Miedź znów pisze historię. 8 września 2026 roku cena trzy-miesięcznych kontraktów na London Metal Exchange osiągnęła 14 617 dolarów za tonę – to drugi z kolei rekord wszech czasów po ustanowieniu poprzedniego dnia wcześniej na poziomie 14 533 USD. Od początku roku metal podrożał o blisko 48%, a sam wrzesień przyniósł czwarty dzień wzrostów z rzędu. Rajd napędzają obawy o ograniczoną dostępność surowca w krótkim terminie oraz widmo ceł importowych USA na rafinowaną miedź.
Nie jest to krótkotrwała spekulacja. Za obecnym poziomem cen stoi splot trzech potężnych sił: kurczące się wydobycie, masowe przesunięcie zapasów fizycznego metalu w kierunku Stanów Zjednoczonych oraz strukturalnie rosnący popyt ze strony sektora energetycznego i technologicznego.
Podaż górnicza: pierwszy roczny spadek od 2017 roku
Globalny rynek miedzi walczy z czymś, czego nie widziano od siedmiu lat – realnym spadkiem wydobycia. Dane International Copper Study Group (ICSG) pokazują, iż w pierwszym półroczu 2026 roku globalna produkcja górnicza spadła o 1,1% rok do roku. Morgan Stanley, który jeszcze na początku roku prognozował umiarkowany wzrost, zrewidował swoje szacunki i dopuszcza teraz pierwszy roczny spadek wydobycia od 2017 roku.
Skala problemów jest szeroka geograficznie. Chile – największy producent miedzi na świecie – zanotowało najsłabszy drugi kwartał od co najmniej 19 lat. Państwowy Codelco obniżył produkcję o 11% w pierwszym półroczu, a kopalnia El Teniente straciła 13% rok do roku. Pełnoroczna prognoza producenta, zakładająca skromny wzrost, została oficjalnie określona jako „trudna do osiągnięcia”.
Kluczowym wydarzeniem podażowym pozostaje katastrofa w kopalni Grasberg w Indonezji – jednym z największych złóż miedziowo-złotych na świecie. Osunięcie ziemi jesienią 2025 roku wymusiło ogłoszenie siły wyższej (force majeure), a Freeport-McMoRan – operator kopalni – przesunął pełne wznowienie produkcji na początek 2028 roku. Goldman Sachs szacuje, iż sama Grasberg straci około 270 000 ton produkcji w 2026 roku.
Do tego dochodzą problemy operacyjne w Demokratycznej Republice Konga (zakaz eksportu koncentratu trwa już trzeci miesiąc), przestoje w indonezyjskim PT Smelting Gresik oraz ograniczenia dostaw kwasu siarkowego do producentów SX-EW w Ameryce Południowej spowodowane konfliktem na Bliskim Wschodzie.
Duże spółki górnicze śledzone przez Jefferies, odpowiadające za dwie trzecie globalnej produkcji, odnotowały w pierwszym półroczu spadek wydobycia o 3,5%.
Amerykańskie cła: metal płynie za Atlantyk
Drugim filarem rajdu cenowego jest bezprecedensowe przesunięcie fizycznej miedzi w kierunku Stanów Zjednoczonych – napędzane nie popytem konsumpcyjnym, ale oczekiwaniami regulacyjnymi.
Historia zaczęła się w lipcu 2025 roku, gdy prezydent Trump nałożył 50-procentowe cło na półprodukty miedziowe (rury, druty, pręty) w ramach sekcji 232. Rafinowana miedź katodowa – podstawowy surowiec dla zakładów przetwórczych – została wówczas zwolniona z cła. Jednocześnie Departament Handlu USA otrzymał zadanie przygotowania rekomendacji, czy i kiedy objąć rafinowaną miedź cłem – pierwotna propozycja zakładała 15% od stycznia 2027 i 30% od 2028 roku.
Termin dostarczenia rekomendacji wyznaczono na 30 czerwca 2026 roku. Termin minął bez publicznej decyzji. Ta niepewność – paradoksalnie – okazała się bardziej bycza niż samo cło, ponieważ zachęciła importerów do masowego gromadzenia zapasów na terenie USA, na wypadek gdyby taryfa została wprowadzona. Goldman Sachs oszacował, iż od początku roku do magazynów w USA trafiło około 900 000 ton miedzi, a zapasy w magazynach COMEX sięgnęły rekordowych 675 000 ton – pięciokrotnie więcej niż rok wcześniej.
Efektem ubocznym tego transferu jest drastyczne zmniejszenie zapasów poza Stanami Zjednoczonymi. Magazyny LME i szanghajskiej giełdy SHFE zostały dosłownie wyssane z metalu. Na SHFE zapasy spadły do najniższego poziomu od 2024 roku. To właśnie ten odpływ wywołał w sierpniu gwałtowny squeeze na LME – backwardation cash-to-three-month rozszerzyła się do niemal 550 dolarów na tonie, poziomu niewidzianego od ponad pięciu lat. Choć do początku września spread ten zawęził się do niskich setek dolarów, struktura terminowa rynku przez cały czas wskazuje na fizyczny niedobór metalu dostępnego do natychmiastowej dostawy.
Spread COMEX-LME utrzymuje się w okolicach 400 USD/t – to żywy barometr tego, jak rynek wycenia prawdopodobieństwo przyszłego cła. Dla porównania, w szczycie paniki z lipca 2025 roku, gdy obawiano się 50-procentowej taryfy na całą miedź, spread sięgał niemal 2 937 USD/t.
Popyt: AI, sieci energetyczne i elektryfikacja
Trzecim elementem układanki jest strona popytowa, która zmienia się strukturalnie w sposób bezprecedensowy od czasów chińskiego boomu infrastrukturalnego z początku XXI wieku.
