Japońska minister finansów Satsuki Katayama nie przebierała w czwartek w słowach. Przemawiając przed parlamentem, stwierdziła, iż od końca lutego światowe rynki finansowe doświadczają „nadmiernego stopnia zmienności, daleko wykraczającego poza to, co byłoby normalnie uzasadnione”. To mocna diagnoza – zwłaszcza jak na zwykle ostrożny język japońskich urzędników.
Ale to nie sam poziom nerwowości rynków był clou jej wystąpienia. Katayama wskazała na coś, co powinno zaniepokoić inwestorów na całym świecie. Chodzi o mechanizm przenoszenia szoków – sytuację, w której gwałtowne ruchy na jednym rynku (np. ropy naftowej czy walut) niemal natychmiast przeskakują na rynek obligacji i windują stopy procentowe. ”Wzrosty stóp transmitowane z innych rynków mogą zmaterializować się znacznie szybciej, niż się spodziewamy” – powiedziała wprost. Dodała, iż temat ten był omawiany podczas niedawnej wideokonferencji ministrów finansów G7, a Tokio zamierza reagować „w odnowiony i przemyślany sposób”.
Japońskie obligacje najdroższe od ćwierć wieku
Żeby zrozumieć wagę tych słów, wystarczy spojrzeć na rynek japońskiego długu. Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych (JGB) utrzymuje się w okolicach 2,40 proc. – to poziom niewidziany od 1999 roku. Na wtorkowej sesji benchmark ten dobił do 2,43 proc., a pięcioletnie papiery pobiły historyczny rekord z wynikiem 1,83 proc.
Dla kraju, który przez dekadę żył w reżimie zerowych lub ujemnych stóp procentowych, to zmiana o charakterze tektonicznym. I zmiana niezwykle kosztowna. Rząd premier Sanae Takaichi uchwalił na rok fiskalny 2026 rekordowy budżet w wysokości 122,3 bln jenów, z czego niemal 30 bln ma pochodzić z nowej emisji obligacji. Na samą obronność zarezerwowano 9 bln jenów – również rekord. Im wyżej idą rentowności, tym drożej państwo obsługuje swój gigantyczny dług. A ten dług, przypomnijmy, przekracza 260 proc. PKB.
Bank Japonii w kleszczach. Podwyżka stóp coraz bliżej
Japońska minister finansów mówi o ryzyku, ale Bank Japonii (BOJ) stoi już przed bardzo konkretnymi decyzjami. Na marcowym posiedzeniu utrzymał stopę procentową na poziomie 0,75 proc. – najwyższym od września 1995 roku. Gubernator Kazuo Ueda wyraźnie dał jednak do zrozumienia, iż podwyżka na posiedzeniu 28 kwietnia jest jak najbardziej realna.
Rynki wyceniają prawdopodobieństwo takiego ruchu na 63–70 proc. Były główny ekonomista BOJ publicznie stwierdził na początku tego tygodnia, iż podniesienie stopy do 1 proc. jest „prawdopodobne”. Argumenty za zacieśnieniem są silne. Inflacja bazowa – po oczyszczeniu z żywności i paliw – utrzymuje się powyżej celu 2 proc. Jen handlowany jest w czwartek w okolicach 158,5 za dolara, co podbija ceny importu. A Japonia sprowadza z zagranicy około 95 proc. potrzebnej ropy, co czyni ją wyjątkowo wrażliwą na bliskowschodni szok naftowy.
Rozejm, który przetrwał niecałą dobę
I tu dochodzimy do tego, co napędza całą tę karuzelę. Dwutygodniowe zawieszenie broni między USA a Iranem, ogłoszone we wtorek wieczorem przez prezydenta Trumpa, przyniosło w środę spektakularny rajd ulgi. Ropa WTI zanurkowała o ponad 16 proc. – to najmocniejszy jednodniowy spadek od 2020 roku. Dow Jones wystrzelił o 1325 punktów, S&P 500 skoczył o 2,5 proc. Na fali optymizmu zyskiwała praktycznie każda klasa aktywów – od miedzi na LME po kontrakty na WIG20 w Warszawie.
Euforia nie przetrwała jednak choćby do kolejnego poranka. Irański spiker parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf jeszcze tego samego dnia oskarżył Waszyngton o naruszenie warunków rozejmu, wskazując na trzy punkty: izraelskie naloty na Liban, wlot drona w przestrzeń powietrzną Iranu oraz odmowę uznania prawa Teheranu do wzbogacania uranu. W czwartek rano ropa Brent odbiła powyżej 96 USD za baryłkę, zyskując przeszło 2 proc. Giełdy azjatyckie cofnęły część środowych wzrostów – Nikkei spadł o 0,77 proc., koreański Kospi stracił 1,53 proc., a indyjski Sensex otworzył się ponad 500 punktów niżej.
Co to oznacza dla inwestorów?
Dla japońskiego rynku obligacji ten geopolityczny ping-pong to paliwo do dalszych turbulencji. Katayama nie ukrywała, iż ministrowie G7 podzielają jej ocenę – wahania cen ropy napędzają zmienność zarówno na rynkach walutowych, jak i na rynku długu. Mechanizm jest prosty, a jego skutki potencjalnie bardzo bolesne: skok cen ropy podbija oczekiwania inflacyjne, te wypychają rentowności obligacji w górę, a rosnące rentowności przekładają się na wyższy koszt finansowania w całej gospodarce. I to w tempie, które może zaskoczyć choćby doświadczonych graczy.
Rynki powinny brać te słowa poważnie. jeżeli BOJ rzeczywiście podniesie stopy do 1 proc. pod koniec kwietnia, a rentowności JGB utrzymają się powyżej 2,4 proc., pojawi się realne ryzyko odwijania pozycji w ramach carry trade na jenie. To ten sam mechanizm, który latem 2024 roku wstrząsnął globalnymi rynkami i wymusił gwałtowne zamykanie pozycji od Tokio po Nowy Jork. Wówczas wystarczyło jedno zaskakujące posiedzenie BOJ, żeby na Wall Street zapanowała krótkotrwała panika.
Jutrzejsze dane mogą dolać oliwy do ognia
Kontekst najbliższych godzin sprawia, iż ostrzeżenie z Tokio nabiera dodatkowego ciężaru. Już w piątek 10 kwietnia o 14:30 czasu polskiego amerykańskie Biuro Statystyki Pracy opublikuje dane o inflacji CPI za marzec. Rynek zakłada odczyt powyżej 3,2 proc. w ujęciu rocznym – gdyby okazał się wyższy od prognoz, rentowności obligacji mogą poszybować jeszcze wyżej, a scenariusz podwyżki stóp przez Fed, o którym pisano w środowych minutkach FOMC, stałby się nagle znacznie bardziej realny.
Dla inwestorów działających na rynku forex i obligacji czwartkowe ostrzeżenie Katayamy to sygnał, którego nie należy lekceważyć. W obecnym otoczeniu geopolitycznym – z kruchym rozejmem na Bliskim Wschodzie, ropą huśtającą się między 93 a 97 dolarów za baryłkę i bankami centralnymi, które zamiast obniżek coraz głośniej mówią o podwyżkach – tradycyjne modele prognozowania stóp procentowych mogą się okazać zbyt powolne. Rzeczywistość zmienia się bowiem nie z kwartału na kwartał, ale z godziny na godzinę.
Źródło: Channel News Asia

2 godzin temu







