Zrozpaczeni i bezradni… Tak czują się ludzie, którzy w Gdyni kilka lat temu kupili mieszkania od dewelopera. To miało być spełnienie marzeń. Niestety dziś zamiast tego spłacają kredyty, tracą oszczędności życia, a wymarzonych mieszkań nie ma. Deweloper popadł w długi, a niedokończony wieżowiec jest rozkradany. Materiał "Interwencji".
Kredyty wzięte, mieszkań brak. Deweloper w długach

- Zapłaciliśmy za to mieszkanie i straciliśmy całe oszczędności życia. Nie tylko nasze, ale i naszego syna, który niestety nie dożył tego momentu: zmarł - mówi jedna z niedoszłych lokatorek bloku. - Płacę już od pięciu lat kredyt nie mając mieszkania, zostało mi jeszcze 25 lat do spłaty - dodaje inna.
ZOBACZ: "Myślałam, iż umieram”. Śmiertelna moda na dachach pociągów
Jedną w wielu pokrzywdzonych osób jest pani Patrycja - matka 10-miesięcznej Malwiny. Przez wiele lat pracowała z mężem za granicą właśnie po to, by odłożyć na mieszkanie. - Zostaliśmy z niczym, musimy planować życie dalej i tracimy powoli nadzieję na dokończenie budynku - przyznaje.
Gdynia. Lokatorzy spłacają kredyty, mieszkań brak
Pan Mariusz i jego żona wzięli ponad pół miliona kredytu. Również zaufali deweloperowi i do dziś mieszkania nie mają. - To, iż oddanie budynku jest opóźnione, to dla nas nie tylko koszt finansowy co miesiąc, bo musimy płacić raty kredytu od czterech lat, to są też ogromne straty zdrowotne - zauważa.
W podobnej sytuacji znalazło się młode małżeństwo: pani Julia i pan Paweł. - Byliśmy jednymi z pierwszych klientów, bo kupowaliśmy pięć lat temu, gdy tu choćby łopaty nie było wkopanej. 660 tysięcy zł kosztowało nas to mieszkanie razem z komórką i miejscem postojowym. Jest ono w zasadzie na kredyt - opowiadają.
ZOBACZ: Gigantyczne silosy za domem. Po sześciu latach walki usłyszała, iż ma rację
Budowa mieszkań ruszyła w 2020 roku. Początkowo wszystko układało się dobrze. Ludzie podpisywali umowy kupna lokali i wpłacali pieniądze. Potem zaczęły się problemy, bo przedłużało się zakończenie budowy. Okazało się, iż deweloper ma kłopoty finansowe.
- Pojawił się wątek, iż cała grupa ma problemy, a jest to o tyle dziwne, iż jeżeli ta spółka miała spółkę docelową i pieniądze wpłynęły na rachunki powiernicze, to powinny iść one tylko na budowę, a nie na coś innego.
Odbyło się spotkanie z nadzorcy z nabywcami lokali i okazało się, iż dziennik budowy zaginął. Innej dokumentacji też nie ma. Na pytanie kto był kierownikiem budowy, spółka twierdziła, że nie wie - relacjonuje Marcin Stojek, pełnomocnik poszkodowanych.
Złodzieje, wstrzymana budowa i niepewna przyszłość
Budowa stanęła, a blok był rozkradany przez złodziei i bezdomnych. Przyszli lokatorzy zostali z niczym. Nadzieja na dokończenie prac nadeszła, gdy pojawił się nowy inwestor. - Przygotowali dla nas ofertę na dokończenie budynku, twierdzili, iż nie będzie problemu, żebyśmy dopłacili za to na sam koniec. W następnych miesiącach te wszystkie obietnice nie zostały jednak spełnione - opowiada pani Monika.
Budynek nie jest dokończony. Szanse na zamieszkanie w nim maleją.
- Nie ma już propozycji dokończenia budynku. Alternatywne rozwiązanie to zwrot około 80 procent środków, które zostały przez nas wpłacone pięć lat temu - tłumaczy jedna z niedoszłych lokatorek bloku. Nowa propozycja zakłada przejęcie budynku bez lokatorów.
- Dla nich to jest zwyczajny biznes, oni się nas pozbędą, a później sprzedadzą nieruchomość w cenie rynkowej. My zostaniemy bez mieszkań i z mniejszą ilością pieniędzy - kalkuluje jeden z lokatorów.
ZOBACZ: Dom sąsiada stanął 1,8 metra od granicy. "Przepisy tylko dla wybranych?"
Między nowym deweloperem a nabywcami lokali odbywało się już wiele spotkań. Niestety porozumienia wciąż nie ma. Dziennikarze "Interwencji" pojawili się na kolejnym spotkaniu, jednak przedstawiciele spółki nie zdecydowali się na rozmowę.
W nadesłanym oświadczeniu spółki czytamy między innymi, iż "pozostaje otwarta na dialog z uczestnikami postępowania oraz przedstawicielami nabywców, mając świadomość, iż możliwe scenariusze wymagają pogodzenia różnych oczekiwań, ograniczeń formalnych oraz realiów ekonomicznych projektu".
- Potrzebujemy pomocy z zewnątrz, zapłaciliśmy za te mieszkania ciężko zarobionymi pieniędzmi, spłacamy kredyty, wynajmiemy mieszkania, to są ogromne koszty - apeluje lokatorka.


2 godzin temu