Najbardziej dynamicznym nowym źródłem popytu są centra danych obsługujące sztuczną inteligencję. Bloomberg Intelligence szacuje intensywność zużycia miedzi w centrach danych na 27-33 tony na megawat mocy. Przy prognozowanym podwojeniu globalnych mocy do około 80 GW do 2030 roku, oznacza to dodatkowy popyt rzędu 1,1-2,4 miliona ton samej miedzi tylko w Ameryce Północnej. S&P Global prognozuje, iż popyt na miedź związany z infrastrukturą energetyczną centrów danych sięgnie 1 miliona ton rocznie do 2040 roku.
Chiny – odpowiadające za 55-58% globalnego zużycia rafinowanej miedzi – wchodzą właśnie w tradycyjny sezonowy szczyt popytu przemysłowego. State Grid Corporation of China zapowiedziała inwestycje rzędu 4 bilionów juanów na lata 2026-2030 w rozbudowę sieci przesyłowych – to o 40% więcej niż wcześniejszy plan. Zamówienia od State Grid, jak podkreślała Jia Zheng z Suzhou Chuangyuan Harmony-Win Capital Management, „wyglądają dobrze na podstawie rozmów z klientami”.
Na globalnym rynku rysuje się deficyt. ICSG szacuje go na około 150 000 ton rafinowanej miedzi w 2026 roku, ale te liczby nie uwzględniają pełnej skali transferu zapasów do USA. Goldman Sachs zrewidował swoją prognozę – z nadwyżki 490 000 ton w kwietniu do deficytu 640 000 ton poza Stanami Zjednoczonymi w czerwcu.
Pozycje spekulacyjne i ryzyko korekty
Przy całym uzasadnieniu fundamentalnym warto zachować trzeźwość. Pozycje netto long utrzymywane przez fundusze hedgingowe i innych spekulantów na COMEX odpowiadają ekwiwalentowi około 912 000 ton miedzi – to więcej niż fizyczny metal zmagazynowany w amerykańskich obiektach. Takie pozycjonowanie jest zatłoczone i podatne na gwałtowne wyprzedaże – czego próbkę dał wtorek 1 września, gdy umocnienie dolara i wzrost oczekiwań na podwyżki stóp Fed wywołały 2,4-procentowy spadek akcji spółek miedziowych w ciągu jednej sesji.
Korekta jest możliwa, ale analitycy podkreślają, iż byłaby raczej wydarzeniem technicznym niż zmianą narracji fundamentalnej. Jose Cerda, zarządzający portfelem surowcowym w DWS, ujął to precyzyjnie:
„Tegoroczny ruch miedzi był napędzany przez ograniczoną podaż, a spadki wiązały się z pozycjonowaniem, nie ze zmianą fundamentów. Długoterminowe trendy popytowe pozostają nienaruszone.”
Tom Mulqueen z Citigroup prognozuje 15 000 USD za tonę do końca roku, z potencjałem do 17 000 USD, jeżeli ożywienie przemysłowe lub popyt ze strony transformacji energetycznej, centrów danych albo gromadzenia rezerw strategicznych okażą się silniejsze od oczekiwań.
Co to oznacza dla traderów
Rynek miedzi w swojej obecnej formie to de facto dwa rynki – amerykański i pozaamerykański – połączone spreadem COMEX-LME, który funkcjonuje jako wskaźnik oczekiwań celnych. Dla tradera na rynku surowcowym ta dwoistość ma praktyczne konsekwencje.
- Po pierwsze, cena LME – referencyjna dla większości transakcji globalnych, w tym w Europie – reaguje na odpływ metalu do USA równie silnie jak na zmiany popytu czy podaży. Dopóki kwestia cła na rafinowaną miedź nie zostanie rozstrzygnięta, zapasy poza USA będą pozostawać napięte, wspierając cenę LME niezależnie od globalnego bilansu.
- Po drugie, nadchodzące tygodnie przyniosą dwa potencjalne katalizatory: ewentualną decyzję Departamentu Handlu USA w sprawie ceł na rafinowaną miedź (rekomendacja jest już po terminie, decyzja może zapaść w dowolnym momencie) oraz dane o chińskim popycie w trzecim kwartale. Pozytywne dane z Chin w połączeniu z potwierdzeniem cła mogłyby wypchnąć cenę powyżej 15 000 USD. Brak cła połączony ze słabością chińskiego przemysłu otworzyłby drogę do korekty – choć analitycy, w tym Mulqueen z Citi, argumentują, iż choćby bez ceł nagromadzone w USA zapasy będą uwalniane stopniowo, nie zalewowo.
- Po trzecie, fundamentalny problem podażowy – niedoinwestowanie sektora górniczego po załamaniu surowcowym sprzed dekady, pogarszające się zawartości metalu w rudzie, brak nowych dużych projektów z możliwością uruchomienia przed 2030 rokiem – nie zniknie niezależnie od polityki celnej. Jak podsumowała Amy Gower z Morgan Stanley, branża odczuwa teraz konsekwencje drastycznych cięć inwestycji w wydobycie z lat 2014-2016. Czas od odkrycia złoża do pierwszej produkcji to dziś średnio 15-20 lat. choćby przy obecnych rekordowych cenach, nowa podaż nie pojawi się szybko.
Ruben Fernandes, dyrektor operacyjny Anglo American, ujął to zwięźle:
„Wszyscy inwestują w miedź, wszyscy lubią miedź. Podaż przyjdzie, ale pytanie brzmi – jak szybko”.

4 godzin temu






