Goldman Sachs stawia na Bitcoina. Gigant Wall Street sięga po kryptowaluty, ale po swojemu

2 dni temu

Bank, który jeszcze niedawno porównywał BTC do tulipanomanii, złożył właśnie wniosek o własny ETF. To nie jest kolejny fundusz śledzący kurs – to coś zupełnie innego.

Kto pamięta wewnętrzne slajdy Goldman Sachs z 2020 roku, na których Bitcoin nazywano „kanałem do nielegalnej działalności” i porównywano do holenderskiej bańki tulipanowej, ten musi przetrzeć oczy. We wtorek 14 kwietnia 2026 roku ten sam bank złożył w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) dokumenty rejestracyjne dla zupełnie nowego produktu – Goldman Sachs Bitcoin Premium Income ETF.

Dość powiedzieć, iż to pierwszy w historii tej instytucji fundusz ETF bezpośrednio powiązany z rynkiem kryptowalut.

Nie chodzi o gonienie Bitcoina

Trzeba od razu powiedzieć, czym ten produkt nie jest. Goldman nie zamierza rywalizować z BlackRockiem czy Fidelity o miano największego spot-bitcoinowego ETF-u na rynku. Zamiast tego bank proponuje coś, co dobrze zna z tradycyjnych rynków – strategię covered call, czyli wystawianie opcji kupna na posiadane aktywa.

W praktyce wygląda to tak: fundusz kupuje udziały w innych produktach giełdowych dających ekspozycję na Bitcoina, po czym wystawia na nie opcje kupna. Premia z tych opcji trafia do inwestorów jako regularny dochód. Efekt? W okresach spadków i stagnacji taki ETF powinien radzić sobie lepiej niż klasyczny spot. W zamian inwestor rezygnuje z części zysku, gdy Bitcoin gwałtownie rośnie. Sam Goldman przyznaje to wprost w dokumentacji – produkt będzie odstawał od funduszy spotowych w okresach szybkiej aprecjacji.

Eric Balchunas, analityk Bloomberg Intelligence specjalizujący się w ETF-ach, na platformie X nazwał zgłoszenie „szokiem” i ocenił, iż Goldman celuje w bardzo konkretną grupę klientów – zamożnych, raczej starszych inwestorów, którzy chcieliby mieć Bitcoina w portfelu, ale w formie bliższej obligacji dochodowej niż spekulacyjnego zakładu. Balchunas użył barwnego określenia „boomer candy”, co chyba najlepiej oddaje filozofię tego produktu.

Przejęcie za 2 mld dolarów wreszcie procentuje

Zgłoszenie nie wzięło się znikąd. Goldman Sachs dopiero co – na początku kwietnia – sfinalizował przejęcie firmy Innovator Capital Management za ok. 2 mld dolarów. To pionier tak zwanych buffer ETF-ów, czyli funduszy, które dzięki opcji kształtują z góry określony profil ryzyka i zysku. Innovator wniósł do grupy portfel 171 funduszy i ponad 31 mld dolarów w aktywach pod zarządzaniem.

Nowy bitcoinowy ETF ewidentnie czerpie z tego doświadczenia. Widać, iż Goldman nie wchodzi na rynek kryptowalut po omacku – buduje produkt oparty na kompetencjach, które właśnie kupił za niemałe pieniądze. Kiedy fundusz wystartuje? Dokumenty nie podają jeszcze opłaty za zarządzanie, ale według informacji Reutersa premiera jest możliwa pod koniec czerwca.

Wyścig banków przyspiesza

Goldman nie działa w próżni. Zaledwie tydzień wcześniej – 8 kwietnia – rywal z Wall Street Morgan Stanley uruchomił Morgan Stanley Bitcoin Trust ETF (MSBT) z opłatą zaledwie 0,14 proc. rocznie. To najniższa stawka na amerykańskim rynku bitcoinowych ETF-ów. Fundusz zebrał ponad 30 mln dolarów w pierwszym dniu notowań, co jak na debiut w trudnym otoczeniu rynkowym jest wynikiem co najmniej solidnym.

