Sekretarz generalny gabinetu Minoru Kihara na porannej konferencji prasowej powiedział wprost: rząd obserwuje rynki finansowe „z najwyższym poczuciem pilności”. Nie padły słowa „interwencja” i „jen” – ale wszyscy nie tylko w Tokio wiedzą, o co chodzi. Japońska waluta od końca czerwca utrzymuje się w okolicach 40-letnich minimów wobec dolara, a kurs USD/JPY (dziś przy 162,42) w minionym tygodniu sięgał 162,67, poziomu niewidzianego od 1986 roku.
Kihara dodał, iż długoterminowe stopy procentowe ustala rynek na podstawie wielu czynników, a zadaniem rządu jest „zabezpieczenie zaufania inwestorów poprzez stabilne obniżanie wskaźnika długu do PKB”. To dyplomatyczny sposób na powiedzenie: wiemy, iż mamy problem, ale nie zamierzamy zmieniać kursu fiskalnego premier Takaichi.
Raport Sakura: pozornie spokój, ale narastają napięcia
Bank Japonii opublikował w tym tygodniu najnowszą edycję kwartalnego raportu regionalnego, potocznie zwanego „raportem Sakura”. Formalnie nic się nie zmieniło – ocena wszystkich dziewięciu regionów pozostała na tym samym poziomie co w kwietniu. Większość gospodarek regionalnych „odzyskuje umiarkowanie” lub „ożywia się w umiarkowanym tempie, choć w niektórych obszarach widoczna jest pewna słabość”. Taka stabilność ocen utrzymuje się zresztą od stycznia.
Ale diabeł tkwi w szczegółach, a te w najnowszej Sakurze są wymowne.
Po pierwsze – eksport. Wiele regionów wyraźnie wskazało na ryzyko gwałtownego spadku eksportu. Japońskie firmy, zwłaszcza z sektora motoryzacyjnego i elektroniki, coraz mocniej odczuwają zaburzenia łańcuchów dostaw wynikające z konfliktu na Bliskim Wschodzie. Import ropy z regionu Zatoki spadł drastycznie, a konieczność szukania alternatywnych źródeł zaopatrzenia podraża koszty i komplikuje logistykę.
Po drugie – ceny. Firmy w wielu regionach sygnalizują podwyżki cen żywności i artykułów codziennego użytku planowane na lato. Nie jest to zaskoczenie, w samym lipcu ceny ponad 2 500 produktów spożywczych w Japonii pójdą w górę, to najwięcej od kwietnia. Przedsiębiorcy tłumaczą to przede wszystkim rosnącymi kosztami surowców, które wynikają z konfliktu bliskowschodniego. Co istotne, wedle relacji zawartych w raporcie Sakura, tempo przenoszenia tych kosztów na konsumentów okazuje się szybsze, niż same firmy wcześniej zakładały.
Po trzecie – płace. To być może najbardziej niejednoznaczny sygnał. Z jednej strony raport potwierdza, iż przedsiębiorstwa – również te mniejsze – przez cały czas oferują stosunkowo wysokie podwyżki wynagrodzeń w 2026 roku, co jest efektem napiętego rynku pracy. Z drugiej jednak część firm przyznaje otwarcie, iż utrzymanie takiego tempa wzrostu płac w nadchodzących kwartałach może być trudne w obliczu pogarszającej się koniunktury i rosnących kosztów. To ważne zastrzeżenie, bo dynamika płac była dotychczas jednym z głównych argumentów BOJ na rzecz kontynuacji cyklu podwyżek stóp.
Między podwyżkami stóp a słabym jenem
Bank Japonii podniósł 16 czerwca stopę procentową do 1,0% – najwyższego poziomu od 31 lat. Decyzja była szeroko oczekiwana, a gubernator Ueda zasygnalizował możliwość dalszych podwyżek. Rynek jednak nie spodziewa się ruchu na najbliższym posiedzeniu 30–31 lipca – konsensus wskazuje na pauzę.
Paradoks sytuacji polega na tym, iż mimo agresywnego zacieśniania (jak na japońskie standardy) i interwencji walutowych za ok. 73 mld dolarów, jen wciąż traci. Różnica stóp między Japonią a USA pozostaje ogromna, co napędza strategię carry trade – inwestorzy pożyczają w jenach, inwestują w aktywa dolarowe i zbierają spread. Dopóki ta mechanika działa, słowne interwencje Kihary czy choćby realne operacje Ministerstwa Finansów mogą jedynie spowalniać trend, ale go nie odwrócą.
Japońskie władze zmieniły przy tym taktykę. Jak wynika z niedawnych komunikatów Ministerstwa Finansów, Tokio rezygnuje z sygnalizowania interwencji z wyprzedzeniem – zamiast tego skupia się na „ukrytych” (stealth) operacjach, wymierzonych bezpośrednio w pozycje spekulantów. Podejrzewana interwencja z poprzedniego czwartku (3 lipca) na krótko zepchnęła kurs do 160,50, ale ruch został w pełni odrobiony w ciągu kilku dni.
Konflikt USA–Iran wciąż istotny
Bezpośrednim katalizatorem ostatnich turbulencji jest ponowna eskalacja konfliktu amerykańsko-irańskiego. Na szczycie NATO w Ankarze (7–8 lipca) prezydent Trump oświadczył, iż podpisane 18 czerwca Memorandum of Understanding z Iranem jest „dla niego skończone”, po serii wzajemnych ataków – amerykańskich uderzeń na cele irańskie i irańskiego bombardowania baz USA w Bahrajnie i Kuwejcie. Ceny ropy natychmiast poszybowały, a rynkowe oczekiwania na podwyżkę stóp Fed w lipcu skoczyły do 34%.
Napięcie częściowo opadło, gdy Trump jeszcze tego samego dnia stwierdził, iż „nie sądzi, by wojna miała się na nowo rozpętać”, a Irańczycy jakoby „zadzwonili, bo chcą umowy”. Typowa dla tej prezydentury huśtawka nastrojów – ale dla japońskich firm importujących surowce z regionu Zatoki skutki są jak najbardziej realne i znajdują odzwierciedlenie właśnie w raporcie Sakura.
Perspektywy kolejnych dni
Najbliższym testem dla USD/JPY będzie publikacja amerykańskiego CPI. Inflacja w USA pozostaje uporczywie wysoka (0,5% m/m w maju, a prognozy Philadelphia Fed na II kwartał mówią o 6% w ujęciu annualizowanym). Wyższy odczyt pchnie dolara w górę i pogłębi słabość japońskiej waluty. Niższy – da chwilę wytchnienia.
Jedno wydaje się pewne: raport Sakura – mimo formalnie niezmienionej, spokojnej oceny – rysuje obraz gospodarki, w której presje kosztowe narastają szybciej niż ożywienie. A jen na 40-letnich minimach sprawia, iż każdy importowany surowiec kosztuje więcej. To błędne koło, z którego sam Bank Japonii – choćby podnosząc stopy – nie jest w stanie łatwo wyprowadzić kraju.
Źródła: BOJ Regional Economic Report, Reuters, CNBC

6 godzin temu




