Nie jakość samego produktu, ale to, co widzi konsument na ladzie i etykiecie, stało się głównym problemem w najnowszej kontroli rynku mięsa czerwonego. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sprawdziła, czy towar oferowany jako „świeży” rzeczywiście spełnia wymogi prawa – i czy klient dostaje pełną, rzetelną informację.
Inspekcja sprawdziła mięso. Co piąta partia z problemamiWnioski są jednoznaczne: mięso spełnia normy jakościowe, ale oznakowanie wciąż zawodzi.
Świeże mięso – jasne zasady, zero dodatków
Przepisy są w tej kwestii jednoznaczne. Świeże mięso – takie jak karkówka, szynka czy goleń – nie może zawierać żadnych dodatków. Zakazane są m.in. woda dodana, konserwanty, fosforany czy karagen.
Do momentu sprzedaży dopuszczalne są wyłącznie podstawowe procesy technologiczne:
– chłodzenie,
– mrożenie,
– szybkie mrożenie,
– pakowanie próżniowe lub w atmosferze ochronnej.
Każda ingerencja wykraczająca poza te działania zmienia charakter produktu i wymaga już innego oznakowania.
Mięso mielone i produkty przyprawione – inne zasady gry
Wyjątkiem jest mięso mielone, gdzie dopuszcza się dodatek soli – ale maksymalnie do 1%. W takim przypadku obowiązkowy jest wykaz składników.
Z kolei mięso marynowane czy przyprawione – popularne „grillowe kawałki” – nie jest już traktowane jako świeże. To produkt przetworzony, który również musi mieć pełną listę składników, choć nie ma obowiązku podawania kraju pochodzenia.
Konsument ma prawo wiedzieć więcej
Jednym z kluczowych obowiązków sprzedawców jest jasne informowanie o:
– kraju pochodzenia mięsa,
– gatunku zwierzęcia,
– nazwie elementu (np. łata wołowa, karkówka).
W przypadku sprzedaży luzem informacja ta musi być czytelna i umieszczona bezpośrednio przy produkcie. Wymagana jest również graficzna flaga kraju pochodzenia (z wyjątkiem wołowiny).
Nie ma miejsca na skróty typu „b/k”. Oznaczenie musi być jednoznaczne i zrozumiałe dla kupującego.
Kontrola IJHARS: jakość OK, oznakowanie już nie
Inspekcja przeprowadziła ogólnopolską kontrolę w 46 podmiotach.
Nieprawidłowości stwierdzono w 8 z nich, co stanowi 17,4% skontrolowanych miejsc.
Badania laboratoryjne objęły próbki mięsa wieprzowego pod kątem niedozwolonego nastrzyku. Wynik?
Żadna z próbek nie wykazała naruszeń.
To dobra wiadomość dla rynku i konsumentów.
Znacznie gorzej wypadła jednak kwestia oznakowania. Inspektorzy zakwestionowali 21 partii mięsa (15,3%).
Najczęstsze nieprawidłowości: manipulacja informacją
Kontrole wykazały powtarzające się błędy – i to takie, które mogą wprowadzać konsumenta w błąd.
Najczęstsze przypadki:
– oznaczanie mięsa jako polskiego (z flagą), mimo iż pochodziło z Hiszpanii,
– stosowanie haseł typu „mięso bez nastrzyku”, choć nastrzyk w świeżym mięsie jest i tak zakazany,
– brak pełnej nazwy produktu lub gatunku,
– zbyt mała czcionka przy informacji o kraju pochodzenia.
To właśnie te elementy decydują o przejrzystości rynku – i zaufaniu klientów.
Obowiązki producentów i sprzedawców
Odpowiedzialność nie kończy się na ladzie sklepowej. Producent, który dostarcza mięso luzem, musi przekazać sprzedawcy wszystkie dane niezbędne do prawidłowego oznakowania.
W przypadku mięsa pakowanego obowiązkowe są m.in.:
– gatunek i nazwa elementu,
– informacja „z kością” lub „bez kości”,
– kraj pochodzenia,
– informacja o pakowaniu w atmosferze ochronnej (jeśli dotyczy).
Rynek pod presją transparentności
Wnioski z kontroli są jasne: problemem nie jest jakość mięsa, ale komunikacja z konsumentem.
Dla rolników i branży mięsnej to istotny sygnał – w czasach rosnącej konkurencji i importu to właśnie przejrzystość i wiarygodność stają się jednym z kluczowych elementów przewagi rynkowej.

1 godzina temu













