Marcin Iwuć próbował mnie skompromitować? Sprawdzam, jak jest naprawdę!

4 tygodni temu

Przez ostatnie kilka dni po sieci krąży kilkunastosekundowy wycinek debaty z Kongresu Zero, który kompromituje CYMCOLA. Marcin Iwuć miał jednym zdaniem udowodnić, iż inwestowanie aktywne przegrywa z S&P 500. No cóż… sprawdźmy to.

Na scenie nie ma czasem jak odpowiedzieć. Rozmowa trwa dalej, prowadzący ponagla, a publiczność czeka, więc trzeba przejść dalej, ale skoro już ten fragment postanowił sobie żyć własnym życiem, to rozłóżmy go sobie na kawałki i zobaczmy, jak łatwo prostym fragmentem i chwytliwą narracją wyrywać wszystko z kontekstu.

Zaskakuje mnie to, tym bardziej, iż mówimy o osobie z doświadczeniem w TFI i wysokimi kwalifikacjami zawodowymi w finansach. Trzy błędy metodologiczne w tak krótkiej wypowiedzi? Imponujące.

Idźmy po kolei.

Marcin Iwuć próbował mnie skompromitować? Sprawdzam, jak jest naprawdę!

Inwestuj z Freedom24 – regulowanym brokerem notowanym na NASDAQ
Odbierz do 20 darmowych akcji na start.
Dowiedz się więcej

Losowy portfel pod tezę i pierwszy błąd metodologiczny

  1. Wybrałeś sobie losowy portfel pasujący do Twojej hipotezy. Dlaczego losowy? Bo taki, który nigdy nie miał i nie ma bić żadnego indeksu giełdowego. Jest to literalnie opisane w założeniach danego portfela inwestycyjnego.

Marcin pracował w TFI, więc doskonale wie, iż różne fundusze inwestycyjne mają różne założenia do realizacji i sukcesem konkretnego funduszu jest realizacja przyjętych na starcie założeń. Sprawdźmy więc te założenia.

Moje prywatne portfele rozdzielone są na trzy następujące cele opisane jasno na stronie.

  1. Portfel „bezpieczny”, który ma w długim terminie bić inflację o średnio 2–3 pp rocznie.
  2. Portfel „agresywny”, którego celem jest w długim terminie bić solidnie wszystkie największe indeksy.
  3. Portfel, do którego odniósł się Marcin, którego celem jest osiąganie konkretnego długoterminowego CAGR zdefiniowanego tutaj jako 16% średniorocznie.

W zasadzie to podział trójportfeli spójny z promowaną przez Marcina filozofią trzech portfeli w napisanej przez niego książce.

Teraz ciekawostka. Każdy z portfeli, które wymieniłem, spełnia swoje założenia przyjęte lata temu.

Bezpieczny z benchmarkiem inflacji? +89% w 6,5 roku przy skumulowanej inflacji rzędu +52%. Cel osiągnięty.

Agresywny z benchmarkiem… dowolnym? +650% od września 2021 roku. Cel osiągnięty.

Wybrany przez Marcina? CAGR mierzony metodą MWR = +19,6%. CAGR mierzony metodą TWR = +14,2%. To stopy zwrotu średnioroczne. Nie będziemy tutaj robić wykładu o tym, czym różni się MWR od TWR. MWR odpowiada na pytanie: „Ile zarobiłem na swoim kapitale, biorąc pod uwagę moje wpłaty i wypłaty?”. jeżeli chce się oceniać, czy jako inwestor realnie zarobiono 16% rocznie na swoich pieniądzach… to patrzymy na MWR. Ja tam widzę +19,6%. Cel więc osiągnięty.

Dołącz do nas na X oraz YouTube i bądź na bieżąco!

Publiczne portfele inwestycyjne i realne wyniki

Narracja by się trochę rozjechała, gdybyśmy robili fact checking na żywo, prawda? Spójrzmy sobie jeszcze na portfele pokazywane publicznie. Tutaj prowadzone są dwa, których zdefiniowanym celem jest bicie benchmarku indeksowego.

Portfel agresywny Freedom24, gdzie benchmarkiem jest stricte S&P 500. Wynik? Lepszy dwukrotnie od S&P 500.

Portfel ETF kwartalny, gdzie benchmarkiem jest MSCI ACWI. Wynik? Analogicznie dobry.

