Mała ładowarka, która dźwignie paletę kostki? Oto nowy Weycor serii 300

2 godzin temu

Pytanie, na które musi sobie odpowiedzieć każdy, kto planuje zakup maszyny do swojej firmy budowlanej, gdy jedną ze sztandarowych pozycji w ofercie jest układanie kostki brukowej. Czy ta maszyna podniesie paletę kostki? Weycor odpowiada: nowa seria 300 podniesie! I to nie tylko grubości 6 cm ale także 8 cm!

Dotychczas najmniejsza ładowarka w ofercie, czyli AR320, mogła pochwalić się obciążeniami na poziomie 1512/1336 kg (na wprost/ w skręcie), nowe modele serii oznaczonej jako 300 mają bez trudu podołać masie 1,6 t. Atutem nowej serii ma być połączenie siły oraz kompaktowych wymiarów.

Weycor seria 300

Zaprezentowana nieco przedpremierowo, w zeszłym roku w Monachium, nowa seria 3 znacznie rozbudowuje portfolio maszyn w tym segmencie niemieckiej firmy Weycor. Co istotniejsze, są to modele, która naprawdę mogą wstrzelić się w potrzeby rynku, zwłaszcza o ile firma utrzyma swój styl robienia maszyn solidnych i silnych. Chwytliwa reklama (z co prawda atrapą palety kostki, jednak wszystko wskazuje na to, iż nie był to tylko chwyt marketingowy) rozbudza apetyt. A co dokładnie składać się ma na nowe ładowarki?

Maszyny serii 300 wejdą do sprzedaży zarówno jako linia ogólnoużytkowa jak i rolnicza, fot. GS

Przede wszystkim maszyny będą dostępne w dwóch seriach, o czym wspominaliśmy przy okazji pojawienia się modelu AR serii 400 na Agrotechu pod szyldem Korbanka, tj jako zielone – rolnicze oraz pomarańczowe do ogólnego przeznaczenia. Oferta rolnicza już jest dostępna i składa się z dwóch modeli AR360 oraz AR380 linii Agrarline. W przypadku maszyn, które mogą zainteresować właścicieli firm mowa jest o 5 modelach: 360, 380, a w planach jest także mniejszy 340, który nie będzie musiał łapać się na DPF, gdyż moc silnika będzie poniżej 25 KM, a także dwie maszyny elektryczne 360e oraz 380e. Elektryki zawitają także do zielonej linii, ale póki co firma Weycor wciąż nie do końca określiła ostatecznego wyglądu serii 300 w swojej ofercie. Widać to dobrze na przykładzie modelu 340, który choć był zapowiedziany, w tej chwili nie pojawia się w oficjalnych broszurach.

Stylistyka jest prosta, ale znacznie ciekawsza niż ta znana chociażby z AR320, fot. GS

Modele 360 i 380 – solidna baza

Jeżeli chodzi o 360 i 380, to są to maszyny potwierdzone. Mniejszy model napędza silnik 1,8 l o mocy 38 KM, większy 50 KM. Producent postanowił postawić tym razem nie na jednostkę Yanmara, a silnik Kuboty D1803-CR, także trzycylindrowy z układem DOC+DPF oraz zaworem EGR. Jednostki zapewnią odpowiednio 157 i 205 Nm momentu obrotowego. Warianty elektryczne będą miały silniki tej samej mocy – 20 kW (36 kW szczytowej) oraz 13 kW silnik do napędu pompy hydrauliki. Różnice pojawią się w przypadku baterii: 360e dysponować ma 22 kWh, zaś 380e 44 kWh. Obydwie maszyny będzie można doposażyć się w ładowarkę 11 kW zamiast standardowej 3 kW.

Kabina jak na tak małą maszynę jest wygodna, mocno przeszklona i ze sporą ilością miejsca dla operatora, fot. GS

Co z tą kostką? Da radę czy nie?

Jeżeli chodzi o parametry, to modele 360 i 380 będą oferowały aż trzy typy kinematyki: P, Z oraz P z wydłużonym wysięgnikiem, co przekłada się odpowiednio na wysokość podnoszenia: 2580 mm, 2930 mm i 3210 mm dla modelu 360 oraz 2600 mm, 2950 mm i 3230 mm dla modelu 380. Który wybrać aby podnieść paletę wspomnianej kostki? I to jest najlepsze – dowolny. Minimalny udźwig dla mniejszej ładowarki 360 wynosi 1650 kg dla wydłużonego wysięgnika, w modelu 380 minimum to 1950 mm. Mowa rzecz jasna o ustawieniu maszyny na wprost. Naturalnie mokra kostka 8 cm, w której producent nie żałował jakościowego kruszywa może ważyć choćby 2 t, zwykle nie więcej niż 1,8 t. Czyli 360 może się nieco spocić, ale wystarczy zdecydować się na kinematykę Z, aby podnieść do 1950 kg (2300 dla 380) albo P, o ile nie zależy nam na wysokości, co da 2200 kg dla 360 lub 2550 dla 380. Całkiem przyjemne wartości mając na uwadze, iż masy opisywanych ładowarek to odpowiednio 2,7-2,8 t oraz 3,3 t (modele elektryczne wypadają tożsamo).

Wnętrze jest jakby przyjemniejsze i nie straciło na ergonomii, fot. GS

Wyposażenie

Podążając za trendami, nowe ładowarki serii 300 będą fabrycznie wyposażone w pełen pakiet oświetlenia LED, dodatkowe wyjścia hydrauliki, łączność przez MIC 4.0 (transmisja danych z maszyny), auto-inch, natomiast modele elektryczne bazują na architekturze 48V, co pozwoli na bezpieczny i łatwy serwis. Weycor twierdzi, iż elektryczne maszyny mają dać radę przepracować 8 godzin, choć prawdopodobnie producent bierze pod uwagę krótkie ładowanie w czasie jednej z przerw w ciągu dnia. Na pewno ma pojawić się opcja zwiększonego wydatku hydrauliki oraz kamery 360 dla lepszej orientacji podczas pracy.

Kabina – zmiany na plus

Ładowarki Weycor nie słynęły ze specjalnie wyszukanej stylistyki wewnątrz. Owszem, było solidnie i praktycznie, czasem do bólu, ale wnętrze nie cieszyło oka. Wraz z nową serią 300 zmieni się to diametralnie. W miejsce zegarów przypominających wyświetlacz starej wagi wskoczył ładny i czytelny okrągły wskaźnik z małym ekranem i czytelnymi kontrolkami.

Kolumna kierownicy została obudowana tworzywem jak w aucie osobowym, zaś panel po prawej stronie w końcu zyskał na świeżości – jest nowy dżojstik, przyciski zebrane w jednym miejscu oraz dobrze wkomponowany panel od klimatyzacji. Widać co prawda wkręty, którymi poskręcano wszystko do kupy, jednak w przypadku maszyny roboczej na wkręty zawsze warto patrzeć łaskawym okiem, w końcu zawsze producent mógł użyć nowatorskich kołko-wkrętów z plastiku, lub zatrzasków.

Całości dopełnia miękki podłokietnik oraz sporo miejsca na rzeczy jak kask czy buty robocze. Jak na małą maszynę, to naprawdę solidny projekt. Jedyne czego teraz potrzeba, to aby producent w końcu sfinalizował wdrożenie serii 300 na rynek i podzielił się z klientami cennikiem.

Idź do oryginalnego materiału