BlackRock, którego iShares Bitcoin Trust (IBIT) wciąż dominuje pod względem zgromadzonych aktywów, również złożył papiery dotyczące produktu opcyjnego. Na rynku obecny jest też Grayscale ze swoim Bitcoin Covered Call ETF (BTCC). Tu jednak pojawia się istotne zastrzeżenie – zarówno fundusz Grayscale, jak i konkurencyjny Global X Bitcoin Covered Call ETF notowały w ostatnich trzech miesiącach odpływ kapitału. Goldman wchodzi więc na pole, na którym dotychczasowi gracze mają problem z utrzymaniem klientów. Albo widzi coś, czego inni nie dostrzegają, albo liczy na siłę swojej marki.

Bitcoin daleko od szczytu. Ale kapitał powoli wraca

Kontekst rynkowy jest kluczowy, żeby zrozumieć ten ruch. W październiku 2025 roku Bitcoin ustanowił historyczny rekord powyżej 126 tys. dolarów. Od tego czasu kurs przeszedł brutalną korektę – napędzaną odpływem kapitału z ryzykownych aktywów, przeceną sektora technologicznego i wojną na Bliskim Wschodzie, która od marca destabilizuje rynki surowcowe.

W lutym 2026 roku BTC spadał choćby poniżej 60 tys. dolarów. We wtorek 14 kwietnia notowania oscylowały w okolicach 74-75 tys. dolarów, co oznacza spadek o blisko 15 proc. od początku roku i ponad 40 proc. poniżej październikowego szczytu.

Mimo tego napływy do amerykańskich spot-bitcoinowych ETF-ów zaczęły się odbudowywać. Łączne tegoroczne napływy netto wróciły pod koniec ubiegłego tygodnia na plus i zbliżyły się do 173 mln dolarów. W samym marcu produkty te przyciągnęły 1,32 mld dolarów – pierwszy wyraźnie pozytywny miesiąc po czterech kolejnych miesiącach odpływów sięgających łącznie ok. 6,3 mld dolarów. Ktoś zaczyna kupować.

Ryzyko nie zniknęło

Oczywiście strategia covered call to nie perpetuum mobile. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fundamentalne ograniczenie: opcyjna premia amortyzuje straty, ale ich nie eliminuje. Inwestor wciąż traci, gdy Bitcoin spada – po prostu traci nieco mniej.

W otoczeniu, w którym BTC potrafi spaść o kilkanaście procent w ciągu tygodnia, a zmienność kryptowalut pozostaje wielokrotnie wyższa niż tradycyjnych aktywów, pytanie brzmi: czy regularna wypłata z premii opcyjnej wystarczy, żeby skusić konserwatywnych klientów Goldman Sachs?

Niezależnie od tego, czy Goldman Sachs Bitcoin Premium Income ETF odniesie komercyjny sukces, sam fakt złożenia wniosku jest symboliczny. Instytucja, która przez dekady uosabiała establishment Wall Street – i która jeszcze sześć lat temu oficjalnie dystansowała się od kryptowalut – teraz projektuje pod nie dedykowany, strukturyzowany produkt inwestycyjny. CEO David Solomon coraz częściej mówi publicznie o tokenizacji i stablecoinach. Bank jest autoryzowanym uczestnikiem bitcoinowego ETF-u BlackRocka. W portfelu trzyma cały szereg kryptowalutowych pozycji.

Granica między tradycyjnymi finansami a cyfrowym rynkiem aktywów nie tyle się zaciera, co po prostu przestaje istnieć. Goldman Sachs swoim zgłoszeniem powiedział to głośno.

Źródła: Goldman Sachs, Reuters, Bloomberg

Idź do oryginalnego materiału