Marcin chciał udowodnić wyższość pasywnego inwestowania, ale nie zapytał o wyniki. Nie zapytał o portfel, którego celem jest pobić S&P 500. Wybrał sobie jeden portfel pod konkretną tezę.

Co ciekawe, wybrał portfel inwestujący globalnie, a nie w akcje wyłącznie USA oraz taki, którego celem od pierwszego dnia nigdy nie było pobić amerykańskie indeksy.

Od osoby, która zawodowo od lat porównuje produkty finansowe jako usługę dla swoich odbiorców, oczekiwałbym jednak większej staranności przy porównywaniu takich produktów do debaty.

Benchmark, S&P 500 i problem złego porównania

I tu przechodzimy do drugiego problemu. Kompletnego niezrozumienia benchmarku. Nie sądzę, iż Marcin odważyłby się na porównywanie funduszu akcji europejskich z NASDAQ albo funduszu obligacji z Bitcoinem. Przynajmniej mam taką nadzieję, iż by się nie odważył. Portfel, do którego wybrał się odnieść, jest portfelem inwestującym w:

  1. Akcje z GPW
  2. Spółki europejskie
  3. Spółki amerykańskie
  4. Obligacje
  5. Czasem choćby surowce

Abstrahując już choćby od celu portfela, którym nie jest bicie benchmarku, tylko konkretna stopa zwrotu, to porównajmy go w takim razie do indeksów ogólnoświatowych. Total World Stock? Też nie pasowałoby do hipotezy, bo mamy 120% vs 90%.

Rzucanie jako benchmarku dla jakiegokolwiek inwestora S&P 500 Total Return jest wybitnym brakiem praktyki inwestycyjnej. Wiecie dlaczego? Bo to nieinwestowalny twór. Nie możecie sobie zainwestować w S&P 500 Total Return. Możecie sobie zainwestować co najwyżej w fundusz ETF, który ma odzwierciedlać S&P 500. Globalnie tworzony portfel, którego celem nie jest i nie będzie pobić inwestowalnego S&P 500… i tak je bije. Twoje porównanie, Marcin, nie wytrzymuje zderzenia z faktami.

Jestem pewien, iż doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, iż różne portfele są konstruowane do osiągania różnych celów, a jednak udało Ci się pomieszać dwa zupełnie różne pytania.

Pytanie pierwsze brzmi: czy konkretny portfel, o konkretnym celu, w konkretnym okresie pobił konkretny benchmark?

Pytanie drugie brzmi: czy aktywne inwestowanie jako takie ma sens?

Próbowałeś odpowiedzieć na drugie pytanie, szukając odpowiedzi na pierwsze. Skrót myślowy, który ma się kliknąć. Sprytnie i pewnie by wyszło, gdybym nie miał platformy do takiego go wyjaśnienia.

Aktywne inwestowanie a ocena konkretnej strategii

Pomieszałeś dwa różne światy. Świat oceny konkretnej strategii inwestycyjnej i świat dyskusji o aktywnym inwestowaniu. To jest przykład argumentacji, którą od lat słyszymy przeciwko aktywnemu inwestowaniu. Tak naprawdę nie chodzi tutaj o mnie. Chodzi o pewien sposób argumentowania przeciwko aktywnemu inwestowaniu. Ja jestem tylko przykładem użytym w tej narracji.

Marcin wziął jeden portfel, jeden okres, jeden źle dobrany benchmark i zasugerował, iż tym samym zamyka temat aktywnego inwestowania. Nie zamyka. To w zasadzie choćby nie otwiera tematu, bo cała „analiza” zaczyna się od błędnego założenia.

Gdybyśmy chcieli uczciwie sprawdzać aktywne inwestowanie, to trzeba byłoby sprawdzić portfele, które deklarują taki cel. Takie zresztą już wam pokazałem. Wnioski można sobie wyciągnąć samodzielnie.

Prowadzenie takich portfeli to zupełnie inny sport niż napisanie książki o inwestowaniu i powiedzenie ludziom, żeby „nie kombinowali”. W takich portfelach każda decyzja zostaje na zawsze zapisana, a strategii nie ocenia się po latach, ale na żywo, a to kusi do takiego cherry-pickingu, jaki widzieliśmy.

