Miód z Ukrainy mierzy się z nową rynkową barierą, która drastycznie zmienia zasady gry na europejskim rynku. Po przywróceniu unijnych ceł, czołowy ukraiński producent, firma BEEHIVE, stanął pod ścianą. Zamiast jednak godzić się na potężne straty, firma planuje „ucieczkę do przodu” – budowę własnych zakładów produkcyjnych na terenie Unii Europejskiej, by ominąć blokady na granicach.
Miód z Ukrainy znika z marketów – cła uderzyły w marże producenta
Powrót do stawek celnych na poziomie 17,3% sprawił, iż dotychczasowy model eksportu dla ukraińskiego producenta przestał być opłacalny. Jak przyznaje Semen Gagarin, dyrektor zarządzający BEEHIVE, marża firmy spadła o 20%, co natychmiast wyrzuciło ich produkty z większości europejskich sieci handlowych.
To, co dotychczas definiowało rynkową pozycję, jaką miał miód z Ukrainy w segmencie detalicznym, straciło rację bytu w blisko 90% dotychczasowych punktów sprzedaży. Walka o półkę w sieciach takich jak REWE czy Morrisons stała się zbyt kosztowna – aby na niej pozostać, producenci musieli akceptować marże handlowe sięgające choćby 55%.
Lokalizacja produkcji, czyli miód z Ukrainy z unijnym paszportem
BEEHIVE jako wyspecjalizowany producent nie zamierza jednak rezygnować z europejskiego konsumenta. Nowym planem na to, by miód z Ukrainy pozostał konkurencyjny, jest przeniesienie procesów produkcyjnych i konfekcjonowania bezpośrednio do UE. Lokalizacja zakładów wewnątrz Wspólnoty pozwoli nie tylko zdjąć ciężar ceł (poprzez operowanie jako unijny podmiot), ale też skuteczniej rywalizować z europejskimi firmami rodzinnymi.
Podsumowanie: Branża agro powiela schemat motoryzacyjny?
Wiele wskazuje na to, iż przypadek BEEHIVE to dopiero początek szerszego trendu, a w ślad za tym producentem mogą pójść inni wielcy gracze z sektora agro. Zjawisko to doskonale znamy z innych gałęzi gospodarki, m.in. z branży samochodowej. Gdy państwa nakładają wysokie cła importowe na gotowe auta (co obserwujemy np. w przypadku marek azjatyckich), koncerny budują fabryki na miejscu, by zyskać status „lokalnego” gracza.
Warto jednak zauważyć, iż o ile miód z Ukrainy – jako produkt trwały, wartościowy i łatwy w transporcie w beczkach – nadaje się do takiego modelu idealnie, o tyle inne branże (zboża, owoce miękkie czy mięso) mogą mieć znacznie trudniej. Tam logistyka, nietrwałość surowca i ogromna skala produkcji mogą skutecznie zablokować plany „udomowienia” zakładów w UE.
Dla polskich rolników to jasny sygnał: konkurencja nie znika pod wpływem ceł – ona po prostu zmienia strategię i uczy się operować z poziomu unijnego podwórka.

1 godzina temu















