Brazylijski rynek przez trzy tygodnie grał pod zmianę władzy. W niedzielę wieczorem okazało się, iż to był zły zakład. Luiz Inácio Lula da Silva wygrał drugą turę wyborów prezydenckich, mimo iż w pierwszej przegrał z Flávio Bolsonaro. Inwestorzy, którzy jeszcze w piątek kupowali brazylijskie akcje i reala, zaczęli w nocy masowo zamykać pozycje.
Wynik, którego nie przewidziały sondaże
Według Najwyższego Trybunału Wyborczego (TSE) Lula zdobył ok. 51,8% głosów, a Flávio Bolsonaro 48,2%. Różnica wyniosła blisko 4,4 mln głosów. Jak podaje Bloomberg, który pisze o rekordowej czwartej kadencji, 80-letni polityk zatrzymał prawicową falę w Ameryce Łacińskiej i pokazał, iż wieszczenie końca jego kariery było przedwczesne.
Skala tego zwrotu jest duża. 4 października Flávio Bolsonaro wygrał pierwszą turę z wynikiem 47,03% wobec 45,16% Luli. Według NPR od powrotu demokracji w 1989 roku żaden kandydat, który przegrał pierwszą turę, nie wygrał potem drugiej. Do tego niemal wszystkie sondaże przed drugą turą dawały prowadzenie synowi byłego prezydenta. Leonardo Mendes z Manchester Investimentos policzył, iż wszystkie 13 analizowanych przez niego sondaży wskazywało na Bolsonaro, średnio o 2,4 pkt proc.
O wyniku zdecydowała przede wszystkim mobilizacja. Po porażce w pierwszej turze lewica zorganizowała wielkie wiece pod hasłem „Nigdy więcej Bolsonaro”, a Lula zmienił sposób komunikacji w mediach społecznościowych. Absencja spadła do 19,21%, najniżej od 2006 roku. Lula zdobył ponad 64 mln głosów, najwięcej w historii brazylijskich wyborów prezydenckich.
W przemówieniu po zwycięstwie nie oszczędzał rywala i wysłał też wyraźny sygnał do Waszyngtonu:
„To była porażka negacjonizmu i kłamstw. (…) Ten kraj nie zgodzi się być niczyim podwórkiem.”
Bolsonaro nie uznaje porażki
Polityczna niepewność się nie skończyła. Flávio Bolsonaro odmówił uznania wyniku i zapowiedział, iż będzie się domagał unieważnienia wyborów. Powodem jest decyzja sędziego Sądu Najwyższego Cristiano Zanina, który na trzy minuty przed planowanym końcem głosowania przedłużył je o dwie godziny. O przedłużenie wnioskowały oba sztaby: obóz Luli z powodu ograniczonej komunikacji autobusowej w São Paulo i Salvadorze, a obóz Bolsonaro z powodu ulew na południu kraju. Część lokali była już jednak zamknięta.
Bolsonaro przypomina, iż Zanin był wcześniej adwokatem Luli, i mówi o „zmianie reguł w trakcie gry”. Prezes TSE Kassio Nunes Marques, którego do Sądu Najwyższego powołał Jair Bolsonaro, zapewnia, iż przedłużenie głosowania nie wpłynęło na wynik. Jak zauważa Le Monde, nie wiadomo, czy zarzuty przegranego spełniają prawne przesłanki do unieważnienia wyborów. Rynek jednak nie lubi takich znaków zapytania. Mendes ocenia, iż tak istotna zmiana w trakcie samego procesu wyborczego rodzi pytania o przewidywalność reguł i bezpieczeństwo prawne.
Noc, w której wyparował wiec
Reakcja rynków była natychmiastowa, choć na razie widać ją tylko w handlu poza Brazylią. B3 w niedzielę nie działa, więc kierunek wyznaczyły instrumenty notowane w Chicago, Tokio i w handlu posesyjnym w Nowym Jorku.
Kontrakty terminowe na dolara na CME podrożały o ok. 10%, do równowartości ok. 5,52 reala. W piątek kurs kasowy zamknął się na poziomie 4,9930. Notowany w Tokio NEXT Funds Ibovespa Linked ETF otworzył sesję spadkiem o 13%, a inny japoński fundusz, Nomura NF Ibovespa Link, tracił 15%. Amerykański iShares MSCI Brazil (EWZ) w handlu posesyjnym tracił prawie 20%. ADR-y Petrobrasu spadały według Investor’s Business Daily o 16%, a MercadoLibre, dla którego Brazylia jest największym rynkiem, o 7%.