Nie mówię tego choćby z pogardą. Dla wielu osób ETF-y są świetnym rozwiązaniem. Ja sam wielokrotnie powtarzam, iż najlepsza strategia dla większości to Core-Satellite. ETF-owa baza i domieszka aktywnego inwestowania, ale to, co Ty robisz, to trochę tak, jakby osoba od lat jedząca catering dietetyczny tłumaczyła kucharzowi, iż gotowanie nie ma sensu, bo przecież pudełka też działają. No działają, ale to nie znaczy, iż nikt nie powinien gotować sam. jeżeli lubisz catering, to spoko, ale nie pouczaj kucharza, jak gotować.

ETF-y, obligacje i prosta narracja dla inwestorów

Marcin od lat promuje bardzo prostą filozofię: ETF-y, obligacje, nie kombinuj, trzymaj się planu. To jest spójne, łatwe do komunikacji i medialnie skuteczne.

Innymi słowy, Marcin jest jeżem. Jeżem z jednej z moich ulubionych książek „Superprognozowanie”.

Isaiah Berlin napisał kiedyś, iż „Lis wie wiele rzeczy, a jeż wie jedną wielką rzecz”. Philip Tetlock, autor tejże książki „Superprognozowanie”, pokazał później, iż w prognozowaniu jeże często wypadają dużo gorzej od lisów, bo cały skomplikowany świat przepychają przez jeden dominujący w ich głowie filtr.

Jednocześnie jeże są często bardziej rozpoznawalnymi ekspertami medialnymi. Nie dlatego, iż lepiej przewidują przyszłość. Wręcz przeciwnie. Dlatego, iż mówią prościej. Problem polega na tym, iż rynki finansowe nie nagradzają prostych narracji. Nagradzają dostosowywanie się do rzeczywistości.

Masz jedną wielką ideę dla ludzi. Pasywnie. ETF-y. Obligacje. Nie kombinować. Dla części ludzi to pewnie będzie dobre. Problem zaczyna się wtedy, gdy z dobrej rady dla przeciętnego inwestora robi się religię.

Polub nas na Facebooku!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Profil ryzyka, alokacja i koszt utraconych możliwości

Prawda jest taka, iż 20-latek, 35-latek, przedsiębiorca, osoba z wysokimi dochodami, inwestor z dużą poduszką finansową i emeryt nie mają tego samego profilu ryzyka. Nie powinni mieć tego samego portfela. Nie powinni być oceniani tym samym benchmarkiem i nie powinni słyszeć tej samej odpowiedzi na każde pytanie o inwestowaniu.

Historia ostatnich kilku lat pokazała, iż bardzo konserwatywna alokacja oznaczała dla wielu inwestorów ogromny koszt utraconych możliwości. Uczciwie warto więc zapytać, ile realnego upside’u stracili przez to odbiorcy takich treści?

Bardzo łatwo mówi się potem „chroniłem ludzi przed ryzykiem”. Tylko iż ryzykiem dla młodego inwestora nie jest spadek portfela o 40%. Ryzykiem jest też to, iż przez dekadę będzie miał za mało ekspozycji na aktywa, które realnie budują majątek.

Ryzyko to nie jest tylko obsunięcie wyceny. Ryzyko to również niedowiezienie celu, zbyt konserwatywna alokacja i trzymanie młodych ludzi za rękę tak mocno, iż przestają zarabiać pieniądze wtedy, kiedy powinni budować kapitał najagresywniej.

Cherry-picking zamiast rzetelnej analizy

Nie mam problemu z tym, iż Marcin inwestuje pasywnie ani z tym, iż promuje ETF-y. Jednak z tym, iż człowiek, który zbudował markę na rzetelności finansowej, wychodzi na scenę, robi cherry-picking bez kontekstu, a potem porównuje gruszki z jabłkami, wybierając złe benchmarki i robi z tego efektowne „ja wiem”, to jednak mam problem.

Teraz ja też wiem i wy wiecie, iż to nie była żadna analiza. Nie było tu żadnego researchu. Nie był to choćby poprawny punkt odniesienia. Był z tego za to świetny przykład tego, jak jednym zdaniem można stworzyć bardzo atrakcyjną, ale kompletnie mylącą narrację pod publiczkę.

A teraz REKLAMY!

Przede wszystkim – cieszę się, iż Marcin w ogóle o tym wszystkim powiedział, bo to oznacza, iż pewnie musi płacić abonament za DNA Premium, skoro w ogóle miał takie informacje. Nie dziwi mnie to, bo podobnie płaci go w tej chwili ponad 5600 innych osób, które widzą w tym wartość.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz do 20 darmowych akcji.
Sprawdź szczegóły aktualnej promocji.
Załóż konto

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
Idź do oryginalnego materiału