Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński jest bliżej postawienia przed Trybunałem Stanu niż kiedykolwiek wcześniej. Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przyjęła w piątek sprawozdanie końcowe z wnioskiem o pociągnięcie go do odpowiedzialności konstytucyjnej. Potwierdził to przewodniczący komisji Zdzisław Gawlik (KO). Według niego komisja po dwóch latach postępowania zgodziła się z zarzutami wobec prezesa NBP.
Jak podaje Business Insider Polska, poseł Lewicy Tomasz Trela, członek komisji, poinformował na platformie X, iż sprawozdanie zawiera osiem konkretnych zarzutów, „mocne uzasadnienie i mnóstwo dowodów”. To pierwszy przypadek w historii III RP, w którym komisja sejmowa rekomenduje postawienie urzędującego prezesa banku centralnego przed Trybunałem Stanu.
Osiem zarzutów
Wstępny wniosek posłowie koalicji rządzącej złożyli w marcu 2024 roku, a komisja zajmuje się nim od maja 2024 roku. Odbyła 32 posiedzenia i przesłuchała ponad 50 świadków. Byli wśród nich członkowie RPP Joanna Tyrowicz i Ludwik Kotecki, szef KNF Jacek Jastrzębski, były prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło i były premier Mateusz Morawiecki. Komisja nie przesłuchała samego Glapińskiego. Według Gawlika prezes nie skorzystał z prawa do odniesienia się do zarzutów.
Według money.pl dwa najważniejsze zarzuty dotyczą skupu obligacji w latach 2020-2021. NBP prowadził go wspólnie z rządem, PFR i BGK, a według wnioskodawców w ten sposób pośrednio sfinansował deficyt budżetowy kwotą co najmniej 144 mld zł, i to bez należytego upoważnienia Rady Polityki Pieniężnej. Trzeci zarzut dotyczy interwencji walutowych, które częściowo osłabiały złotego, prowadzonych bez upoważnienia zarządu NBP. Pozostałe zarzuty dotyczą obniżek stóp procentowych w okresie kampanii wyborczej, utrudniania członkom RPP i zarządu dostępu do dokumentów, zapowiedzi wpłaty 6 mld zł zysku do budżetu w sierpniu 2023 roku, mimo prognozowanej straty, oraz naruszenia zasady apolityczności.
NBP od początku uważa postępowanie za bezpodstawne. Na czwartkowej konferencji po posiedzeniu RPP Glapiński powiedział:
„Całe to postępowanie zapowiedziane jeszcze w okresie poprzedniej kampanii wyborczej absolutnie nie ma żadnych podstaw. Jest szkodliwe z punktu widzenia interesów wewnętrznych Polski i niestety może mieć bardzo istotny negatywny wpływ w relacjach z zagranicą. (…) Bank centralny nie podda się żadnej politycznej presji.”
Spór o większość głosów
Ostateczną decyzję podejmie Sejm. Posłowie muszą mieć co najmniej 21 dni na zapoznanie się ze sprawozdaniem, więc głosowanie może się odbyć najwcześniej pod koniec października. Termin wyznaczy marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Główny spór będzie dotyczył wymaganej większości. Ustawa o Trybunale Stanu przewiduje bezwzględną większość głosów przy obecności co najmniej połowy posłów, a koalicja rządząca ma taką większość. W styczniu 2024 roku Trybunał Konstytucyjny (sygn. K 23/23) uznał jednak ten przepis za niekonstytucyjny w odniesieniu do prezesa NBP. W uzasadnieniu TK wskazał, iż potrzebna jest większość 3/5 ustawowej liczby posłów, czyli 276 głosów. Koalicji brakuje do tego ponad 30 głosów.
Politycy koalicji interpretują wyrok odwrotnie. Ich zdaniem TK nie może tworzyć nowych przepisów w uzasadnieniu, więc skoro przepis o bezwzględnej większości przestał obowiązywać, wystarczy zwykła większość. Opozycja odrzuca tę interpretację. Według posła Krzysztofa Szczuckiego ważne zdanie może mieć Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński, który przewodniczy Trybunałowi Stanu i będzie oceniał wniosek pod względem formalnym.
Wyrok TK ma też inną konsekwencję: przegłosowanie uchwały nie zawiesi prezesa NBP w obowiązkach. Glapiński pozostanie na stanowisku, dopóki Trybunał Stanu nie orzeknie wobec niego zakazu zajmowania kierowniczych stanowisk. Dopiero wtedy Sejm mógłby go odwołać. Jego druga kadencja kończy się w czerwcu 2028 roku.
Wątpliwości także w koalicji
Nawet część posłów koalicji ma zastrzeżenia do samych zarzutów. Jeden z członków komisji powiedział, iż w porównaniu ze sprawą byłego szefa KRRiT Macieja Świrskiego materiał „momentami jest trochę miękki”. Rozmówca „Rzeczpospolitej” z koalicji uznał wprost, iż zarzuty „są dęte” i prezes się obroni. Według dziennika w otoczeniu premiera wykluczono siłowe usunięcie prezesa NBP, bo „międzynarodowa opinia publiczna i rynki źle by zareagowały”.
Postępowanie zbiega się w czasie z inną istotną sprawą dla NBP. W listopadzie odejdzie wiceprezes Adam Lipiński i zarząd banku będzie miał mniej członków, niż wymaga ustawa. Uzupełnienie składu wymaga porozumienia prezesa NBP z prezydentem i premierem, a rozmowy w tej sprawie od miesięcy stoją w miejscu.

2 godzin temu







