożejąca ropa podbija inflację i oddala perspektywę obniżek stóp BoE – co paradoksalnie wspiera GBP. Z drugiej – pełnowymiarowa eskalacja i ponowne zamknięcie Cieśniny Ormuz wywołałyby globalną ucieczkę do dolara jako waluty bezpiecznej przystani. W takim scenariuszu wszystkie waluty europejskie – funt włącznie – znalazłyby się pod presją.

Na ten moment rynek traktuje Ormuz jako czynnik inflacyjny, a nie jako szok systemowy. Dopóki to podejście się utrzymuje, funt ma przestrzeń do dalszych wzrostów.

Co dalej?

Technicznie trwałe przebicie poziomu 1,3400 otwierałoby drogę w kierunku 1,3450, a w perspektywie kilku tygodni – choćby 1,35. Warunkiem jest uporządkowane przejęcie władzy przez Burnhama i brak dramatycznej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Najbliższym testem dla dolara będą cotygodniowe dane o zasiłkach dla bezrobotnych w USA, publikowane dziś po południu.

Jedno jest pewne: Wielka Brytania przeszła przez polityczny kryzys w tempie, które jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. Rynek to docenił – i wycenił.

Idź do oryginalnego materiału