Prezes Microsoftu Brad Smith przyleciał w piątek do Tokio z konkretną propozycją – 10 mld dolarów na rozwój sztucznej inteligencji i centrów danych w Japonii. Tyle iż inwestorzy od miesięcy patrzą na takie deklaracje z narastającym sceptycyzmem. Akcje giganta z Redmond straciły w tym roku ponad jedną czwartą wartości. To najgorszy wynik w całej „Wspaniałej Siódemce”.
Microsoft poinformował w piątek, iż w latach 2026–2029 zainwestuje w Japonii 1,6 bln jenów, co odpowiada blisko 10 mld dolarów. Środki trafią przede wszystkim na rozbudowę infrastruktury chmurowej Azure oraz mocy obliczeniowych niezbędnych do trenowania i wdrażania modeli AI.
Partnerami w tym przedsięwzięciu zostaną dwie japońskie firmy: operator telekomunikacyjny SoftBank Corp. oraz Sakura Internet – dostawca usług data center, który ma zapewnić procesory graficzne i zasoby obliczeniowe. Giełda w Tokio zareagowała natychmiast. Akcje Sakura Internet poszybowały w piątek o 20 proc. – to ich najsilniejszy jednodniowy skok od września 2025 roku. Papiery SoftBanku zyskały skromniejsze pół procent.
W ramach ogłoszonego pakietu Microsoft zobowiązał się do przeszkolenia miliona inżynierów AI do 2030 roku. To ma być odpowiedź na poważny problem Japonii – rządowe szacunki mówią o niedoborze ponad 3 mln specjalistów od sztucznej inteligencji i robotyki w perspektywie 2040 roku. Istotnym elementem jest też cyberbezpieczeństwo: gigant zadeklarował współpracę z japońskim rządem w zakresie wymiany informacji o zagrożeniach.
Co ważne, przetwarzanie danych w ramach Azure ma odbywać się na terenie Japonii, co wychodzi naprzeciw rosnącym oczekiwaniom dotyczącym suwerenności cyfrowej. Ogłoszenie zbiegło się ze spotkaniem Smitha z premier Sanae Takaichi, która budowanie potencjału technologicznego uczyniła jednym z filarów swojej polityki gospodarczej.
Japonia chce AI, Microsoft chce Japonii
Wybór Japonii nie jest przypadkowy. Według danych Microsoftu co piąty Japończyk w wieku produkcyjnym korzysta już z narzędzi generatywnej AI – to jeden z najwyższych wskaźników adopcji w regionie Azji i Pacyfiku. Starzejące się społeczeństwo i kurcząca siła robocza zmuszają tamtejsze firmy do automatyzacji procesów na skalę, jakiej Europa dopiero się uczy.
Japonia to zresztą kolejny przystanek na azjatyckiej trasie Microsoftu. Niedawno spółka zadeklarowała miliard dolarów na infrastrukturę AI w Tajlandii na lata 2026-2028. Wcześniej podobne inwestycje trafiły do Portugalii (10 mld USD), Polski (2,8 mld zł na centrum danych) i kilku innych krajów. Łącznie wydatki kapitałowe Microsoftu na rok fiskalny 2026 szacowane są przez analityków na ponad 120 mld dolarów – kwotę, która jeszcze dwa lata temu wydawałaby się abstrakcyjna.
Na giełdzie jednak bez euforii
I tu dochodzimy do paradoksu, który od początku roku spędza sen z powiek akcjonariuszom Microsoftu. Spółka generuje rekordowe przychody z chmury, dynamicznie rozwija infrastrukturę AI na całym świecie, a mimo to jej akcje zamknęły się 1 kwietnia na poziomie 369,37 USD – ponad 31 proc. poniżej historycznego szczytu z października 2025 roku, kiedy kosztowały 539,83 USD.
Od początku 2026 roku kurs stracił około 26 proc. Kapitalizacja Microsoftu, choć wciąż wynosi imponujące 2,74 bln dolarów, stopniała o ponad 1,4 bln USD w zaledwie pięć miesięcy. To jeden z największych spadków wartości rynkowej w historii amerykańskich spółek technologicznych.
Efekt? Microsoft jest dziś zdecydowanie najgorzej radzącą sobie spółką wśród tak zwanej Wspaniałej Siódemki (Magnificent Seven). I to z dużym marginesem nad resztą stawki.
Wyniki dobre, ale rynek chce więcej
Wyniki finansowe same w sobie trudno nazwać złymi. W II kwartale roku fiskalnego 2026 (zakończonym w grudniu 2025) przychody Microsoftu wyniosły 81,3 mld dolarów, rosnąc o 17 proc. rok do roku. Segment Intelligent Cloud przyniósł 32,9 mld USD przychodów (+29 proc.), a sam Azure urósł o 39 proc. Roczny run rate z usług AI przekroczył 13 mld dolarów. Tyle mówią twarde liczby.
Problem leży gdzie indziej. Nakłady inwestycyjne w samym jednym kwartale sięgnęły rekordowych 37,5 mld dolarów. Inwestorzy coraz głośniej pytają, kiedy ta gigantyczna machina wydatków zacznie generować proporcjonalny zwrot. Tymczasem flagowy produkt konsumencki, asystent Copilot, wyraźnie przegrywa rywalizację z ChatGPT (OpenAI) i Gemini (Google) – zarówno pod względem zaangażowania użytkowników, jak i konwersji na płatne subskrypcje.
Sytuacja jest o tyle pikantna, iż Microsoft zainwestował miliardy dolarów w OpenAI, ale to ChatGPT – nie Copilot – staje się narzędziem pierwszego wyboru w korporacjach. Jak donosił „The Wall Street Journal” na początku lutego, choćby klienci ekosystemu Microsoft 365 coraz częściej sięgają po rozwiązania konkurencji.
Okazja czy pułapka wartości?
Wskaźnik forward P/E dla Microsoftu spadł do ok. 19,4 – poziomu niewidzianego od lat. Dla jednych to sygnał, iż wycena zaczyna wyglądać atrakcyjnie. Dla innych – ostrzeżenie, iż rynek wycenia rosnące ryzyko, iż setki miliardów dolarów wydanych na centra danych mogą nie przynieść oczekiwanej dominacji w erze sztucznej inteligencji.
Piątkowe ogłoszenie z Tokio jest kolejnym dowodem, iż Microsoft nie zamierza zdejmować nogi z gazu. Strategia „buduj teraz, zarabiaj później” nabiera rozpędu. Pytanie, na które giełda wciąż szuka odpowiedzi, brzmi prosto: czy ten zakład o przyszłość AI wart jest ponad bilion dolarów utracony na parkiecie?
Źródła: Reuters, Bloomberg, Japan Times

4 tygodni temu







