Konflikt zakończył się katastrofą. 200 ha pszenicy zniszczone glifosatem! Straty sięgają pół miliona

10 godzin temu
Zdjęcie: Wypalili gilfosatem ponad 200 ha pszenicy! Konflikt niosący za sobą pół miliona strat!


Konflikt w gospodarstwie, który narastał po śmierci właściciela

W Szymanowie działa duże gospodarstwo rolne prowadzone dziś przez dwóch braci. w tej chwili obejmuje ono około 1200 hektarów, ale jego historia sięga lat 90., kiedy ich ojciec wraz ze wspólnikiem budowali je od podstaw. Przez około trzy dekady gospodarstwo rozwijało się, a w najlepszym okresie skala upraw sięgała choćby około 5000 hektarów.

Sytuacja zmieniła się po śmierci ojca w 2024 roku. Wtedy między rodziną a dawnym wspólnikiem narósł spór o dalsze funkcjonowanie gospodarstwa, a przede wszystkim o część dzierżaw. Choć strony próbowały dojść do porozumienia i ustalić zasady rozstania na kolejny sezon uprawny, w praktyce gwałtownie pojawiły się rozbieżności dotyczące tego, kto ma prawo użytkować konkretne pola.

Według relacji Pana Przemysława Podkówki część gruntów, które rodzina uważała za należące do ojca, miała zostać przejęta przez byłego wspólnika na podstawie aneksów lub umów podpisanych już po śmierci właściciela, bez wiedzy i zgody rodziny. To właśnie ten spór o dzierżawy stał się tłem późniejszych wydarzeń.

„Po śmierci taty zaczął się konflikt ze wspólnikiem, gdzie nie mogliśmy się dogadać.” mówi Pan Przemysław

Pojawiły się sygnały, iż ktoś może zniszczyć uprawy

Wraz z rozpoczęciem sezonu i wykonaniem zasiewów napięcie rosło. Rolnicy uprawiali pola, co do których byli przekonani, iż mają do nich prawo, ale równolegle docierały do nich sygnały, iż może dojść do prób zniszczenia zasiewów. Te pogłoski okazały się na tyle niepokojące, iż gospodarze postanowili zabezpieczyć część pól.

Na wybranych działkach zamontowano fotopułapki, aby mieć bieżący podgląd tego, co dzieje się na plantacjach. Z dzisiejszej perspektywy ten krok okazał się kluczowy, bo to właśnie dzięki zarejestrowanym materiałom możliwe było późniejsze odtworzenie przebiegu zdarzeń i wskazanie, iż działania nie były przypadkowe.

Zdaniem rolników już wcześniej istniały przesłanki, iż może dojść do celowego uszkodzenia upraw. Nie chodziło więc o nagły incydent, ale o sytuację, której się obawiano i na którą próbowano się przygotować.

„Dostawaliśmy informację, iż jest podejrzenie, iż może nam zniszczyć te uprawy.”
Przemysław Podkówka

Oprysk glifosatem, który zniszczył ponad 200 ha pszenicy!

Do kluczowego zdarzenia doszło w weekend 7 i 8 marca. Jak relacjonuje właściciel gospodarstwa, oprysk glifosatem miał zostać wykonany najpierw w sobotę wieczorem, a następnie kontynuowany w niedzielę nad ranem. Nagrania z kamer wskazywały godziny wieczorne między 17.00 a 18.00 oraz poranne około 5.00–6.00.

W niedzielę rano o niepokojącej sytuacji poinformował sąsiad mieszkający w pobliżu jednego z kompleksów pól. Zauważył on opryskiwacz pracujący na pszenicy i natychmiast zadzwonił do gospodarzy. Gdy ci przyjechali na miejsce, maszyna przez cały czas wykonywała oprysk. Zatrzymano ją, wezwano policję oraz wykonano zdjęcia i nagrania dokumentujące sytuację.

Zanim patrol dotarł na pole, operator opryskiwacza uciekł. Sam fakt ucieczki tylko wzmocnił przekonanie rolników, iż nie mieli do czynienia z pomyłką czy nieporozumieniem, ale z działaniem świadomym i przemyślanym.

Dodatkową dokumentację stanowiły zdjęcia z drona. Według właścicieli uprawy widać na nich, iż oprysk nie był wykonany jako przygotowanie stanowiska pod nową uprawę. Przeciwnie — sposób nanoszenia środka miał wskazywać na próbę zniszczenia rosnącej już pszenicy przy użyciu możliwie małej ilości cieczy roboczej, ale na jak największej powierzchni. Łącznie zostało wypalone ponad 200 ha pszenicy!

„Nagrania mamy z godzin wieczornych w sobotę oraz z samego rana w niedzielę, więc zostało to zrobione z premedytacją.”
Przemysław Podkówka

Pół miliona strat i śledztwo prokuratury

Po ujawnieniu zniszczeń rolnicy natychmiast zgłosili sprawę na policję. Ze względu na skalę strat postępowanie gwałtownie trafiło do prokuratury. Szacowana wartość szkód wynosi około pół miliona złotych i obejmuje zarówno koszt samego zniszczenia plantacji, jak i wcześniej poniesione nakłady na uprawę tych pól.