Trzeba tu zachować ostrożność. Handel w nocy z niedzieli na poniedziałek jest płytki i takie ruchy często są przesadzone. Ile z nich się utrzyma, pokaże dopiero sesja na B3.
Tak gwałtowny spadek ma proste wyjaśnienie. Rynek bardzo mocno zagrał pod zmianę władzy. Po pierwszej turze Ibovespa wzrosła w jeden dzień o 7,7% i zamknęła się na rekordowym poziomie 206 911,89 pkt. Był to najlepszy dzień od marca 2020 roku. Real umocnił się o 4,1%, do ok. 5 za dolara. J.P. Morgan podniósł wtedy rekomendację dla brazylijskich akcji do „przeważaj”. W piątek przed drugą turą indeks kończył sesję na poziomie 205 083 pkt, z wynikiem ok. 10% w górę od początku października i ponad 27% od początku roku.
Gabriel Pinheiro z GT Capital mówi o asymetrii:
„Rynek przez cały październik kupował tezę o zmianie władzy. (…) Przed pierwszą turą Ibovespa była w okolicach 192 tys. pkt, a dolar kosztował 5,22 reala. Reelekcja Luli zmusza rynek do odwrócenia dużej części tego ruchu.”
Analitycy otwarcie mówią o ryzyku uruchomienia na B3 mechanizmu circuit breaker. Spadek Ibovespy o 10% wstrzymuje handel na 30 minut.
Rynek wiedział, co zrobi, jeżeli wygra Lula
To nie była reakcja na ślepo. Badanie Citi przeprowadzone w piątek wśród inwestorów pokazało, iż 79,5% ankietowanych spodziewało się spadku Ibovespy o ponad 5% w razie zwycięstwa Luli. 63% oczekiwało osłabienia reala o więcej niż 5%, a 67,1% wzrostu stopy DI na styczeń 2029 o ponad 100 pkt bazowych. Według strategów Citi rozkład oczekiwań był wyraźnie asymetryczny. Dobre scenariusze zakładały umiarkowane wzrosty, a zwycięstwo Luli wiązano ze znacznie ostrzejszymi spadkami.
Jeszcze 29 września JPMorgan szacował, iż scenariusz stopniowego pogarszania się finansów publicznych mógłby oznaczać spadek brazylijskich akcji o 21% i osłabienie reala o ok. 6%. Bradesco BBI w niedzielę wieczorem obniżył rekomendację dla Brazylii z „przeważaj” do „neutralnie”. Bank zwrócił uwagę, iż MSCI Brazil wzrósł w październiku o ok. 13% w dolarach, a historyczne dyskonto brazylijskich spółek prawie zniknęło. Indeks wyceniany jest na 9,3-krotność prognozowanych zysków, tylko 7% poniżej średniej. W czerwcu dyskonto wynosiło ok. 20%.
Prawdziwym problemem jest budżet
Sam wynik wyborów to tylko pretekst do przeceny. Jej źródłem są finanse publiczne. Dług publiczny Brazylii przekracza 82% PKB. Bradesco BBI prognozuje wzrost długu brutto z 83,6% do 88,2% PKB w kolejnych latach. Zespół Luli chce do 2030 roku osiągnąć nadwyżkę pierwotną na poziomie ok. 1,3% PKB. Rynek pyta jednak, skąd mają pochodzić oszczędności, skoro większość wydatków, w tym emerytury, wynika z ustaw. Do tego dochodzą obietnice z kampanii. Rząd szacuje ich łączny koszt na 53,6 mld reali w 2027 roku.
Alejo Czerwonko, dyrektor ds. inwestycji na rynkach wschodzących w UBS Global Wealth Management, mówi wprost:
„Inwestorzy chcą jasnego i wiarygodnego zobowiązania do dyscypliny fiskalnej. Spodziewamy się, iż rajd po pierwszej turze zostanie w dużej mierze zniwelowany, a nastroje pozostaną słabe, dopóki nie pojawi się konkretny plan fiskalny.”
