Jak testują Belarusa: czyli jak zamrozić ciągnik i czy później zapali

9 godzin temu

My tu sobie, drodzy Czytelnicy, gadu-gadu o zimowych bolączkach ciągników. O paliwie, które przy –5°C zaczyna udawać galaretę, o akumulatorach, które po pierwszym przymrozku przechodzą w tryb „urlopowy”, i o porankach, gdy rozrusznik kręci, kręci… i na tym kończy ambitne plany dnia. Zima w polskim gospodarstwie – temat znany jak instrukcja obsługi do MTZ-ta, tylko czytana od deski do deski.

A tymczasem gdzieś indziej… firma Belarus bawi się.
O przepraszam – testuje.

Bo gdy inni producenci wydają miliony euro na arktyczne testy w Skandynawii, wynajmują laboratoria klimatyczne, symulacje, czujniki i raporty grubości książki telefonicznej z lat 90., to w Mińsku sprawa jest prosta. Testy zimowe w wersji „przyspieszonej”: kilka beczek wody, solidny syberyjski mróz i gotowe.

Zamrażarka? Nie, to poważny test ciągnika

Firma MTZ postanowiła przeprowadzić eksperyment, który śmiało można nazwać crash testem dla pingwinów. Na placu fabrycznym oblano ciągnik BELARUS 1222.3 zimną wodą i pozostawiono go na kilka godzin na pastwę mrozu. Efekt? Maszyna po krótkim czasie wyglądała jak eksponat z muzeum lodu. Całkowicie oblodzona. Zamarznięta. Gotowa do wstawienia między mamuta a epokę lodowcową.

Mróz i długotrwałe oblewanie wodą czas zacząć, fot. źródło MTZ Belarus

I teraz najlepsze.

Jeden z pracowników MTZ, jak już odkuł drzwi wsiada do kabiny, przekręca kluczyk w stacyjce…
…i ciągnik odpala.

Bez suszarki do włosów, bez świec zapachowych, bez modlitwy do patrona mechaników. Po prostu odpala. Jakby przed chwilą wrócił z pracy w oborze, a nie z lodowej kąpieli.

Flagowiec, który nie boi się zimna

Przypomnijmy – Belarus 1222.3 to nie jest jakiś przypadkowy prototyp zlepiony na kolanie. To flagowy model MTZ, przeznaczony do pracy z maszynami, napędzania maszyn stacjonarnych i generalnie do wszystkiego, co rolnik potrafi wymyślić, a instrukcja jeszcze tego nie zabrania. Jak w tym przypadku.

Model wszedł do produkcji seryjnej w 2020 roku, zastępując popularnego Belarusa 1221 o mocy 130 KM. I jak widać – nie tylko go zastąpił, ale i przeżył próbę mrozu, której nie powstydziłby się arktyczny lodołamacz.

Co więcej, model ten został niedawno wyróżniony Białoruskim Państwowym Znakiem Jakości. I trzeba przyznać – po takim pokazie trudno się z tym nie zgodzić. jeżeli ciągnik daje się zamrozić na kość, a potem odpala jak gdyby nigdy nic, to znak jakości raczej sam się przykleja.

Ciągnik był całkowicie oblodzony, ale nie zastanawiamy się tu nad ciężarem lodu, fot. źródło MTZ- Belarus

Morał z lodu wyciosany

Podczas gdy my w Polsce drapiemy się po głowie przy pierwszym przymrozku i zastanawiamy się, czy „jeszcze odpali”, w Mińsku sprawdzają to… raz, a porządnie. Bez półśrodków. Bez delikatnych symulacji. Po prostu: woda + mróz = test.

I wiecie co?
Można się z tego śmiać, można ironizować, ale jedno trzeba oddać – jeżeli Belarus 1222.3 przeżył taką próbę, to poranek przy –10°C na podwórku raczej go nie wzruszy.

A my? My dalej będziemy gadu-gadu o paliwie i akumulatorach. Bo ktoś musi. Ale dobrze wiedzieć, iż gdzieś na Wschodzie ciągniki przechodzą zimę… na twardo.

Sprawie będziemy się przyglądać dalej (z przymrużeniem oka oczywiście), bo propaganda czasem wyprzedza marketing o dwie długości konia. Belarusa – przepraszam.

Idź do oryginalnego materiału