W tydzień po zdarzeniu, z polecenia prokuratora, biegły pobrał próbki gleby z objętych sprawą działek. Celem było potwierdzenie obecności substancji czynnych i sporządzenie opinii, która ma stać się jednym z kluczowych dowodów w postępowaniu.

Równolegle toczą się sprawy cywilne dotyczące posiadania i użytkowania spornej ziemi. Jedna z nich jest, jak twierdzi rolnik, najbardziej zaawansowana i prawdopodobnie miała zakończyć się wyrokiem już w maju. Co istotne, wcześniej strona przeciwna wystąpiła o zabezpieczenie, które pozwoliłoby jej użytkować grunt na czas procesu, mimo iż znajdowała się tam już zasiana uprawa. Sąd tego wniosku nie uwzględnił. Kilka dni później doszło jednak do oprysku glifosatem.

„Ze względu na wartość szkody sprawa od razu trafiła na prokuraturę, która prowadzi w tym momencie śledztwo.”
Przemysław Podkówka

Dalsza część artykułu pod materiałem video

Kolejne napięcia po zniszczeniu pszenicy. Słonecznik, kukurydza i blokowanie siewu

Mimo zniszczenia pszenicy gospodarstwo musiało działać dalej. Na spornych polach wykonano ponowne zasiewy — tym razem słonecznika i kukurydzy. Jednak również przy tych pracach nie zabrakło napięć. Jak relacjonuje Przemek Podkówka, podczas siewu słonecznika dochodziło do prób utrudniania pracy poprzez zastawianie maszyn pojazdami.

Siewnik miał zostać zablokowany zarówno z przodu, jak i z tyłu, przez co nie mógł się poruszać. Na miejsce ponownie wezwano policję, która nakazała odjazd osobom biorącym udział w blokadzie. Według rolnika byli to pracownicy byłego wspólnika oraz on sam.

W międzyczasie na jednym z gruntów miało dojść także do kolejnych nieuprawnionych wjazdów i rozrzucenia facelii. Jak twierdzą gospodarze, działanie to miało zostać przedstawione jako przejęcie gruntu na sezon w związku z kontraktem na tę roślinę.

Dla rolników oznacza to, iż konflikt nie zakończył się wraz ze zniszczeniem pszenicy, ale przez cały czas wpływa na codzienne funkcjonowanie gospodarstwa i możliwość prowadzenia prac polowych.

„Obawiamy się, czy przypadkiem tutaj nie dojdzie do kolejnych prób wjazdu i zniszczeń tych upraw.”
– Przemysław Podkówka

Operator uciekł, ale rolnicy wiedzą kto był w maszynie

Jednym z pytań, które pojawia się wokół sprawy, jest to, jak możliwe było odjechanie opryskiwacza z pola, skoro rolnicy przyłapali go podczas pracy. Właściciel gospodarstwa tłumaczy, iż nie chcieli opuszczać miejsca zdarzenia przed przyjazdem policji, bo to właśnie tam toczyła się interwencja i właśnie tam znajdowały się dowody.

Dodaje przy tym, iż zanim opryskiwacz odjechał, wykonano zdjęcia i zidentyfikowano osoby siedzące w maszynie. To ma istotne znaczenie dla śledztwa, zwłaszcza jeżeli pojawią się pytania o wykonawców, zleceniodawców oraz zakres odpowiedzialności poszczególnych osób.

W relacji rolnika pojawia się też wątek bardzo młodych pracowników, którzy mieli uczestniczyć w zdarzeniu. Jego zdaniem trudno uwierzyć, by nie wiedzieli, iż niszczą rosnącą pszenicę i czyje są to zasiewy. Pozostaje jednak pytanie, z czyjego polecenia działali i czy robili to dobrowolnie.

„Już mieliśmy zdjęcia i poznaliśmy osoby, które siedziały w tej maszynie.”
– Przemysław Podkówka

Co dalej? Oczekiwanie na zarzuty, odszkodowanie i wyrok sądu

Na ten moment, gospodarze czekają przede wszystkim na dalsze działania prokuratury – opinię biegłego, formalne ustalenia co do użytych substancji oraz ewentualne postawienie zarzutów osobom odpowiedzialnym za zniszczenie upraw. Równolegle liczą, iż w dalszej kolejności uda się dochodzić odszkodowania za zniszczoną pszenicę i wszystkie poniesione koszty.

Nie mniej ważne pozostają sprawy cywilne dotyczące praw do gruntów. To właśnie ich rozstrzygnięcie może zdecydować o tym, czy podobne konflikty będą się powtarzać w kolejnych sezonach, czy też sytuacja zostanie ostatecznie uporządkowana.

Dla gospodarstwa z Szymanowa to nie jest więc tylko pojedyncza historia o zniszczonej plantacji. To opowieść o sporze o ziemię, o odpowiedzialności za straty i o tym, jak konflikt właścicielski może przełożyć się na realne, kosztowne zniszczenia w polu.

„Liczymy, iż później uda się uzyskać jakieś odszkodowanie w związku ze zniszczonymi uprawami i poniesionymi kosztami.”
– Przemysław Podkówka

Nagrania i relacja

Idź do oryginalnego materiału