Nawet dobry plan będzie jednak potrzebował poparcia Kongresu. A Kongres po tych wyborach jest najbardziej prawicowy od czasu powrotu demokracji. Partia Liberalna (PL) Bolsonaro zwiększyła liczbę mandatów w Senacie z 15 do 28, co jest najlepszym wynikiem jednej partii od uchwalenia konstytucji. W 513-osobowej izbie niższej ma według prognoz ok. 121 posłów. Paradoksalnie dla rynku nie musi to być wyłącznie zła wiadomość. Opozycyjny parlament może blokować pomysły zwiększające wydatki. Zarazem jednak bez porozumienia z nim żadna poważna reforma nie przejdzie.
Na co patrzy rynek
Pierwszym ważnym sygnałem będzie wybór ministra finansów. Na początku października Reuters ujawnił, iż Lula rozważa powierzenie tej funkcji wiceprezydentowi Geraldo Alckminowi. Byłby to sygnał dla centrum i dla inwestorów. Divya Singaravelu z Meridian 1305 Capital zwraca uwagę, iż rynek czeka też na konkretny kształt budżetu na 2027 rok i limitu wydatków. Nowa kadencja zacznie się 5 stycznia 2027 roku.
Ważna będzie też polityka monetarna. We wrześniu bank centralny obniżył stopę Selic po raz piąty z rzędu, do 13,75%. Rynek liczył na dalsze cięcia, które ułatwiałaby dyscyplina budżetowa. Gwałtowne osłabienie reala i wzrost rentowności mogą ten scenariusz poważnie skomplikować, bo słabsza waluta oznacza droższy import i ryzyko dla inflacji. W tym tygodniu decyzję o stopach podejmie też Fed, co dla walut rynków wschodzących zawsze ma znaczenie.
Wyprzedaż nie dotknie wszystkich spółek tak samo. Analitycy w Brazylii najbardziej obawiają się o spółki z udziałem państwa, takie jak Petrobras i Banco do Brasil, a także o sektor handlu, deweloperów, firmy z wysokim zadłużeniem i spółki związane z rynkiem kapitałowym, w tym B3. Relatywnie lepiej mogą sobie radzić eksporterzy z przychodami w dolarach, np. z branży wydobywczej i rolno-spożywczej. Citi na wypadek zwycięstwa Luli wskazywał spółki zdolne do przerzucania kosztów na klientów: Embraer, WEG i Axia Energia. Bradesco BBI przesunął portfel w stronę Embraera, Suzano, WEG, JBS, Sabespu i BB Seguridade.
Dla polskich inwestorów, którzy mają ekspozycję na Brazylię przez fundusze, przypominamy, iż ETF-y na Brazylię od lat łączą potencjał surowcowy z dużym ryzykiem politycznym. Inwestor rozliczający się w dolarach lub złotych traci w takich chwilach podwójnie: na cenie akcji i na kursie reala. Brazylijska waluta była zresztą pod presją już wcześniej, m.in. po decyzjach celnych Donalda Trumpa.
Czy taka przecena musi się utrzymać
Historia podpowiada, żeby nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków z pierwszej sesji. Gustavo Sung z Suno Research przypomina, iż po wyborach w 2022 roku giełda odrobiła straty, gdy rząd przedstawił plan fiskalny i rozwiał część obaw. Bradesco BBI zapowiada, iż wróci do rekomendacji „przeważaj” w trzech przypadkach: jeżeli przecena będzie głębsza, jeżeli pojawi się wiarygodny pakiet fiskalny albo jeżeli bank centralny przyspieszy obniżki stóp.
Najbliższe dni będą jednak dla brazylijskich aktywów bardzo nerwowe. Na giełdzie, w kursie reala i na krzywej rentowności widać teraz to samo pytanie: czy Lula w czwartej kadencji, z wrogim Kongresem i długiem rosnącym w stronę 90% PKB, zdoła przekonać inwestorów, iż panuje nad budżetem. Odpowiedzi nie dadzą kolejne przemówienia, tylko nazwisko ministra finansów i liczby w budżecie na 2027 rok. Do tego czasu Brazylia pozostanie jednym z najbardziej wrażliwych na ryzyko polityczne rynków wschodzących.

7 godzin temu





